Nie zamierzałam tego pisać, bo tego zjawiska dotychczas nie bylo. A teraz od rana słyszę tylko o biednych imigrantach i humanitaryzmie, z jakim należy ich traktować. Rozpiszę się z pasją na ten temat.
Myślę, że konserwatywni wyborcy PIS (a jest ich wiekszość wsród elektoratu) dostają od początku szału, kiedy widzą, jak nasi żołnierze stoją pokornie i bezczynnie, a rozjuszeni imigranci atakują ich kamieniami, łopatami, drągami i nożami. Widać, że gdyby dać im kałasznikowy, to by strzelali bez zastanowienia i żadnego humanitaryzmu.
Dla mnie widok tego szeregu bezbronnych chłopaków w mundurach , którzy nie reaguja na zaczepki jest drażniący, bo wyrastałam „na Sienkiewiczu”, a potem „na książkach” o Powstaniu Warszawskim. Więc dla mnie normalny jest obraz polskiego żołnierza czy powstańca odpowiadającego na atak silniejszym atakiem. Bo tylko w taki sposób można czegoś czy kogoś bronić. Stojąc bezradnie tylko się zachęca agresora do wzmożenia agresji i poczucia bezkarności.
Rząd nam mówi, że sytuacja na granicy będzie trwała długo. Ano będzie trwała dlugo, jeśli agresorom nic nie grozi, bo nawet polanie ich wodą powoduje lament Europy nad możliwością wystąpienia kataru u biednych imigrantów.
A dziś do tego lamentu przyłączają się nasi publicyści. Z Radia 24 również. Jak by pomóc tym biedakom, którzy rozbijają kamieniami głowy naszym żołnierzom? Atakują ich w każdy możliwy sposób? I nie są odpierani w taki sposób, żeby obudzić w nich jeśli nie poważny, to choćby jakikolwiek lęk przed atakowaniem cudzej granicy i polskich żołnierzy.
Słyszymy, że zamknięci w obozach imigranci też nie są zadowoleni z warunków i obóz zdemolowali. Taka informacja podnosi notowania PIS? Nie podnosi. Obniża? Oczywiście, że obniża.
Bo – po pierwsze – okazuje się, że nasza granica nie jest tak szczelna, jak to twierdzi pisowska propaganda (bo skąd te setki osób w obozie?).
Po drugie, że to nielegalni imigranci mogą dyktować swoje warunki, a my nie możemy stłumić zamieszek, choćby tak, jak są tłumione podczas demonstracji, czy buntów w polskich więzieniach.
Humanitaryzm, humanitaryzm, humanitaryzm… Pomoc… pomoc… pomoc. Litość, litość, litość…
Gdyby ci ludzie siedzieli na granicy, zzbiębnieci i wygłodniali, to budziliby moje współczucie. Wrzeszcząca, rozwścieczona, dzika hołota, atakująca brutalnie naszych żołnierzy i naszą granicę nie budzi we mnie żadnych dobrych uczuć.
Europa może być ogłupiała. Ale chciałabym, aby rządzący Polską zachowali resztki rozumu i zdawali sobie sprawę, że Polacy to nie tchórze. I kiedys nawet „biali zakonnicy” z Jasnej Góry zakasywali rękawy habitów i strzalali z armat do napastników.
Autor: Jolanta Makowska
Absolwentka socjologii UW, doktorantka Instytutu Pedagogiki, dziennikarka i publicystka m.in. Twojego Dziecka, „Przegladu Katolickiego”, „Przegladu Tygodniowego”, „Listu do pani”, redaktorka „Wiadomości o Senacie”, autorka książek dla dzieci, ksiażek wspomnieniowych, varsawianów oraz wielu powieści obyczajowych.
Zostaw komentarz