Celowo pomijam kwestie typu, że pracujemy, bo musimy.

(Swoją drogą rzeczywiście musimy, bo trzeba zapłacić za różne rzeczy od czynszu za chatę po kawę z grubą pianą w kawiarni. I za dentystów, a ja coś o tym wiem.)

Są inne wartości.
– pomaganie innym
– poszerzanie wiedzy w swojej dziedzinie
– kontakt z drugą osobą, żeby na chwilkę wyrwać się z bańki eremity
– wymiana poglądów
– książkowe polecajki
– satysfakcja z efektów starań i pracy.
– inne srutu tutu majtki z drutu i okrągłe frazy.

Czasem warto też skonfrontować się z rzeczywistością, żeby poznać opinię innych na swój temat.

Prawda?
No!

No to wiecie-rozumiecie okazuje się, że czasem się:

Można zapomnieć i zapędzić w samouwielbieniu.
Można zakwitnąć narcyzem.
Można nadąć się jak balon i odlecieć w przestworza, jeśli puści się wstażkę balonika.
Można zakochać w sobie i serduszkować pod swoimi wpisami na fejsie
Można robić sobie głupie foty, żeby pochwalić się czymkolwiek i wszystkim.
Można uwierzyć w swoją mądrość, przenikliwość, wiedzę i całą tę samozajebistość i…

I wtedy może przyjść jakiś człowiek, który po nerwowej wymianie zdań i osądów nazwie cię (czyli mnie, bo to rzecz jasna o mnie).

ZŁOŚLIWĄ ZOŁZĄ W OKULARKACH.

Obraz Ryan McGuire z Pixabay