Gdy Moskal śpi budzą się HIMARSy. A jak wjeżdża na most, to także Excalibury. Trudno mi powiedzieć, co sieknęło wczoraj wieczorem w Most Antonowski, ale zrobiło koronkową robotę. Znaczy, że przęsło mostu wygląda, jak koronka. Tyle w nim dziur.

W nawierzchnię uderzyło co najmniej dziesięć pocisków, które trafiły w ten sam odcinek, co poprzednia salwa. Przęsło wygląda teraz jak ser szwajcarski. Dziura na dziurze. O ile wcześniej dało się nim przejechać samochodem osobowym, to teraz zostaje co najwyżej rower.
Analiza zdjęć satelitarnych z dzisiejszego ranka pokazuje, że ostrzelany został tylko most (i położony kilka kilometrów w górę rzeki most kolejowy, a także ostatecznie zniszczony został most w Darówce), ale nie uderzono w rejon koncentracji, który leży w środku miejscowości zaczynającej się przy przyczółku mostowym. Co prawda zaraz koło przyczółka jest duży plac, który Moskale mogą wykorzystywać do gromadzenia sprzętu, ale raz, że nie widać na nim sprzętu, a dwa, że ukraińscy artylerzyści mają umiejętności, żeby precyzyjnie uderzyć w ten plac, ale nie mogą zagwarantować, co stanie się, kiedy wybuchnie ewentualnie zgromadzone tam paliwo i amunicja.
Zatem na razie placu nie ruszają.
Wniosek jest taki, że wczoraj późnym wieczorem jakiś dureń z oficerskimi epoletami wydał rozkaz, żeby bojcy wkroczyli na uszkodzony most, w który ukraińscy artylerzyści są idealnie wstrzelani. Taki rozkaz ma znamiona zbrodni przeciw własnym żołnierzom. Świadkowie potwierdzają, że pociski spadły na maszerującą mostem kolumnę, wywołując panikę. Ilu bojców zabiły pociski, a ilu zatratowali spanikowani koledzy, ilu spadło i utonęło w nurtach Dniepru?
Ten, który wydał rozkaz zda sprawę na Sądzie i putinarcha Cyryl mu nie pomoże.

W każdym razie odcięci w Chersoniu bojcy ponoć przez całą noc kłócili się ze swoimi dowódcami, żądając zapewnienia osłony artyleryjskiej. Tylko, że Rosja nie posiada nic, co byłoby równoważne.
Owszem, Rosjanie, żeby zniwelować przewagę w zasięgu ukraińskich systemów artyleryjskich panicznie wyciągają z magazynów działa „Pion”, znane u nas jako „Piwonia”. To rzeczywiście duże armaty na podwoziu gąsienicowym, o kalibrze 206 mm (co powoduje, że mają słabą balistykę, ale chodziło o możliwość miotania taktycznych ładunków nuklearnych) i zasięgu do niecałych 50 km, czyli mniej, niż osiągają natowskie haubice 155 mm z pociskami Excalibur (około 70 km). „Piwonie” są konstrukcją z lat 70-tych zarzuconą w większości armii dawnych demoludów w latach 90-tych (u nas w 2006). To niejako świadczy o wartości bojowej tego straszydła. Aha, zmodernizowane „Piwonie-Piony” mają szybkostrzelność 2,5 strzału na minutę, co w zasadzie w starciu z HIMARSami czyni je bezbronnymi.

Wracając do mostów, to prezydent Zełeński zapowiedział ich odbudowę. Po wojnie i przez Ukrainę. A wszelkie próby ich naprawienia przez Rosjan będą niszczone.

Rosjanie czwarty dzień budowali przeprawę przez Dniepr. Zgapili technikę od Władysława Jagiełły i stawiają most w segmentach kilka kilometrów w górę rzeki od Chersonia. Oczywiście, zwiad ukraiński wszystko widzi. Jagiełło swój most budował pod Sandomierzem, a spławiał do Czerska. Kilometrów kilkaset, nie kilka, dlatego zachował tajemnicę.
Segmenty są już gotowe, ale bojcy boją się je spławić. Nie tylko dlatego, że grozi to ostrzelaniem przez SZU, ale też Dniepr nie jest spokojną rzeką, za to jest szeroki i dość trudno takim segmentem się steruje. Konstruktorzy próbują łatać samobieżnymi promami.
Ostatecznie zostają jeszcze śmigłowce. Z lądowaniem na Czarnobajewce.
Generalnie rosyjska logistyka siadła w kącie i płacze.

W Heniczesku u wejścia na Półwysep Krymski zarejestrowano zmiatające na Krym rosyjskie pojazdy wojskowe. Dosłownie zmiatające. Na pełnym gazie.

Rosyjskie ataki nadal odbijają się od ściany, w przeciwieństwie do uderzeń ukraińskich. Potwierdzono poszerzenie przyczółka inhuleckiego i zajęcie kolejnych dwóch wsi w jego południowej części. Stwarza to zagrożenie oskrzydlenia dla garnizonu Rosjan w Śniegurówce.
Na Zaporożu na odcinku pod Połohami Ukraińcy idą do przodu i to pomimo dosłania walczącym tu Moskalom dodatkowych oddziałów.

Koło Doniecka SZU atakują w rejonie Marinki i Aleksandrówki. Z kolei Moskale w tym rejonie zaatakowali ponownie Awdijówkę, stosując taktykę walca artyleryjskiego. Ostrzał wsi trwał kilka godzin. Wynik? Atak odparty, specjalny oddział ukraińskiej policji wyłapał ludzi, naprowadzających ogień artylerii na pozycje ukraińskie, a ukraińscy artylerzyści odgryźli się wysadzając Moskalom skład amunicji na tyłach.

Puszylin, przywódca Donbabwe, który od ośmiu lat nie może zdobyć Awdijówki, oddalonej 15 kilometrów od Doniecka, odwiedził Białoruś, gdzie powiedział, że „nadszedł czas, aby wyzwolić miasta założone przez Rosjan: Kijów, Czernihów, Połtawę, Odessę, Dniepropietrowsk, Charków, Zaporozję i Łuck”.

Oddziały ukraińskie wykorzystały porzucenie pozycji przez oddziały rosyjskie między Słowiańskiem a Izjumem i wbiły na pięć kilometrów w stanowiska Moskali, zagrażając z flanki oddziałom walczącym w Bohorodycznem.

W rejonie Chersonia i Melitopola patrole Rosjan znikają bez wieści już hurtowo. Trudno zorientować się, ilu zabijają partyzanci, a ilu zwiało na to konto do domów.
Za to na pewno partyzanci zdalnie odpalanym ładunkiem posłali w kosmos radiowóz prorosyjskiej policji w Chersoniu. Jeden zdrajca nie żyje (według innej wersji jest ciężko ranny), drugi w ciężkim stanie w szpitalu.
Wyeliminowano też grupę ważniejszych Rosjan i zabrano im mapy oraz dokumenty. Wśród nich książkę kodów łączności radiowej. Kody zostały opublikowane w internecie przez GUR. Po co?
Teraz Rosjanie na gwałt muszą je zmienić, wydrukować, dostarczyć do jednostek, a łącznościowcy opanować. To potrwa, a do tego czasu każdy będzie ich czytał.
Możliwe, że zabitych i zaginionych Moskali będzie więcej, bo do Mikołajowa wraca generał Marczenko, wsławiony obroną miasta na początku wojny. Generał deklaruje, że jego celem jest Most Krymski. Podobno ma pokierować działaniami chersońskich partyzantów. W internecie pojawiło się oficjalne nagranie Chersońskiego Ruchu Oporu, informujące okupantów, że mogą zapomnieć o spokojnym śnie. „Wiemy o was więcej, niż myślicie” – mówi zamaskowany przedstawiciel partyzantów.
I na potwierdzenie w powietrze wyleciał kolejny skład rosyjskiej amunicji w rejonie chersońskim.

Na określenie śmierci Rosjan Ukraińcy mają określenie „udał się na koncert Kobzona”. Josif Kobzon to urodzony w Ukraińskiej SSR śpiewak, który swój talent sprzedał najpierw imperium sowieckiemu, a potem Rosji. I to dosłownie. Występował w propagitkach na rzecz Rosji na anektowanych terenach, wspierał w wyborach Janukowycza. Wyjątkowo nieciekawa postać, choć obdarzona niesamowitym talentem i głosem. Starsi pamiętają serial „Siedemnaście mgnień wiosny” (to dopiero była chała, która stała się memem i dała podstawę do serii dowcipów). Piosenkę z czołówki wykonywał właśnie Kobzon.
Josif Kobzon od czterech lat nie żyje, więc udanie się na jego koncert możliwe jest tylko w zaświatach.

Przy okazji, do jednej z farm rosyjskich trolli dotarła ponoć narracja, że Chersoń nie jest i nie był głównym celem operacji specjalnej. Zajęcie go miało tylko wywrzeć presję na Kijów.
„No, rozumiecie, a teraz w geście dobrej woli wycofamy się, jak z Wężowej Wyspy”.
W każdym razie centra „pomocy” humanitarnej putinowskiej partii Jedna Rosja już z dnia na dzień opustoszały. Szczury zawsze wiedzą, kiedy opuścić okręt.

Pomoc humanitarna została ograniczona też w Mariupolu. Teraz dostaną ją tylko dzieci. To tak w ramach narracji „sankcje nie działają”. No tak nie działają, że Rosja nie może grać przed światem dobrego wujka, bo nie ma czym.
Pojawia się informacja, że Rosjanie chcą zmienić nazwę Mariupola na Żdanow od nazwiska jednego z najbliższych współpracowników Stalina, wyjątkowego gada, omyłkowo tylko nazywanego człowiekiem, odpowiedzialnego za represje i wojenną tragedię Leningradu oraz… nijak nie związanego z Ukrainą.
I czy to nie są sowieci?

Polski wywiad zlokalizował obozy koncentracyjne dla Ukraińców na okupowanych terenach Donbasu i przekazał szczegóły Ukraińcom.

Na Morze Czarne wpłynęły dwa tureckie okręty mające nadzorować wykonanie porozumienia zbożowego, a w Stambule zaczęła pracę międzynarodowa komisja.

Amerykanie zadeklarowali, że wymuszą od Rosji odszkodowanie na rzecz Ukrainy za zrabowane zboże, stal i inne produkty.

P.S. W porcie w Odessie wybuchł pół godziny temu pożar. Tak wygląda umawianie się z Moskalami.

Autor: Skipper