Piątek przed pracowitym weekendem, jest – cytując klasyka – niczym głęboki wdech przed skokiem do wody. Tak ostatnio wyglądają moje piątki. O czym dziś? O motywacji. Mojej i nie tylko.
Stare porzekadło mówi „nie rób drugiemu dobrze, a nie będzie Ci źle”. Coś w tym jest. Często ludzie nie wierzą w nasze dobre intencje. We wszystkim co robimy, doszukują się „drugiego dna”. Sam od lat tego doświadczam. Nieustannie, od 20 lat słyszę za plecami, że pomagam innym, bo mam w tym interes. Z uśmiechem czytam, jak to moje wizyty w placówkach opiekuńczych, darmowe korepetycje, wielogodzinne rozmowy czy nocne facebookowe dyskusje mają ukryte „drugie dno”. Nawet nie chce mi się polemizować z tym, jak to na dzieciach, którym pomagam prowadzę „eksperymenty psychologiczne” a na wyjazdach, które organizuję i finansuję z własnego kieszonkowego potajemnie zarabiam. Słyszę to, widzę, czytam i…. dalej robię swoje Spytacie dlaczego? To proste. Bo czuję, że tak należy.
W tym miejscu nasuwa się pytanie: czy to prawda, że nie ma ludzi, którzy bezinteresownie pomagają innym? Oczywiście, że są! Wielu z nich spotkałem na swojej życiowej drodze. Jednego z Nich, absolutnie wyjątkowego, przedstawiam Wam na zdjęciu. To mój pierwszy Szef, Profesor Janusz Żmija. Rektor Uniwersytet Rolniczy w Krakowie w czasach, gdy kończyłem studia i rozpoczynałem pracę zawodową. Człowiek absolutnie niezwykły. Wymagający i stanowczy szef, a przy tym dobry, ciepły i sprawiedliwy Człowiek. Gdy byłem szefem samorządu studenckiego, zawsze traktował nas, studentów z życzliwością. Pomagał, wspierał, gdy trzeba, upominał. Nie mając w tym żadnego interesu, mi osobiście poświęcił mnóstwo czasu. Godziny rozmów, które odbyliśmy, setki spotkań, na które mnie zabierał, zaufanie, które mi okazywał jako działaczowi, a potem pracownikowi w dużej mierze ukształtowały mnie takim, jakim dziś jestem. Jego konstruktywne uwagi, a gdy było trzeba, twarde, męskie słowa nigdy nie pozwoliły mi zejść z właściwej ścieżki. A przecież nie musiał. Byłem dla Niego tylko jednym z 13 tysięcy studentów. Jednym z 1500 pracowników…
Gdy więc szukacie „drugiego dna” w tym, że swój wolny czas spędzam z „obcymi” dziećmi, gdy zastanawiacie się, dlaczego potrafię zabrać na wycieczkę grupę pozornie „obcych” młodych ludzi, gdy uważacie, że to bez sensu, że „do bólu” walczę o kogoś, o kogo Waszym zdaniem walczyć nie warto, przyjmijcie do wiadomości, że „drugiego dna” nie ma. Że są jeszcze ludzie, którzy są idealistami. Którzy walczą o innych, bo wierzą. Wierzą w siebie i w drugiego człowieka. Wierzą w to, że dobro powraca. Spytacie, skąd wiem, że tacy ludzie istnieją? Wiem, bo Pan Bóg postawił ich na mojej życiowej drodze.
Ostatnio spotkałem Szefa na konferencji. Gdy jestem na Uczelni zdarza nam się wypić kawę i powspominać. Spytałem Go kiedyś, dlaczego tak wiele dla mnie zrobił. Uśmiechnął się tylko i szepnął: „Panie Krzysiu, bo Pan na to zasłużył. Pan zawsze miał potencjał…”
Gdy więc, Młodzi Przyjaciele, zastanawiacie się, dlaczego w Was „inwestuję”, dlaczego bywam natrętny, dlaczego wymagam, upominam i się czepiam, odpowiedź macie powyżej. Bo zasługujecie. Bo macie potencjał!
Dobrego weekendu.
Autor: dr Krzysztof Klęczar
Burmistrz Kęt (miasto w Małopolsce, pow. oświęcimski), prezes zarządu wojewódzkiego PSL w Małopolsce.
Zostaw komentarz