Zasadą w dyplomacji jest to, że gdy ma miejsce wizyta głowy państwa, szefa rządu albo szefa dyplomacji to media, z którymi umawia się głowę państwa, szefa rządu albo szefa dyplomacji dobiera się bardzo starannie. Mówiąc krótko ich wybór jest zawsze podyktowany kalkulacją polityczną.

W państwach jawnie dyktatorskich mediów się o ile to możliwe unika, w autorytarnych próbuje znaleźć takie rozwiązanie by i wilk był syty i owca cała (chyba, że są to zaprzyjaźnione państwa autorytarne i wówczas się udaje, że nasz VIP bardzo się chciał z mediami opozycyjnymi spotkać, ale niestety mimo szczerych chęci „program był zbyt napięty”).

W państwach demokratycznych jest łatwiej ale i tu albo udziela się kilku wywiadów, albo – jeśli wywiad ma być tylko jeden – szuka się takiego dziennikarza, który niekoniecznie jest na kursie kolizyjnym z władzami państwa przyjmującego.

No i oto nasz prezydent będąc w USA udziela wywiadu Fox News. Czy to dobry pomysł? USA są bądź co bądź demokracją. Cóż więc złego w tym, że Andrzej Duda udzieli wywiadu akurat tej stacji, która jest otwarcie wrogo nastawiona wobec obecnej administracji? No niby nic. W Fox pracuje choćby Chris Wallace, który jest powszechnie szanowanym dziennikarzem, który prowadził debaty kandydatów na prezydentów USA, a wywiadów udzielali mu ludzie tacy jak i Władimir Putin i Donald Trump.

Pan prezydent zdecydował się jednak udzielić wywiadu nie Wallace’owi, a Tuckerowi Carlsonowi. Co odróżnia Carlsona od Wallace’a? Ano ta drobnostka, że o ile Wallace jest powszechnie szanowany to Carlson, delikatnie rzecz ujmując, jest powszechnie nieszanowny. W każdym razie na pewno nie w – tak się składa, że rządzącej – Partii Demokratycznej.

Udzielenie wywiadu akurat Carlsonowi to tak jakby Andrzej Duda chciał ostentacyjnie pokazać Joe Bidenowi środkowy palec.

Słowem mamy więc pięć opcji:

1. prezydentowi RP nie zależy na dobrych relacjach z prezydentem USA;

2. prezydent RP uwierzył, że prezydent USA zmięknie widząc jak Andrzej Duda gra na jego wrogów;

3. prezydentowi RP zależy na dobrych relacjach z Joe Bidenem, ale prezydent RP nie rozumie, że relacji tych nie naprawi rozmawiając z kimś takim jak Carlson;

4. prezydent RP nie rozumie, że dobór dziennikarzy, z którymi zamierza rozmawiać oznacza wysłanie takich lub innych sygnałów do władz państwa przyjmującego;

5. dla prezydenta RP liczy się tylko uznanie w oczach chicagowskich Klubów Gazety Polskiej, a ja pisząc coś o polityce zagranicznej wygłupiam się.

Fot. Jakub Szymczuk/Twitter

P.S. przy okazji – polecam nagranie Carlsona sprzed ledwie 2 lat, w którym Carlson rozważa sens art. 5 i zastanawia się czemu niby USA miałyby bronić jakieś tam Łotwy albo Estonii i wreszcie postuluje by na serio zastanowić się, czy USA nie powinny wystąpić z NATO. Nie ma to jak starannie dobierać rozmówców. Skądinąd gratuluję intelektualnej przenikliwości doradcom prezydenta. Naprawdę jesteście super!

https://video.foxnews.com/v/5989828269001?fbclid=IwAR06WbhSlgoR7koPPRQNDdtSLedOsqMKf6wbtwWOLJ1pRmdNyFjIQG4JnBo#sp=show-clips

Autor: Witold Jurasz
(tekst pochodzi z konta Witolda Jurasza na Facebook’u)