Historia się powtarza. Kiedyś, w XXwieku dwa państwa totalitarne czyli hitlerowskie Niemcy i stalinowska Rosja (ZSRR) zawarły sojusz w wyniku którego nastąpił IV rozbiór Polski, Stalin zajął ponadto Litwę Łotwę i Estonię oraz część Finlandii, a Hitler przy wsparciu dostaw surowców z ZSRR zajął Belgię i Francję oraz wysłał bombowce nad Anglię. W pewnym momencie zabrakło w Europie miejsca dla dwóch dyktatorów na raz i wzięli się oni za łby.

W XXI wieku mamy sytuację dosyć podobną, bo najpierw dyktatury islamskiej Turcji i Rosji Putina zgodnie współpracowały w zabijaniu „swoich” wrogów, przy czym to określenie oznacza co innego dla Turcji, a co innego dla Rosji.

Turcja od samego zarania mordowała chrześcijan, co osiągnęło apogeum w aktach ludobójstwa kilkuset tysięcy Ormian. Współczesna Ankara i Istambuł wcale nie zmieniły zasady inwazji islamu na świat, tylko robią to sprytniej.
Pod pretekstem walki z terroryzmem tureckie bombowce niszczą osiedla chrześcijańskich Kurdów, a pogranicze Turcji z Syrią stało się terenem penetracji dla tzw. Państwa Fundamentalistów Islamskich, które Turcja po cichu popiera. Wyrazem tego poparcia jest m.in. dowiedzione już przez wywiad francuski współfinansowanie terrorystów poprzez oficjalne kontrakty zakupu przez Turcję ropy naftowej od…Państwa Islamskiego.

Prawosławna Rosja nie zwalcza wszystkich chrześcijan lecz „tylko” katolików i grekokatolików, lecz oficjalnie popiera dyktatora Syrii, którego ideologia polega na terroryźmie państwowym, czyli jest odmianom putynizmu!

Wojna w Syrii jest w interesie zarówno Rosji jak i Turcji, gdyż odwraca uwagę opinii światowej od agresji Rosji na Ukrainę i aneksję Krymu, a także każe tej amej „opinii światowej” być głuchą na mordowanie Kurdów przez Turków.

Nagle, (jak w czerwcu 1941roku między Hitlerem i Stalinem), okazało się, że tym razem w Syrii nie ma miejsca dla dwóch różnych dyktatorów, dlatego bombowce Putina zaczęły atakować zamieszkałych tam Turkmenów popierających fundamentalizm islamski.

Turcja postawiła wszystko na jedną kartę i wysłała sygnał ostrzegawczy poprzez zestrzelenie rosyjskiego bombowca.

Bezmyślni dziennikarze większości światowych mediów zupełnie nie rozumiejąc o co chodzi, rozpoczęli lament i nawołują z jednej strony do zabiegów o łaskawość Rosji, a z drugiej strony o… pieniądze dla wsparcia rzekomo „sojuszniczej w walce z terroryzmem” Turcji.

Tymczasem problem tkwi zupełnie gdzie indziej!

Turcja chce wciągnąć całe NATO do konfrontacji z Rosją, aby….”ostatecznie załatwić problem kurdyjski”, natomiast Putin w swojej imperialnej polityce sięga po Syrię jak niedawno sięgnął po Krym.

Dlatego Polska powinna zawnioskować o zawieszenie członkostwa Turcji w NATO i oficjalnie zaprotestować przeciwko mordowaniu Kurdów przez islamistów dowodzonych z Ankary i Istambułu.

Polska nie powinna się mieszać do konfliktu między Rosją i Turcją, lecz bardziej zadbać o Polaków nadal żyjących na Ukrainie i o stan pomników kultury polskiej na Kresach!

Skoro dwa reżimy totalitarne: islamskiej Turcji i putinowskiej Rosji biorą się za łby, to nic nam do tego!

Polacy nie muszą umierać ani za reżim w Ankarze, ani za moskiewskich dyktatorów. Gdy NATO zawiesi Turcję w członkostwie i uszczelni granice, to inwazja islamistów na Unię Europejską zostanie powstrzymana.