Szkoda. Myślałem, że pan Schetyna jest jedną z niewielu osób w PO, która myśli perspektywicznie i widzi, co dzieje się wokoło niego. Niestety, wpisuje się jednak w arogancję, tak charakterystyczną dla tej formacji.

Umiędzynarodowienie sprawy TK służy przede wszystkim naszym przeciwnikom, a nie jest wymierzone w rządzącą partię. Znów, my sami, Polacy, dajemy argument do ręki wszystkim siłom, które tworzą wokół naszego kraju atmosferę braku stabilizacji i pogardy. Nie będę wymieniał o kogo chodzi.

Można mieć inną wizję kraju, inną wizję polityki, inną wizję patriotyzmu i polskości. To normalne w demokratycznym społeczeństwie demokratycznego kraju i wszyscy powinniśmy zrozumieć, że najważniejszą rzeczą jest to, że taki kraj w ogóle mamy. To jest ta część wspólna, która powinna ograniczać nasze kłótnie i jednoczyć nas, bez względu na życiorysy oraz preferencje polityczne. W tym aspekcie wynoszenie sporu o TK na forum unijne stanowi początek zjazdu po równi pochyłej (przyspieszenie każdy może sobie obliczyć).

Sprawa Trybunału nie jest sprawą złamania jakichkolwiek praw człowieka i dotyczy spraw wewnętrznych, o których UE nie może decydować. Nie jesteśmy przecież częścią superpaństwa europejskiego, tylko aktywnym członkiem związku państw, opartym na równym traktowaniu wszystkich części składowych. Przynajmniej w teorii.

Pan Schetyna i jego formacja zapomnieli, iż PiS rządzi wolą większości społeczeństwa, tak, jak rządziła przedtem PO i każda partia, startująca w wyborach. Nikt nikogo nie zmuszał do głosowania, nie fałszował wyników i nie zdobył władzy poprzez zamach stanu. Donos do UE jest więc, w tym aspekcie, donosem na nas samych – na społeczeństwo, które zagłosowało, jak chciało, a nie jak mu kazano.

Sprawa druga związana jest z analizą historyczną. W historii nic nie dzieje się od razu. Większość wydarzeń jest rezultatem procesu trwającego dłuższy czas. Jeśli ktoś myśli, że rozbiory Polski zdarzyły się nagle – ot, ktoś w roku 1772 pstryknął palcami: „Panowie, bierzemy po kawałku z jakiegoś kraju. Może być Polska.”, powiedział – to myli się głęboko. Ten proces zaczął się o wiele wcześniej. Na początku wieku.

Przypomnę Sejm Niemy (1717), wcześniejszy układ między królem i szlachtą (1716), czy konfederację tarnogrodzką (1715). Wtedy również nikt nie zdawał sobie sprawy, jak Niemcy (oczywiście określam kraje z perspektywy dzisiejsze dla jasności wypowiedzi) i Rosja rozgrywali własne interesy polityczne oraz spory za pomocą Polski. Później, „nagle” nastąpił rok 1795 i było po wszystkim. Pamiętajmy o tym, zanim mniejszość polityczna poskarży się obcym na większość społeczeństwa.