Mija dokładnie 4 lata od wprowadzenia w Polsce, przez ówczesne władze, tzw. „stanu epidemii” . . .
Tamtego dnia – 2 marca 2020 r. – Sejm RP uchwalił tzw. „specustawę”, a właściwie – Ustawę o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych: https://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/DocDetails.xsp?id=WDU20200000374
Był to akt prawny, który stanowił tylko początek koszmarnej, szalonej lawiny – kłamstwa, zniewolenia, absurdu.
– Kłamstwa, w którym wprost zatopili nas na wiele długich miesięcy rządzący, politycy niemal wszystkich opcji (od prawa do lewa) oraz niemalże wszystkie media – i te „rządowe” i te „wolne”. Ogromna dawka obrzydliwej propagandy wylewała się na nas co dzień, przez kolejne dwa lata, z telewizji, radia, internetowych portali, gazet.
– Zniewolenia, które przywodziło na myśl najgorsze skojarzenia z historii. Zniewolenia, w którym nie byliśmy osamotnieni, gdyż podobne kroki poczyniły władze niemal wszystkich państw całego świata (z ledwie kilkoma chlubnymi wyjątkami), idąc za głosem i przykładem państwa, które dalekie jest od standardów demokracji i od przestrzegania praw człowieka, w którym wszystko się zaczęło.
– Absurdu, który zdawał się być wprost niewyobrażalny. Kolejne tzw. „obostrzenia” wydawały się coraz to głupsze, coraz to bardziej obrażające ludzki umysł i ludzką godność; wydawało się, że ludzie ich nie przyjmą. A jednak – w zdecydowanej większości – przyjmowali . . .
Mieliśmy oto: zamknięcie lasów, zamknięcie kościołów w święta Wielkanocy, zakaz poruszania się poza domem, z wyjątkiem jakiejś tam najwyższej konieczności (pamiętam te pustki na ulicach i jeżdżące po mojej gminie samochody ze szczekaczkami, przypominającymi, że jeśli wyjdziemy między ludzi czeka nas straszna śmiertelna choroba, pamiętam durne hasło „ZOSTAŃ W DOMU”), następnie możliwość poruszania się, ale tylko – w śmiesznych MASKACH – i to nawet! NA WOLNYM POWIETRZU!
Ale i te „obostrzenia” nie były najgorsze. Choć niewątpliwie głupie i absurdalne. Znacznie gorsze było choćby to, co działo się w „służbie zdrowia”. Gdy ludzie nie mogli być leczeni na normalne choroby, bo szpitale i przychodnie były przed nimi zamknięte. Gdy umierali w stojących w kolejkach do szpitali karetkach. Gdy na oddziałach położniczych matki oddzielano od nowonarodzonych dzieci. Gdy nie dopuszczano wizyt bliskich do osób starszych czy rodziców do leżących w szpitalach dzieci. Gdy nie było dostępu do lekarza, poza jakąś kpiną w postaci leczenia „zdalnego”. Gdy POZYTYWNY TEST był niemal jak wyrok. Test, o którym doskonale dziś wiemy (ale i w istocie wiedzieliśmy też wtedy!), że jest funta kłaków wart, decydował o tym, czy nie będzie się nas izolować, traktować jak trędowatych, poddawać przymusowym, nierzadko szkodliwym zdrowotnie praktykom.
Co jeszcze przyszło, to choćby i „nauka zdalna”. Jej wspaniałe efekty odczuwamy do dziś. Przyszła izolacja osób, „podejrzanych” o bycie „chorym” na kowid – czy to na podstawie pseudo-testu, czy nawet i jakiegokolwiek kontaktu z „zakażonymi”. Przyszło zamknięcie restauracji, kawiarni, sklepów – mocne uderzenie w źródło utrzymania wielu przedsiębiorców, a następnie – kolejne „tarcze”. I idąca za nimi inflacja. I zaczątek kryzysu.
Przyszło wreszcie i wybawienie: Święta Szczepionka. Ta, która miała „przywrócić normalność”. Która miała nas uwolnić od „obostrzeń”. Wiemy dziś (i w istocie wiedzieliśmy wtedy!), że nie okazała się ani skuteczna, ani bezpieczna. Temat fali NOP-ów po kowidowej szprycy to odrębne ogromne zagadnienie, którego nie chcę tu nawet poruszać. W każdym razie – otarliśmy się o przymus. W wielu krajach „demokratycznej Europy” nawet został on de facto wprowadzony. Nasza władza jakoś okazała pewien stopień rozsądku (na tym już późnym etapie „pandemii”) i sprawę przymusu odpuściła. Choć straszyła nim mocno. A niektóre grupy zawodowe przekonała nawet, że on je obowiązuje, choć wcale tak nie było…
Taki to był okropny czas. Dla każdego z nas trudne doświadczenie. Dla każdego inne. Dla wielu czas buntu. Czas walki. Czas zjednoczenia przeciw opresyjnemu systemowi. Czas budzenia się z letargu. Czas tworzenia się zupełnie nowych ruchów i wspólnot. Czas braterstwa broni.
Dziś ludzie w większości zdali się już jednak zapomnieć. Przyszły kolejne bieżące, gorące tematy. Ale nie wszyscy zapomnieli. My, którzy wtedy walczyliśmy – pamiętamy.
I historyk pamięta.
A ja osobiście, jako historyk, mam takie tylko marzenie: by w książkach do historii pisano kiedyś prawdę o tamtych wydarzeniach, nie zaś powtarzano wciąż te same propagandowe kłamstwa. I by o sprawach tych móc kiedyś mówić całkiem swobodnie, publicznie, całą prawdę. Bo obecnie wciąż jeszcze niestety nie jest to możliwe . . .
Zostaw komentarz