Utrzymanie samorządów jest dla Koalicji milowym krokiem w stronę odzyskania koryta, w które chcieliby na powrót zamienić Polskę tak, jak podczas ich 8-letnich rządów.

PO za wszelką cenę chce utrzymać wpływ w samorządach. Bo to i pieniądze, i wpływ na nadchodzące wybory. Poza tym utrzymanie władzy na dole w rękach tych samych ludzi daje gwarancję zachowania wypracowanych od dekad układów.

Ale nie tylko. W ramach nowopowstałego „Frontu Jedności Anty-PiS” (FJAP) dochodzi do godnych pożałowania przypadków nepotyzmu.

Portal Nowiny Gliwickie wczoraj przyniósł taką oto informację:

Gliwice huczą od dyskusji na temat wydarzeń politycznych ostatnich dni. Ujawnienie list kandydatów Koalicji dla Gliwic Zygmunta Frankiewicza i Koalicji Obywatelskiej pokazało, że liczą się doraźne interesy polityków z Warszawy.

Roszady już spowodowały falę krytyki – można się spodziewać, że wiele osób nie pójdzie na wybory. Na pewno straci na tym Koalicja Obywatelska, która posunęła się za daleko w kreowaniu lokalnej polityki. Straci też ugrupowanie prezydenta, ale przede wszystkim ci, którzy zaufali politykom.

Wytnij/wstaw

Lokalne struktury Nowoczesnej i Platformy przez ostatnie miesiące negocjowały miejsca na listach w ramach powołanej na szczeblu krajowym Koalicji Obywatelskiej. Nie było to łatwe, ale ostatecznie udało się ustalić ich kształt, miejsca, zebrano też podpisy poparcia. Następnie, zgodnie z procedurami, dokumenty przekazano pełnomocnikowi wyborczemu, który miał je złożyć w Państwowej Komisji Wyborczej.

Ale poseł Borys Budka i posłanka Marta Golbik zmienili kandydatów na listach. Wstawiono nowych, a ci, którzy byli na nich przedtem, o roszadach dowiedzieli się dzień po rejestracji. Wtedy, gdy już nic nie można było zrobić. W ten sposób wyeliminowano osoby niewygodne oraz uniemożliwiono im kandydowanie z innych list.

– Naruszono nasze konstytucyjne prawo – tak widzą te posunięcia społeczniczki Katarzyna Janus, Natalia Wójcik i Ewa Lutogniewska, których nazwiska usunięto.

Nowocześnie wystawieni

Dominik Dragon, radny klubu PO, dostał na przykład SMS od pełnomocnika partii z krótką informacją, że nie ma go na liście. Jana Pająka, radnego KdG, powiadomiono mailem.

– Nawet nie mieli odwagi zadzwonić – mówią obaj. Wiele osób naiwnie sądziło, że wciąż są na listach, bo przecież takie były ostateczne ustalenia. Dopiero 21 września o ich nowym kształcie, oficjalnie, poinformował poseł Budka.

– I co? Zamiast dyskusji i krytycznych głosów większość siedziała potulnie, o nic nie pytając. Z wyjątkiem kandydatek z Ośrodka Studiów o Mieście Gliwice, które z listy wycięto. One miały mnóstwo wątpliwości – mówi osoba obecna na zebraniu. Wątpliwości dotyczyły przede wszystkim sposobu działania posłów.

– Mogli to zrobić kulturalnie, z poszanowaniem naszej przedwyborczej pracy. Ale wtedy trzeba spojrzeć w oczy. A na to już ich nie było stać – mówi Natalia Wójcik z OSOM.

Gliwicki grudzień 2017. Zagrożenie dla układu

Podczas pamiętnego zebrania wyborczego w lokalnym kole PO doszło do personalnych przepychanek. Poseł Budka zaproponował zmiany w zarządzie, faworyzujące jego żonę. Liczył, słusznie, na poparcie części działaczy. Być może posłowi by się udało, gdyby nie opór grupy radnych, m.in. Dominika Dragona i Zbigniewa Wygody. Już wtedy dochodziły do nich informacje, że Warszawa układa się z prezydentem miasta, a zarząd krajowy partii patrzy na to przychylnym okiem, bo bardzo chce w wyborach samorządowych przeciągnąć na swoją stronę prezydentów bezpartyjnych.

– Grudniowe wybory były dla nas sygnałem, że coś może pójść nie tak i będziemy musieli położyć głowę pod topór. Ale nie chcieliśmy tego i dlatego potrzebna była zmiana na stanowisku przewodniczącego – opowiada jeden z uczestników tamtego posiedzenia. Budka był szefem gliwickiej PO tylko z nazwy. Praktycznie na spotkania z kolegami z klubu nie miał czasu.

– Nic się nie działo, dlatego chcieliśmy to zmienić – Wygoda, nowy szef gliwickiej PO uważał, że miał dobry pomysł na nowe otwarcie. Ale się zdziwił.

Ręka rękę… ściska

– Myślałem, że śnię, kiedy zobaczyłem to zdjęcie w internecie – mówi nasz rozmówca z gliwickiej PO. Nie chce występować pod nazwiskiem, bo obawia się konsekwencji. Mowa o pamiętnym spotkaniu na skwerze za urzędem miejskim. Posłowie Koalicji Obywatelskiej, Zygmunt Frankiewicz i Renata Caban, szefowa Nowoczesnej, ściskają sobie ręce w chwilę po oświadczeniu o udzieleniu poparcia prezydentowi Gliwic. O tak istotnym spotkaniu „zapomniano” poinformować Wygodę.

– Co miałem zrobić? To się działo ponad naszymi głowami. Zażądałem wyjaśnień od koalicjanta i władz krajowych partii, ale do dziś ich nie otrzymałem. To, co się potem rozegrało, łącznie z tworzeniem nowych list, jest karygodne – tłumaczy Wygoda.

Bomba w komitecie, czyli jak ludzie znikali z list

17 września na pewno zapisze się dla Koalicji Obywatelskiej w Gliwicach jako sądny dzień. Ujawniono, że istniały dwie listy. Tę, którą otrzymała Państwowa Komisja Wyborcza, przygotowano w ostatniej chwili. O tym, jak wielki to był pośpiech, świadczy fakt, że KO zarejestrowała listy najpóźniej ze wszystkich komitetów.

Katarzyna Janus z .Nowoczesnej uważa że zachowanie posłów PO jest niedopuszczalne i haniebne. – Nieuczciwe nie tylko wobec kandydatów, własnych struktur i koalicjanta, ale przede wszystkim wobec gliwiczan, którzy podpisali listy poparcia dla konkretnych osób. To gliwiczanie powinni wybrać, na kogo chcą głosować i kto ma ich reprezentować. Na tym polegają demokratyczne wybory – komentuje. Jej zdaniem, przykre jest, że osoby na co dzień nieobecne w Gliwicach ingerują w kształt wspólnie wypracowanych list i usuwają z nich ludzi cieszących się dużym poparciem oraz zaufaniem mieszkańców.

– To sprzeczne z wartościami, których cały czas bronimy i które były też podstawą stworzenia Koalicji Obywatelskiej. Postawa posłanki Golbik i posła Budki pokazała, że nie liczą się z nikim. Ani z własnymi strukturami, ani z koalicjantem, ani z wyborcami. Choć w przypadku posłanki to nie pierwszy raz, gdy pokazała swój stosunek do wyborców – Janus nie zgadza się z takimi praktykami i dlatego zrezygnowała z kandydowania. Podkreśla jednak, że pomimo ingerencji posłów Platformy, na listach zostało kilka wartościowych i pracowitych osób. Swoją energię, czas i zaangażowanie zamierza teraz przeznaczyć na ich wsparcie. – Mam nadzieję, że zasilą radę miasta oraz wprowadzą nową jakość w lokalnej polityce – dodaje.

Radny punktuje

– Myślę, że scenarzyści tej politycznej betoniarki są z siebie zadowoleni. Wszystko poszło tak jak chcieli – Kajetan Gornig od miesięcy obserwował ruchy na scenie politycznej. Jest samorządowcem od ponad dwunastu lat, zna bardzo dobrze problemy miasta i mieszkańców, ma na koncie wiele interpelacji. Nie należy do PO, ale jest w klubie radnych tego ugrupowania.

– Nie można mieć pretensji do gliwickich samorządowców, że chcą realizować swoje cele. Borys Budka bardziej związany z Zabrzem ustawił samorząd w Gliwicach, sam mając plany poselskie w Katowicach, a Zygmunt Frankiewicz, broniąc samorządu przed Warszawą, poprosił ją o pomoc w rozprawieniu się z opozycją. Ot, bigos wyborczy: wygra ten, kto jest bardziej skuteczny w ustawkach i kuluarowych rozgrywkach. Demokracja to tylko wisienka na torcie – wyborca zagłosuje na tego, któremu politycy pozwolą startować – komentuje Gornig, który także został z list KO wyrugowany.

Lincz na społecznikach

Dragon ochłonął po emocjach, ale długo będzie myślał o tym, co się stało. – Jestem w samorządzie dwanaście lat i dotąd nie spotkałem się z taką sytuacją. Nazwę ją po imieniu: poseł Budka z żoną i Martą Golbik przeprowadzili pucz – mówi.

Informację o tym, że nie ma go na liście kandydatów, Dragon otrzymał w poniedziałek, 17 września około godziny 19.00. Rejestrację zamykano o północy, nie miał więc szans na jakikolwiek ruch. Już od jakiegoś czasu umawiał się z pełnomocnikiem komitetu na rejestrację, ale wciąż przesuwano termin. To wzbudzało nerwowość, bo chciano ruszać z kampanią, a nic nie było wiadomo. Do ostatniej chwili biegano, zbierając podpisy pod listami. – Ależ byliśmy naiwni – dodaje radny.

Sytuacja gliwickiej Koalicji Obywatelskiej była trudna, bo Platforma wszystko ustalała z koalicjantem.

– Nowoczesna chciała dużo, PO miała swoich, których nie chciała tracić. Co chwilę wybuchały kryzysy, bo ktoś rezygnował. Ciężko pracowaliśmy i w końcu udało się na listach zebrać wartościowych ludzi. Działających od lat, z doświadczeniem i osiągnięciami, także młodych i kreatywnych. Po czym wrzucono granat i wszystko pozmieniano. W świecie polityki takie zachowania uznawane są za nieprzyzwoite. Poseł Budka poinformował nas, że zmian dokonał zarząd krajowy. Oczywiście, zgodnie ze statutem może to zrobić, ale ja tej uchwały nie widziałem – wyjaśnia Dragon.

Przygotowując się do kampanii, wypisał najważniejsze sprawy, które udało mu się przeprowadzić. Na przykład bezpłatne miejsca parkingowe dla niepełnosprawnych, rowery miejskie (to był pomysł Dragona!), opłaty za śmieci liczone od osoby .

Reprezentowałem mieszkańców i dbałem o interes miasta, nie interesowało mnie, czy narażę się prezydentowi. Teraz Warszawa, rękami posłów Budki i Golbik, pokazała, jak wiele dla Platformy znaczą prawdziwi samorządowcy, demokracja i praworządność. Zabawy i polityczne układanki to jedno, potem trzeba iść do ludzi i wygrać wybory – mówi Dragon.

Bo radny wulgarny to był

Oficjalnym powodem nieobecności na listach KdG Jana Pająka było niedopełnienie formalności. Ale przecież to radny związanym z Koalicją od lat. Wydaje się więc, że prawdziwym powodem wykluczenia była jego obywatelska aktywność i punktowanie urzędników.

https://www.nowiny.gliwice.pl/w-gliwicach-burza-wokol-wyborow-ujawniamy-kulisy-wycinania-kandydatow-z-list

Powyższa informacja autorstwa dziennikarki Nowin Gliwickich Małgorzaty Licheckiej.

W sobotę p. Małgorzata opublikowała natomiast wywiad z posłem Budkę, nb. mającym jedno ze swoich luksusowych mieszkań w Gliwicach.

Jak mają się takie działania do uchwał koła lokalnych struktur Koalicji z sierpnia i września 2018 roku, zawierających zupełnie inne listy?

Decyzje władz krajowych wiązały się przede wszystkim z budowaną od wielu miesięcy w całej Polsce koalicją Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej. Na szczeblu krajowym uznaliśmy, że nie możemy wysiłku zawiązania Koalicji Obywatelskiej, która ma wygrać te i kolejne wybory, poświęcić w imię lokalnych, niezrozumiałych dla wyborców, osobistych rozgrywek części radnych. W samorządzie i w polityce, by mieć efekty, trzeba pracować zespołowo. Nie wszyscy to zrozumieli, dlatego musieliśmy dokonać zmian. Te wybory nie będą bowiem miały charakteru wyłącznie lokalnego. Gra jest o wielką stawkę – czy samorząd będzie nadal samorządem, czy wygra scenariusz, w którym decyzje o gliwickich sprawach podejmowane będą na Nowogrodzkiej w Warszawie.

(….)

Osoby znajdujące się na listach układanych w ostatniej chwili to ludzie nieznani, którzy nie uzyskali rekomendacji koła – jak pan wytłumaczy ich obecność?

Oczekuje pani, że bez względu na postawy radnych powinni oni zawsze znaleźć się na listach? Jestem innego zdania. Cenię pasjonatów, ludzi zaangażowanych i pracowitych. Na listach, prócz czwórki obecnych radnych, są też nowi kandydaci, z dużym dorobkiem zawodowym, by wspomnieć byłego rektora Politechniki Śląskiej, aktywiści, społecznicy. Ludzie, którzy nie tylko rozumieją samorząd, ale przede wszystkim wiedzą, że dzięki współpracy i współdziałaniu można wiele dobrego zrobić dla Gliwic.

Szczególne oburzenie i niesmak budzi pojawienie się pańskiej żony, która „zastąpiła” Dominika Dragona, a także „przesunięcie” Joanny Karwety, liderki z dużym dorobkiem, z tej listy na inną, bo „zagrażała” pana żonie. To już nepotyzm, panie pośle.

Liderem listy w tym okręgu, podobnie jak cztery lata temu, jest Janusz Szymanowski, wiceprzewodniczący rady miasta. Joanna Karweta, która dobrze rozumie, na czym polega gra zespołowa, ostatecznie wybrała śródmieście i tam jest pierwszą kobietą na naszej liście. Tajemnicą poliszynela jest, że były osoby obawiające się kandydowania mojej żony. Znają jej zaangażowanie w sprawy, którymi się zajmuje i sukcesy, jakie osiąga. Współorganizowała w Gliwicach kluby obywatelskie, na bieżąco współpracuje z gliwickim KOD-em, lwią część naszego prywatnego życia spędzamy razem na dziesiątkach spotkań w całej Polsce.

Czy bycie moją żoną ma to przekreślać? Gliwicka Platforma wskazała ją jako kandydatkę do sejmiku. Żona zaakceptowała tę sytuację, sprzeciwił się jej marszałek. Nie chciał stracić w urzędzie kogoś, kto inicjuje i realizuje tak ważne i dobre projekty społeczne oraz obywatelskie. Zaproponował start w Gliwicach, bo tu też warto podjąć podobne działania. Myślę, że naszemu miastu przyda się nowe, świeże spojrzenie na sprawy społeczne.

Z list KO wycofało się kilka osób – już po ogłoszeniu przez pana drugich list – to swoiste wotum nieufności dla działań posłów z Gliwic.

Wiem o chęci wycofania się jednej kandydatki z Nowoczesnej. Liczę, że zmieni swoje zdanie, bowiem do chwili obecnej nie złożyła formalnej rezygnacji.

Czy warto było poświęcać dobre imię i oddanych ludzi dla kontraktu politycznego?

Nie było i nie ma żadnego kontraktu z prezydentem Frankiewiczem. Jest natomiast bardzo podobne spojrzenie na samorząd, sprawy ustrojowe i konieczność współpracy, by wspólnie zmieniać Gliwice, zgodnie z oczekiwaniami mieszkańców. By to realizować, potrzebujemy ludzi, którzy rozumieją, że wartością w polityce są efekty pracy, a nie ciągły spór.

https://www.nowiny.gliwice.pl/gramy-o-wielka-stawke-nie-wszyscy-radni-to-zrozumieli-posel-borys-budka-o-wydarzeniach-w-gliwicach

Borys Budka najwyraźniej pozostaje pod wpływem swojego internetowego dziadka. To przecież nie kto inny, jak towarzysz Wiesław, przez 12 lat panowania w PRL do znudzenia powtarzał o jedności moralno-politycznej Narodu.

Dzisiaj natomiast chodzi o to, by w samorządach zlikwidować spory na rzecz współdziałania pod świetlanym kierunkiem chłopaków z Wiejskiej 12a (siedziba PO, jakby ktoś nie wiedział).

Tak naprawdę Budka, straszący Nowogrodzką proponuje przyjęcie dyktatu skompromitowanej aferami i ośmioletnim nierządem partii rzekomo tylko Obywatelskiej.

Jak bardzo rzekomo świadczy przykład Gliwic.

Jedna z komentujących cytowany wyżej wywiad osób pisze:

„Gra jest o wielką stawkę – czy samorząd będzie nadal samorządem, czy wygra scenariusz, w którym decyzje o gliwickich sprawach podejmowane będą na Nowogrodzkiej w Warszawie.” Cudowna logika, panie Budka! Nie możemy dopuścić, żeby decyzje o sprawach lokalnych były podejmowane w Warszawie, dlatego NASZ zarząd w Warszawie zdecyduje o lokalnych listach wyborczych i wytnie lokalnych działaczy. Bo jak Kalemu ukraść krowę, to bardzo źle, ale jak Kali ukraść, to już bardzo dobrze! Panie Budka, a jak pan głosował w sprawie listy wyborczej? Należy pan przecież do zarządu krajowego PO, to jest również pana decyzja! Ta „wielka stawka” to wyłącznie stołki, na które tak bardzo liczycie. Czyż nie dlatego na liście wyborczej została umieszczona pana żona, zupełnie nieznana gliwiczanom, która nigdy niczego nie zrobiła w Gliwicach? Nagle pojawia się znikąd, a pan pod niebiosa wychwala jej rzekome dokonania. Żenada jak nisko można upaść dla władzy i pieniędzy. Te ośmiorniczki muszą naprawdę świetnie smakować, skoro rekompensują smak zdrady i oszustwa.

Z kolei inny pyta:

„Żałuję, że działaczy OSOM nie ma na listach, o co zabiegała m.in. moja żona.” Oczywiście musiał się pojawić wątek żonki 😉 Budka wykorzysta każdą okazję, żeby ją rozreklamować. To udowadnia tylko jak małe ma kompetencje. Dobrych ludzi jak radny Dragon nie trzeba reklamować. „Na listach, prócz czwórki obecnych radnych, są też nowi kandydaci, z dużym dorobkiem zawodowym, by wspomnieć byłego rektora Politechniki Śląskiej” – czy chodzi o tego samego rektora, który otrzymał prawomocny wyrok za zniesławienie? No to naprawdę doborowe towarzystwo 😉 Macie więcej takich ludzi w swoim składzie?

Żona Budki, niejaka Katarzyna Kuczyńska-Budka, zajmuje drugie miejsce na liście wyborczej w okręgu 4. Jeśli wybory samorządowe zostaną potraktowane tak, jak chce Schetyna, Lubnauer i reszta towarzystwa, czyli jako referendum (nie)popularności PiS ma szansę załapać się na 4 lata diety. A może też na jakąś fuchę w radzie nadzorczej przedsiębiorstwa gminnego.

.

.

Gliwice prawdopodobnie najbardziej wyraziście w Polsce pokazują, jakie naprawdę intencje kierują tzw. Koalicją Obywatelską.

To pęd do koryta.

To również obawa, że do tej pory zblatowane z lokalnymi działaczami i „sponsorami” PO środowiska mogą być pozbawione części dochodów – a nawet w ogóle.

Latami budowane imperium lokalnej, a więc rzeczywistej władzy, może się zawalić.

Tylko dlatego lokalny samodzierżawca Zygmunt Frankiewicz (prezydent Gliwic od 1993 r.!) zawarł pakt z PO i .nowoczesną.

Ktoś, kto obserwuje gliwicki samorząd od dłuższego czasu widzi wyraźnie, że to sojusz  przyczajonego tygrysa z głośno krzyczącym szakalem. Rację ma za chwilę już były radny Kajetan Görnig: wygra ten, kto jest bardziej skuteczny w ustawkach i kuluarowych rozgrywkach.

To tak, jak w „Diunie” Franka Herberta – finfa wewnątrz finfy w finfie (spisek wewnątrz spisku w spisku).

Koalicja Obywatelska to tylko kolejna ściema tych, których ojcowie i dziadowie mówili ongiś, że władzy raz zdobytej nigdy nie oddadzą, a teraz sami muszą  utrzymać ją za wszelką cenę.

Straszą rozwiązywaniem problemów Gliwic na Nowogrodzkiej w zamian proponując rozwiązywanie problemów na Wiejskiej 12a. W siedzibie PO, jak ktoś zapomniał adresu.

Tymczasem jedynym namacalnym efektem zawiązania koalicji PO z „wiecznym prezydentem” jest formalna zagrywka uniemożliwiająca kandydowanie do Rady miasta ludziom, którzy przez ostatnie kadencje dali się poznać jako ci, którzy aktywnie walczą o swoje dzielnice.

I którzy w swoich dzielnicach mają poparcie na tyle duże, by wygrać wybory bez względu na to, w jakim komitecie by się znaleźli.

Zamiast nich Budka przywiózł w teczce swoją żonę.

Tak samo, jak wcześniej czynili to towarzysze z PZPR w okresie Gomułki.

To kpina z lokalnej społeczności!

To również jawna wskazówka, czym wg Schetyny i Lubnauer ma być samorząd po wyborach 2018 r. – zwartą, ogólnopolską machiną sabotującą nawet najbardziej przyjazne obywatelom kroki władz centralnych. Zależną od tego, co Budka ze Schetyną uznają za właściwe.

W budżecie przyznano środki na 500+?

Samorząd podległy Wiejskiej 12a zrobi wszystko, by do beneficjentów wpłynęły jak najpóźniej.

Są pieniądze na odszkodowania dla rolników?

Samorząd miesiącami będzie je przetrzymywał, wmawiając ludziom, że to wina Warszawy.

Im gorzej, tym Schetynie i reszcie towarzystwa lepiej.

Jeśli więc, wyborco, rzeczywiście pragniesz wzrostu dobrobytu twojej małej Ojczyzny nie głosuj na nikogo POpieranego przez tych, których jedynym marzeniem jest zasiąść na Wiejskiej w roli panów „przypadkowego i głupiego społeczeństwa”.

Bo przecież nie o to chodzi, by ludziom żyło się lepiej, ale o to, by władza z powrotem wpadła im w ręce. Są więc gotowi sprzymierzyć się z każdym. I każdemu obiecać cokolwiek, bo przecież w obiecywaniu są niedościgli na terenie całej chyba Europy.

Jeszcze nie zrozumieli, że w Gliwicach „Koalicja” trafiła na starego gracza samorządowego, który przetrwał na swoim stanowisku praktycznie wszystkie rządy w III RP.

I to on na razie odniósł sukces – pozbył się tych, którzy sprawiali mu kłopot, zadając niewygodne pytania, bądź też żądając środków na inne cele, niż te, na które chciał je przeznaczyć „władca”.

Frankiewicz przez te wszystkie lata (całe pokolenie!) stał się głównym rozgrywającym w Gliwicach.

W poprzednich wyborach samorządowych Budka z nim przegrał, i to sporą różnicą głosów (55,77% Frankiewicz, 11,5% Budka).

Skoro nie dało się wygrać, należy przeciągnąć na swoją stronę.

Wiewiórki, śmigające po skwerze Doncaster (na tyłach Urzędu Miejskiego) są zdania, że układ przetrwa tak długo, jak długo Frankiewiczowi będzie potrzebny.

A potem?

No cóż, Warszawa daleko, a synekury w miejskich spółkach pod bokiem…

.

.

.

fot. internet, facebook, www.frankiewicz.pl

29.09 2018