Setki słów, wysłanych pod adresem Netanjahu i reszty rządzących Izraelem nie mają najmniejszego sensu. Przyczyną ich stanowiska są bowiem pieniądze.

Z młodych lat studenckich pamiętam zajęcia z filozofii. W pierwszym semestrze było OK. Historia filozofii, jakiś tomizm, fenomenologia, ba, cząstkowo wspomniana została nawet doktryna negritude, na której to opierały się wszelkie ruchu papuistyczne, egzystencjalizm….

Schody zaczęły się dopiero zimą, w lutym. Filozofia marksistowska a konkretnie materializm dialektyczny.

A jeszcze konkretniej tzw. sprzeczność dialektyczna. Najogólniej – jeśli w filozofiach kapitalistycznych oczywiste było, że albo żona, albo szwagierka, to Marks stał na stanowisku, ze i żona, i szwagierka.

Coś jest czymś i jednocześnie nie jest.

Czemu o tym piszę?

Bo wypowiedź Netanjahu, premiera Izraela, jako żywo wywodzi się z Marksa. Otóż rzekomo wszyscy w Izraelu wiedzą, że Auschwitz i inne obozy śmierci (Treblinka) nie były budowane przez Polaków, ale właśnie dlatego, by nie zginęła pamięć o Holocauście, nazywane powinny być „polskimi”.

Póki co w Polsce świętochłowicką „Zgodę” nazywamy obozem NKWD, choć z uwagi na osobę komendanta (Salomon Morel, niech pamięć o nim będzie przeklęta!) powinniśmy nazywać go obozem żydowskim.

Ot, tak: Żydowski obóz NKWD służące zagładzie Polaków, Ślązaków i Łemków.

A UB określać mianem żydowskiej mafii.

Gwarantuję, że sporo ludzi się pod tym podpisze.

Szczególnie tych wspominających brata Adama Michnika.

.

.

Ale to, proszę państwa, jedynie polemika.

Netanjahu w odróżnieniu od Goldy Meir czy Mosze Dajana nie włada polskim.

Co prawda inny Żyd, Jonny Daniels, jest zupełnie innego zdania:

– Dziś jest Międzynarodowy Dzień Pamięci o Holokauście, dzień, w którym powinniśmy być razem aby pamiętać i nigdy nie zapomnieć o niemieckich nazistowskich i innych zbrodniach przeciwko ludzkości. Częścią przeciwstawiania się zaprzeczaniu istnienia Holocaustu jest upewnienie się, że mówimy absolutną prawdę związaną z tymi czasami, bez względu na to, czy jest to wygodne, czy nie. Terminologia „polski obóz śmierci” jest niepoprawna, ponieważ może skłonić ludzi do myślenia, że te mordercze maszyny zostały stworzone oraz nawet prowadzone przez Polaków, a nie były.

Jeśli uznać prawdę historyczną, to próba wyłudzenia od Polski (czyli od nas, podatników) kwoty 60 czy nawet już 240 mld dolarów jest co najmniej wątpliwa moralnie.

Bo to nie my wymordowaliśmy prawie całą populację Żydów środkowoeuropejskich.

To również nie my spaliliśmy i zburzyliśmy ich majątki.

Sprawcy są za Odrą, i często do tej pory posiadają jeszcze zagrabione nie tylko Żydom dobra materialne.

Nasze również.

I właśnie to jest, gewałt!, próba zniszczenia największego geszeftu XXI wieku!

 Jak bowiem podaje „Najwyższy Czas!” izraelski minister edukacji Naftali Bennett wali prosto i otwarcie:

Faktem historycznym jest, że wielu Polaków pomagało mordować Żydów, sami mordowali w trakcie holokaustu i po nim. Faktem jest również, że Niemcy inicjowali, planowali i budowali obozy zagłady w Polsce. Taka jest prawda i żadna ustawa nie przerobi jej.

Taka jest prawda, jaką wtłacza się izraelskim dzieciom:

Niemcy inicjowali, planowali i budowali obozy zagłady w Polsce. Wielu Polaków pomagało mordować Żydów, mordowali w trakcie holokaustu i po nim.

Jednym słowem niemieckie know-how, ale wykonanie polskie.

A w tle prawie ćwierć biliona dolarów.

W taki oto sposób Izrael zraża do siebie ostatnie europejskie państwo, w którym antysemityzm praktycznie nie występuje poza łamami wyborczej czy innego Newsweek’a.

Przedsiębiorstwo „Holocaust” jest oburzone.

Wreszcie czuje, że zagrożony jest szykowany od lat deal.

Należy zatem spodziewać się wzmożonej aktywności KOD i kolejnych newsów Superwizjera.

28.01 2018