… bo paraliż postępowy najzacniejsze trafia głowy – pisał Boy już w 1913 roku. Po 113 latach słowa te są aktualne jak jeszcze nigdy po 1989 roku.

Kolejny „autorytet” prawny, wyciągnięty przez polskojęzycznych wyrobników słowa, niejaki Stanisław Biernat (lat 77) zabrał głos w obronie Anny Korwin- Piotrowskiej.

Postępowanie sędziego Bogdana Święczkowskiego można uznać za czyny uzasadniające zarządzenie przerwy w jego czynnościach służbowych — powiedział sędzia i były wiceprezes Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku prof. Stanisław Biernat w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”.

Prof. Stanisław Biernat, zapytany o zarządzenie przerwy w wykonywaniu obowiązków służbowych wobec prezesa i wiceprezesa TK, podkreślił, że „ustawa o TK zawiera przepisy odsyłające, które umożliwiają zastosowanie w kwestiach nieuregulowanych w tej ustawie przepisów ustawy o Sądzie Najwyższym i prawa o ustroju sądów powszechnych”.

Zdaniem Biernata postępowanie sędziego Bogdana Święczkowskiego „można uznać za czyny uzasadniające zarządzenie przerwy w jego czynnościach służbowych”. Jak dodał, związane jest to z przepisem art. 130 prawa o ustroju sądów powszechnych, który pozwala na takie działanie, jeśli wymaga tego powaga sądu lub istotne interesy służby.

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/sedzia-biernat-o-zawieszeniu-bogdana-swieczkowskiego-czyny-uzasadniajace/8we9wgz

Najwyraźniej polskojęzyczny der Onet przemilcza fakt o podstawowym znaczeniu. Otóż zdaniem dziadzia Biernata:

Postępowanie sędziego Bogdana Święczkowskiego, polegające m.in. na niedopuszczaniu nowo wybranych sędziów do orzekania, arbitralnym ustalaniu składów orzekających oraz odmowie zwołania zgromadzenia ogólnego można uznać za czyny uzasadniające zarządzenie przerwy w jego czynnościach służbowych. Przepis art. 130 prawa o ustroju sądów powszechnych pozwala na takie działanie, jeśli wymaga tego powaga sądu lub istotne interesy służby. I tak w moim przekonaniu jest.

https://www.rp.pl/sady-i-trybunaly/art45425561-prof-stanislaw-biernat-prawo-nie-przewidzialo-ze-prezes-tk-nie-dopusci-sedziow-do-orzekania

Pan Biernat, nb. rozwijający swoją karierę naukową w PRL (magister w 1971, doktor 1976, habilitacja 1985, tytuł profesora otrzymał z rąk Aleksandra Kwaśniewskiego w 1995 roku), najwyraźniej jest z tej samej stajni, co zmarły w wieku 95 lat Adam Strzembosz.

Mówiąc krótko miał on w dupie art. 4 Konstytucji mówiący o zwierzchniej władzy Narodu uznając prymat sędziowskiej. Jego zdaniem rola prezydenta ma znaczenie jedynie ceremonialne:

Bo pan prezydent tylko podbija pieczątkę, to znaczy – przyjmuje ślubowanie. Pan prezydent oczywiście przyjmując ślubowanie nie może sondować tego, co tam w tej krajowej radzie się stało.

Tak mówił (co prawda o sędziach sądów powszechnych i KRS) w wywiadzie dla RMF w 2019 roku.

Nic zatem dziwnego, że podobnie uważa obecnie Biernat. Po prostu Sejm wybrał i wara prezydentowi od oceny osoby tak wyłonionej. A jeśli nie odbierze ślubowania to przecież wystarczy jakakolwiek kolumna w budynku sejmowym plus postkomunista Czarzasty…

Tyle,  że jest jedno ale, najwyraźniej niedostrzeżone przez staruszka Biernata. Otóż Korwin – Piotrowska za podstawę prawną swoich „dekretuff” podała art. 130 ustawy prawo o ustroju sądów powszechnych.

Przyjrzyjmy mu się zatem.

§ 1. Jeżeli sędziego zatrzymano z powodu schwytania na gorącym uczynku popełnienia przestępstwa umyślnego albo jeżeli ze względu na rodzaj czynu dokonanego przez sędziego powaga sądu lub istotne interesy służby wymagają natychmiastowego odsunięcia go od wykonywania obowiązków służbowych, prezes sądu albo Minister Sprawiedliwości mogą zarządzić natychmiastową przerwę w czynnościach służbowych sędziego aż do czasu wydania uchwały przez sąd dyscyplinarny, nie dłużej niż na miesiąc.

§ 2. Jeżeli sędzia, o którym mowa w § 1, pełni funkcję prezesa sądu, zarządzenie przerwy w czynnościach służbowych należy do Ministra Sprawiedliwości.

§ 3. O wydaniu zarządzenia, o którym mowa w § 1, prezes sądu albo Minister Sprawiedliwości, w terminie trzech dni od dnia jego wydania, zawiadamia sąd dyscyplinarny, który niezwłocznie, nie później niż przed upływem terminu, na który przerwa została zarządzona, wydaje uchwałę o zawieszeniu sędziego w czynnościach służbowych albo uchyla zarządzenie o przerwie w wykonywaniu tych czynności. Sąd dyscyplinarny zawiadamia sędziego o posiedzeniu, jeżeli uzna to za celowe.

 Jeśli nawet zgodzilibyśmy się na zastosowanie tego przepisu do prezesa TK (gros prawników jest innego zdania) to już w żaden sposób nie można uznać, że Korwin-Piotrowska w tej sytuacji pełniła rolę… Waldemara Żurka!

Paragraf 2 mówi bowiem wyraźnie o Ministrze Sprawiedliwości, a nie o najstarszej stażem sędzinie!

Zatem „dekrety” pani Piotrowskiej są tyle samo warte, co sporządzone i podpisane przez woźnego Trybunału czy wręcz sprzątającą sale sądowe kobietę.

To klasyczny przykład actus nullus (akt prawny nieistniejący).

Mniej więcej tak samo, jakbyś zwrócił się do mnie, drogi Czytelniku, o wydanie wyroku rozwodowego, a ja, no bo czemu nie?, ochoczo bym go sporządził. 😉

Polskojęzyczni przemilczają wypowiedzi innych prawników. I jeśli pomijanie prof. Piotrowskiego czy też prof. Grabowskiej można jeszcze zrozumieć (konsekwentnie bowiem wykazują mizerię prawną tej władzy) to warto przypomnieć słowa prof. Marcina Matczaka, młodego guru giertychowej sekty:

 Ze szczątkowych informacji, na jakiej podstawie zawieszono B. Święczkowskiego, wynika, że ma to być art. 19 ustawy o statusie sędziów TK, który mówi, że do spraw nieuregulowanych w tej ustawie stosuje się „przepisy dotyczące praw i obowiązków sędziów SN” i art. 130 ustawy o SN, który pozwala zawiesić sędziego sądu powszechnego, gdy zachowuje się w sposób godzący w powagę sądu.

Nie myślałem, że przyjdzie mi kiedyś bronić Święczkowskiego, ale ta podstawa prawna jest nieistniejąca z miliona powodów.

Po pierwsze, odpowiedzialność dyscyplinarna sędziów TK jest uregulowana szczegółowo, więc nie można do niej stosować art. 19, który mówi o sprawach nieuregulowanych.

Po drugie, z tej podstawy prawnej wynika, że Święczkowskiego zawiesił … Żurek. Bo to minister sprawiedliwości zawiesza sędziego, który jest prezesem sądu powszechnego. Nie wiadomo, kto zawiesił Sochańskiego. O ile minister sprawiedliwości sprawuje nadzór na sądami powszechnymi, nie może go sprawować nad TK – zwłaszcza że sędziowie TK podlegają zgodnie z art. 195 Konstytucji w zakresie sprawowania urzędu tylko Konstytucji, a nie ustawom, jak sędziowie zwykli.

 Zawieszenie prezesa TK przez ministra sprawiedliwości jest więc działaniem bezpośrednio naruszającym z pięć przepisów konstytucji.

Tuskowi udała się rzadka sztuka. Nie tylko dobrał sobie do współrządzenia gromadę nieudaczników i jawnych głupoli to na dodatek oparł się na żądnych władzy błaznach.

Trawestując nieco nieśmiertelne słowa Józefa Szwejka – tak idiotycznego rządu jak nasz nie powinno być na świecie.

I to by było na tyle, jak mawiał nieodżałowany prof. Jan Tadeusz Stanisławski.

 

2.11 2026