Ćwierć wieku starań, by w świadomości nowego pokolenia polakoeuropejczyków Westerplatte, Monte Cassino, Tobruk, Powstanie Warszawskie, Katyń, dywizjon 303 i wiele innych zostały zastąpione przez Jedwabne i  powstanie w Getcie Warszawskim najwyraźniej okazało się daremne. To jest główna, jeśli nie jedyna, przyczyna oburzenia gazety wyborczej i całego postokrągłostołowego środowiska na reformę edukacji planowaną przez rząd RP.

„Wyborcza” niczego już nie ukrywa. Oto na pierwszej stronie wydania piątkowego (23.09 2016 roku) widnieje tekst niejakiej Justyny Sucheckiej pt. „Szkoła sztywna na jedno kopyto”.

To, co najbardziej boli starą „demokratyczną” ekipę to historia.

Już na wstępie czytamy bowiem:

„Po pierwsze – historia. Przedmioty przyrodnicze zepchnięte na margines. Informatyka w liceach niemal znika. Dyrektorzy coraz bardziej tracą kontrolę nad szkołami. Takie są zamierzenia edukacyjne rządu PiS.

(…) Dziś uczeń, który marzy o medycynie, ma w tygodniu nawet osiem godzin rozszerzonej biologii, po wydłużeniu liceum z trzech do czterech lat paradoksalnie będzie miał jej mniej. Za to wszyscy będą mieli aż do matury dwie godziny historii tygodniowo, bez względu na ich zainteresowania i plany.

Historia to priorytet MEN. W szkole podstawowej od czwartej do ósmej klasy zaplanowano dziewięć godzin, czyli np. jedną godzinę w klasie czwartej i po dwie w tygodniu do końca podstawówki. (Źródło)”

Tak, proszę państwa – dziewięć godzin tygodniowo od czwartej do ósmej klasy naprawdę oznacza 1 godzinę tygodniowo w klasie czwartej i dwie w piątej, szóstej, siódmej i ósmej!Tak wygląda rzetelność informacji  teamu Michnika:

1 = 9

i

2 = 9

Czy inne dane liczbowe, tak ochoczo przytaczane przez michnikatorkę Suchecką podawane są również wg zasad nowej „arytmetyki z Czerskiej”?

Jednak to akurat nie jest najważniejsze. Do tego, że jakiś czerski robi z siebie (i gazety) pośmiewisko zdążyliśmy przywyknąć.

Informacja, podana na pierwszej stronie, dobitnie obnaża, z czym naprawdę walczą postokrągłostołowi „demokraci”. Otóż nie z religią, jak mogłoby się wydawać czytając wywody niektórych kierowanych na nowych guru ludzi mieszkających nad Odrą i Wisłą (vide: Hartmann).

Czerscy (oraz inni sorosowi ludzie) walczą z Narodem. Bo Naród (w ich ustach pogardliwie określany jako nacjonalizm) jest wrogiem internacjonalizmu. Starsi pamiętają – było to sztandarowe hasło kompartii, w praktyce oznaczające panowanie starców z Kremla.

Dzisiaj jednak, mądrzejsi o pokolenia, nauczyli się ukrywać faktycznych mocodawców. Tylko walka z „nacjonalizmem” prowadzona jest otwarcie.

W wywiadzie dla NYT George Soros mówił wiosną tego roku:

„Europa została zdominowana przez siły nacjonalistyczne. [….] Przetrwanie europejskiej wspólnoty będzie poważnie zagrożone jeśli się to nie zmieni”.

Te nacjonalistyczne siły w nowomowie komunist… pardon, sorosowej oznaczają aktualne rządy Polski i Węgier!

„Węgierski premier Viktor Orban promuje węgierską i chrześcijańską tożsamość. To silna mieszanka i Orban nie jest sam. Lider rządzącej w Polsce partii PiS Jarosław Kaczyński wybrał podobne podejście. Nie jest taki inteligentny jak Orban, ale jest sprytnym politykiem i postawił kryzys imigracyjny w centrum swej kampanii wyborczej. Polska jest jednym z najbardziej homogenicznych etnicznie i religijnie krajów w Europie. Muzułmański imigrant to w Polsce utożsamienie zła. Kaczyńskiemu udało się zrobić z niego diabła”.

Wg odpowiedzialnego w dużej mierze za kryzys emigracyjny międzynarodowego spekulanta II RP, z której byliśmy i jesteśmy dumni, była krajem o pozorowanej demokracji. Aż strach się bać, że Soros wzorem Mołotowa zacznie mówić o „pokracznym bękarcie wersalskim”:

„Chcą przywrócić pozorowane demokracje, które istniały w okresie międzywojennym – admirała Horthy’ego na Węgrzech i Piłsudskiego w Polsce. Orban już przejął część demokratycznych instytucji, które powinny być autonomiczne, Kaczyński dopiero zaczął. Będzie trudno ich odsunąć od władzy”.

Jean-Claud Juncker również stawia sprawę jasno: – Europa nie podąży prowadzącą w dół drogą nacjonalizmu (…).

Tymczasem Józef Piłsudski (pseudodemokrata wg Sorosa) powiedział:

Naród, który traci pamięć przestaje być Narodem – staje się jedynie zbiorem ludzi, czasowo zajmujących dane terytorium.

Bo przecież:

W dalekich ziemiach za to umierali moi ojcowie.
Za gniazdo bociana, za chleb, za tę równinę, co niepokalana.
Za to powietrze ze wszystkich mądrości najzdrowsze,
za ludzi zgodnych, mądrych i cierpliwych,
za najwierniejszych z wiernych, uczciwych z uczciwych.
Za mą Ojczyznę-Polszczyznę, Mazowsze.
W dalekich ziemiach za to umierali.

Soros, a w Polsce tzw. postokrągłostołowi demokraci chcą nam odebrać narodowość. Społeczeństwo otwarte to po prostu inna nazwa marksistowskiego internacjonalizmu. Nic więcej.

Czy próba utworzenia „nowego człowieka” trwa nadal? Tylko zamiast „homo sovieticus” dzisiaj  naprawdę chodzi o „homo sorosianus”?

I to by było na tyle.

24.09 2016