(…) Nie sposób bowiem twierdzić, że wszelkie wypowiedzi na temat osoby kandydującej, tylko z uwagi na fakt, że trwa kampania wyborcza, uzyskują przymiot materiału wyborczego.*

Sąd Apelacyjny w Warszawie oddalił zażalenie posła Adama Hofmana na postanowienie sądu okręgowego, który orzekł, że ma on sprostować stwierdzenie, jakoby były członek władz SKOK Wołomin zasiadał w komitecie honorowym poparcia Bronisława Komorowskiego.

Hofman zapowiedział w czwartek, że wykona wyrok, podkreślił jednak, że się z nim nie zgadza. Poinformował, że odda sprawę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Sąd Okręgowy w Warszawie w poniedziałek postanowił, że Hofman ma sprostować nieprawdziwą informację w oświadczeniu wyemitowanym przed programem „Kropka nad i” na antenie TVN24, bezpośrednio po uprawomocnieniu się wyroku. Ma też wpłacić 10 tys. złotych na rzecz Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach i opłacić koszt procesu. Hofman odwołał się od tej decyzji sądu.

Rzeczniczka SA w Warszawie sędzia Barbara Trębska powiedziała w czwartek PAP, że „sąd Apelacyjny w zasadzie podzielił argumentację sądu pierwszej instancji co do oceny wypowiedzi pana Hofmana”. (za: wPolityce.pl)

Rzecznik Sądu Apelacyjnego w WarszawieWypowiedzi pani rzecznik Sądu Apelacyjnego w Warszawie sędzia Barbara Trębska wskazują nam wyraźnie, jak przebiegało rozumowanie sędziów rozpatrujących zażalenie:

Pan Hofman argumentował, że nie jest członkiem PiS, ani klubu parlamentarnego, ani nie jest w komitecie wyborczym kandydata PiS. Zdaniem sądu to nie są argumenty, które przemawiają za tym, że jego wypowiedzi nie można potraktować jako formy agitacji wyborczej.(…)

Sąd ustalił, że rozmowa dotyczyła kampanii wyborczej i w takim kontekście padły zapytania o uczestnictwo wysokiego rangą funkcjonariusza SKOK-ów w komitecie honorowym Bronisława Komorowskiego. Wbrew temu co twierdził skarżący, to nie było tylko pytanie, ale i odpowiedź. Adam Hofman powiedział: „według mojej wiedzy ta osoba jest w komitecie honorowym”, a nie tylko o swojej opinii czy, ze tak słyszał. (…)

Sąd uznał, że każdy wyborca ma prawo do agitacji negatywnej bądź pozytywnej, tylko ponosi konsekwencje swojego zachowania.

Od dawna piszę, nie tylko ja zresztą, że nazbyt często naszym sądom (a raczej konkretnej Kowalskiej, nakładającej w pracy togę)  brak zwykłej logiki. Bo przecież stwierdzenie, że Hofman powołał się na swoją wiedzę o obecności Andrzeja Kleszczewskiego w komitecie popierającym Bronisława Komorowskiego, a nie że tylko tak słyszał, jest kuriozalne.

I tak moja wiedza, a i pani sędzi również, o kulistości Ziemi i jej ruchu wokół Słońca pochodzi „ze słuchu”. Nie dane mi bowiem było unieść się w przestrzeń kosmiczną na tyle wysoko, by to samemu zobaczyć, a że z wykształcenia jestem humanistą (i omc matematykiem) to nie jestem w stanie tego sam obliczyć. Moja wiedza pochodzi więc ze słuchu.

Dokładnie z tego samego źródła wiem również, że Barbara Trębska jest sędzią. Czy zatem powinienem, gdyby los rzucił mnie przed jej oblicze, żądać okazania mi oryginału dyplomu i nominacji? Bo to, że ktoś zwraca się do niej pani sędzio, jest tylko dowodem ze słuchu, a więc nieprzydatnym do tego, aby posiąść wiedzę. 🙂 Mniejsza z tym, bo to tylko mało znaczący lapsus językowy.

Zdziwienie budzi (używam tego zwrotu jako prawnik, nie jako dziennikarz!) inne zdanie sędzi Barbary Trębskiej:

 Sąd uznał, że każdy wyborca ma prawo do agitacji negatywnej bądź pozytywnej, tylko ponosi konsekwencje swojego zachowania.

Jest rzeczą niemal pewną, że pani sędzia Trębska (z pozamerytorycznych powodów?) zapomniała dodać, że co prawda każdy wyborca może prowadzić agitację wyborczą, rozumianą jako  publiczne nakłanianie lub zachęcanie, do głosowania w określony sposób lub do głosowania na kandydata określonego komitetu wyborczego, ale dopiero wtedy, jak  uzyska pisemną zgodę pełnomocnika wyborczego (art. 106 § 1 kwyb). Takiej zgody poseł Hofman nie posiadał i nie posiada.

W tym kontekście warto porównać opinię sądu warszawskiego z wyrażoną 26 września 2014 roku przez Sąd Apelacyjny w Krakowie:

 Sąd Okręgowy w sposób nieprawidłowy zakwalifikował działania uczestnika postępowania, jako agitację wyborczą w rozumieniu art. 105 pr. wyborczego. Jakkolwiek ustawodawca we wspomnianym przepisie formułuję dość szeroką definicję agitacji wyborczej, to jednak jej istotą jest publiczne nakłanianie lub zachęcanie do głosowania w określony sposób lub do głosowania na kandydata określonego komitetu wyborczego. Wymiar agitacji politycznej w rozumieniu wspomnianego przepisu ma charakter pozytywnego działania i w jej pojęciu nie zawiera się podejmowanie przez wyborcę czynności mających na celu zdyskredytowanie kandydata na stanowisko w wyborach samorządowych. Otóż agitacja wyborcza jest działalnością propagandową, przedsięwzięta w celu zjednania wyborców dla poparcia określonych poglądów idei i haseł głoszonych przez komitet wyborczy lub kandydata (por. B. Michalak, A. Sokala, Leksykon prawa wyborczego, W-Wa 2010). W kontekście powyższego uznanie przez Sąd Okręgowy jakoby przedstawione przez wnioskodawcę materiały dyskredytujące wnioskodawcę jako kandydata na stanowisko burmistrza, mogły być uznane za służące do agitacji wyborczej, z zasady ich charakteru, jest nieprawidłowe. Nadto nie sposób twierdzić, że wszelkie wypowiedzi na temat osoby kandydującej, tylko z uwagi na fakt trwania kampanii, uzyskują przymiot materiału wyborczego. Jest rzeczą niesporną, że w sprawie nie zostały przedstawione okoliczności, z których by wynikało, jakoby uczestnik był związany z jakimkolwiek komitetem wyborczym lub kandydatem rywalizującym z wnioskodawcą na stanowisko burmistrza.(…)

W konsekwencji powyższego w sprawie, co trafnie zarzuca żalący się, nie istniały warunki do zastosowania art. 111 § 1 pr. wyborczego. Skoro, co słusznie zauważa Sąd Okręgowy, że przedstawione przez wnioskodawcę materiały autorstwa uczestnika nie mogą być potraktowane jako materiały wyborcze oraz, co wynika z wcześniejszych wywodów Sądu odwoławczego nie ma warunków do zakwalifikowania ich jako elementu agitacji wyborczej, to brak było podstaw do zastosowania sankcji wymienionych we wspomnianym przepisie. (Sąd Apelacyjny w  Krakowie, postanowienie z dnia 26.09 2014 r. I Cz 1860/14)

Podobną argumentację znajdujemy w orzecznictwie Sądu Okręgowego w Lublinie:

Artykuł 111 § 1 ustawy z dnia 5 stycznia 2011 r. Kodeks wyborczy (Dz.U. Nr 21, poz. 112), odnosi się tylko i wyłącznie do nieprawdziwych informacji zawartych w materiałach wyborczych, nie dotyczy zaś komentarzy i ocen przymiotów kandydata w innego rodzaju materiałach. (postanowienie z dnia 13 października 2014 r. I Ns 300/14)

Stanowisko wyrażone w postanowieniu z dnia 26 września 2014 roku SA w Krakowie w istocie stanowi kontynuację pochodzącego jeszcze z 2012 roku:

Warunkiem dochodzenia wskazanych wyżej roszczeń (art. 111 kodeksu wyborczego – HD) w trybie wyborczym jest zatem rozpowszechnienie nieprawdziwych informacji za pomocą materiałów wyborczych. Pojęcie materiałów wyborczych określone jest w sposób niewyczerpujący. Określa, że są nimi w szczególności plakaty, ulotki i hasła. Z całą pewności należą do nich także tzw. billboardy oraz wszelkie napisy, informacje, komunikaty, apele. Nadto chodzi tu o tego rodzaju wypowiedzi, które mają charakter agitacji wyborczej, a więc są umieszczane z uwagi na trwającą kampanię wyborczą i pozostają w zawiązku z aktem wyboru, czy też umieszczane są w celu wpływu na wynik głosowania. Nie sposób bowiem twierdzić, że wszelkie wypowiedzi na temat osoby kandydującej, tylko z uwagi na fakt, że trwa kampania wyborcza, uzyskują przymiot materiału wyborczego. (postanowienie z 6 września 2012 r. I ACz 1253/12)

Tymczasem zdaniem warszawskich sędziów każdy wyborca ma prawo do agitacji negatywnej bądź pozytywnej, tylko ponosi konsekwencje swojego zachowania co brzmi jak ostrzeżenie pod adresem Narodu – uważajcie, bo jak będziecie sarkać, to w ciągu 24 godzin każą wam zapłacić więcej, niż zarabiacie w ciągu roku.

Trzeba nadto pamiętać, że nawet procesem wytoczonym w trybie wyborczym rządzą zasady postępowania cywilnego. To pozwany musi udowodnić, że miał rację, mówiąc o kandydacie X to i to. I ma na zgromadzenie dowodów kilkanaście, a czasem tylko kilka godzin. A potem, z marszu, musi jeszcze przekonać sąd, że ma rację.

Tymczasem Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu uważa, że szczególnie istotne jest, aby w okresie poprzedzającym wybory, informacji i opinie wszelkiego rodzaju mogły być swobodnie rozpowszechniane. Opinie i informacje rozpowszechniane w trakcie kampanii wyborczej powinny być traktowane jako część debaty na tematy leżące w zainteresowaniu społecznym, chyba że istnieje powód, aby postępować odmiennie, przy czym ograniczenia wolności w tej sferze powinny być interpretowane zawężająco. Trybunał przypomniał także, że władza w społeczeństwie demokratycznym podlega stałemu nadzorowi ze strony obywateli i każdy powinien mieć możliwość zwrócenia uwagi opinii publicznej na sytuacje, które uważa za bezprawne, pod warunkiem, że działa w dobrej wierze. Opinie i informacje mające związek z wyborami, zarówno lokalnymi, jak i krajowymi, które są rozpowszechniane w trakcie kampanii wyborczej, powinny być traktowane jako stanowiące część debaty na tematy leżące w zakresie zainteresowania społecznego, chyba że istnieje przeciwdowód. Trybunał powtórzył, że w kwestiach leżących w polu zainteresowania publicznego, ograniczenia wolności wypowiedzi powinny być interpretowane zawężająco (zob. wyr. z 9.1.2007 r., Kwiecień v. Polska, skarga Nr 51744/99).

Jak wykazałem wyżej postanowienie SA w Warszawie zdaje się wyraźnie odbiegać od ukształtowanej już linii orzeczniczej. Tego typu rozbieżności nie powinny istnieć w państwie prawnym.

Ba, kiedy taka rozbieżność występuje w sprawie, w której powodem dochodzącym swoich rzekomo naruszonych praw jest urzędujący prezydent dążący do reelekcji można powątpiewać w obiektywność i niezawisłość trzeciej władzy. A pamiętając poniedziałkowy wyrok skazujący wicelidera partii opozycyjnej na wieloletnie więzienie wątpliwości zaczynają przeradzać się w pewność.

Humpty Dumpty

Ps.: Czy poseł Hofman skazany jest na wieloletnie oczekiwanie na rozstrzygnięcie Trybunału strasburskiego ?

Zawarte w art. 111 § 3 sformułowanie „od postanowienia sądu apelacyjnego nie przysługuje skarga kasacyjna” oznacza, że można skorzystać z innych środków prawnych, a w szczególności ze skargi o wznowienie postępowania. Jak słusznie zauważył TK – i pogląd ten jest nadal aktualny – „konstytucyjne prawo do sądu implikuje możliwość wzruszenia orzeczenia wydanego na podstawie przepisów prawa wyborczego przewidujących szczególny tryb ochrony przed rozpowszechnianiem nieprawdziwych informacji w trakcie kampanii wyborczej właśnie ze względu na ten szczególny tryb ochrony. Wyłączenie możliwości wzruszenia orzeczenia wydawanego w rozważanych postępowaniach narusza konstytucyjne prawo do rozpatrzenia sprawy w sprawiedliwym postępowaniu” (wyr. z 21.7.2008 r., K 7/09, OTK-A 2009, Nr 7, poz. 113).

(Kodeks wyborczy. Komentarz, prof. dr hab. Bogusław Banaszak, rok wydania: 2014, Wydawnictwo: C.H.Beck, wydanie: 1, stan na: 1/1/2013 )

__________________________________

* ( postanowienie Sądu Apelacyjnego w Krakowie z dnia 6 września 2012 r. I ACz 1253/12)