Większość z nas czuje czasami niepokój. Napięcie spowodowane nowym miejscem pracy, wysokie wymagania stawiane przez pracodawców, przebywanie w nowym dotąd nie znanym nam środowisku, pisemne egzaminy, niepowodzenia rodzinne i podobne tym zdarzenia mogą prowadzić do uczucia niepewności a nawet strachu. Jednakże doznań tych (wprawdzie nieprzyjemnych), raczej nie można jeszcze nazwać zaburzeniami. Zaburzenia lękowe to przedłużający się stan lęku, który bez obiektywnych przyczyn może  sparaliżować życie rodzinne i towarzyskie osób, dotkniętych tą przypadłością. Nerwica lękowa to najbardziej powszechny problem zdrowia psychicznego, określany jako choroba cywilizacyjna. Szacuje się, że dotyka ona  przeciętnie jedną na dziesięć osób. Zaburzenia lękowe częściej dotykają kobiet niż mężczyzn. Niestety choroba ta nie oszczędza też dzieci, ale obecnie zaburzenia lekowe są diagnozowane i leczone. Jednak zbyt często traktowane jako psychiczne słabości bądź niezrównoważenie emocjonalne powodują opór społeczny ze strony pacjentów i niechęć do szukania pomocy. Zrozumienie faktów co to są zaburzenia lękowe i uświadomienie sobie, że jest to choroba , która może być leczona pomoże nam usunąć opór do dziedziny medycznej jaką jest psychiatria i być może zachęci chorych do szukania dostępnych środków leczenia.

Aby przybliżyć Państwu problem zaburzeń lękowych poprosiłam o cenne informacje, poprzedzone wieloletnią praktyką psychiatryczną dwoje znakomitych warszawskich psychiatrów. Specjalnie dla naszych czytelników  na moje pytania zgodzili się odpowiedzieć: Od strony medycznej i farmakologicznej – Doktor Tomasz Jaroszewski. Od strony terapeutycznej – Doktor Urszula Żok-Jaroszewska.

Anna Szymborska: Co to jest nerwica lękowa?

– Zacznijmy od określenia „nerwica”. To tradycyjna nazwa od której się obecnie odchodzi zastępując ją ogólnym określeniem „zaburzenia nerwicowe”. Są one liczne i trudno je od siebie dokładnie oddzielić, mogą współwystępować i mieć podobne objawy. Wśród nich podstawowym jest lęk. Różni się od strachu tym, że nie umiemy określić skąd się bierze, jest bezsensowny, dojmujący, trudno mu zapobiec i go zwalczyć. Lęk często towarzyszy nam w życiu, może się pojawić, gdy chorujemy fizycznie, jest bardzo częsty w chorobach psychicznych (zwłaszcza w depresjach) ale w zaburzeniach nerwicowych jest obecny zawsze jako tzw. objaw osiowy.

Wyróżniamy przynajmniej kilka rodzajów zaburzeń lękowych: zespół lęku uogólnionego, napadowego, natręctw, stresu pourazowego, fobie (fobia społeczna, fobie proste, np. wysokości, przed pająkami). Są najczęstszymi zaburzeniami psychicznymi, dotyczą ponad 20% ludzi, jakieś lęki przeżywa co najmniej co trzeci pacjent zgłaszający się do lekarza.

Zajmiemy się pierwszymi dwoma.

Jak objawia się ta choroba?

– W zaburzeniach lękowych uogólnionych lęk jest stale obecny, uporczywy, nie związany z okolicznościami życiowymi. Ma się poczucie dyskomfortu, że zaraz może się stać coś złego. Trudno się zrelaksować, boli całe ciało, zwłaszcza częste są bóle głowy, niepokój w jamie brzusznej, szybkie bicie serca, pocenie się, roztrzęsienie. Trudno się skupić, chory się zamartwia, staje się drażliwy, źle sypia. Uspakajanie nie pomaga – zaraz pojawia się następne zmartwienie.

Zaburzenia te ciągną się przez życie, zmieniające się okoliczności mogą powodować tylko okresowe wahania samopoczucia. Takie osoby „przyzwyczajają się” do tego stanu, rzadko myślą, by zgłosić się do lekarza a otoczenie schodzi im z drogi i uważa je za nerwowe i nadwrażliwe.

Lęk uogólniony jest najczęściej spotykanym zaburzeniem, dotyczy ok. 5% populacji, dwa razy częstszym u kobiet, częstsze są tu skłonności dziedziczne.

W zaburzeniach lękowych z napadami lęku odwrotnie – wśród dobrego samopoczucia lęk pojawia się znienacka, jak burza. Paraliżuje uczucie przerażenia, zbliżającej się katastrofy a nawet śmierci. Serce szybko bije, pojawia się np. ból w klatce piersiowej (zawał?!), uczucie duszenia się, dławienia, bóle brzucha, obfite poty, bóle i zawroty głowy (udar?!), poczucie utraty kontroli nad sobą i odrealnienia (choroba psychiczna?). Chory jest przekonany o swym ciężkim stanie, w panice alarmuje otoczenie, wzywa pomocy, dzwoni na pogotowie, jedzie do najbliższego szpitala. Tymczasem lęk mija, ciało się uspakaja – ale obawa o zdrowie nie mija. Szukając przyczyny wykonuje się mnóstwo badań, odwiedza kolejnych lekarzy – ale nie psychiatrów, bo przecież „nie jest się wariatem”. Bywa, że do niego trafia, ale to dopiero po dłuższym czasie, po kilku następnych epizodach lęku. Szkoda, bo obraz dolegliwości jest na tyle charakterystyczny, że szybko można postawić rozpoznanie i podjąć leczenie po wykonaniu kilku prostych badań.

Napady paniki trwają kilka – kilkanaście minut, mogą też wybudzać w nocy, powtarzać się rzadko albo nawet kilkanaście razy dziennie. Chory, nie ma spokoju, oczekuje z napięciem następnego epizodu, przeżywa lęk przed lękiem i tworzy się mechanizm błędnego koła. Unika sytuacji, w których wcześniej pojawił się lęk, boi się  opuścić bezpieczne jego zdaniem miejsce lub znaleźć się daleko od możliwości pomocy.

Lęk napadowy dotyka ok. 3% populacji, jest częstszy u kobiet.

Czy objawy nerwicy lękowej można pomylić z inną chorobą?

– Często myli się i pacjent, i lekarz. Pacjent – szukając u siebie ciężkiej choroby fizycznej postrzega objawy lękowe jako dowód na nią. Lekarz – współpracując w tych poszukiwaniach, często nie podejrzewa, że to lęk powoduje wszystkie inne objawy. Ale przyznajmy, lekarz musi być jednak ostrożny: trzeba wykluczyć inne choroby, którym towarzyszy lęk. Są to zwłaszcza choroby układu krążenia (np. zawał serca, zaburzenia rytmu pracy serca), neurologiczne (np. zaburzenia krążenia mózgowego, guzy mózgu), endokrynologiczne (zwłaszcza nadczynność tarczycy), wahania poziomu glukozy (hipoglikemia), jakieś zatrucia (też narkotyki), objawy abstynencyjne u osób uzależnionych. Tego typu problemy można zwykle łatwo wykluczyć za pomocą dokładnego wywiadu, rutynowych badań krwi i EKG. Może się zdarzyć, że zostanie rozpoznana jakaś choroba somatyczna – wtedy też nie można zlekceważyć znaczenia lęku. Lęk idzie w parze z depresją a każde z nich utrudnia leczenie i pogarsza przebieg innych chorób nie mówiąc o towarzyszącym cierpieniu. Może się też zdarzyć, że choroba cielesna zostanie wyleczona ale jej echem będą nadal dokuczające lęki.

Jakie zmiany w naszej świadomości powinny nas niepokoić i być sygnałem, że dzieje się coś złego? Na emigracji, często nasz kontakt z psychiatrą jest częściowo ograniczony – choćby przez barierę językową. Jak sobie pomóc?

– Dola emigranta jest szczególna. Łatwiej o sytuacje budzące niepokój i lęk, trudniej o wsparcie rodziny i otoczenia, porozumienie się z miejscowym lekarzem może być jeszcze trudniejsze a do kraju daleko. Jeśli jest się w panice, trudno o rozsądne myślenie. Nie mamy świadomości, że podstawowym problemem jest nasz wyolbrzymiony niepokój, że to są „tylko nerwy”. Lepiej widzi to ktoś obok. Jeśli mówi: idź do psychologa czy psychiatry – trzeba by taką poradę wziąć na serio. Jeśli zaleci to lekarz ogólny – nie bójmy się! Zgłaszają się do nas kierowani przez nich pacjenci – nigdy się nie zdarzyło, by było to nieuzasadnione. Znacznie częściej spotykamy sytuacje odwrotne: brak skierowania do psychiatry, gdy było ono potrzebne lub leczenie przez niespecjalistę w sytuacji, gdy brak mu kompetencji.

Czy można pomóc samemu sobie? 

Warto spróbować.

  1. Rozpoczynamy od rozeznania skąd bierze się lęk. Czy ze stresu (choroba, strata, rozstanie), czy z perfekcjonizmu (uważamy, że wszystko musi być jak najlepsze i pod kontrolą a z porażką nie sposób się pogodzić), czy z wypierania przykrych emocji (im bardziej nie chcemy do nich dopuścić – tym częściej o nich myślimy), czy z przykrych doświadczeń dzieciństwa i młodości (przemoc w rodzinie, alkoholizm), czy z gnębiącego nas poczucia niższości (brak pewności siebie, poczucie, że się jest w matni). A może próbowaliśmy zagłuszyć lęk używkami, zwłaszcza alkoholem? Tak mówi co trzeci alkoholik a wielu z nich miewa potem ataki panicznego lęku.
  2. Rozeznanie źródła lęku to ważny etap. To informacja o tym, co jest ważne. Z różnych powodów boimy się utraty poczucia własnej wartości – problem leży w naszych emocjach, a nie w zagrożeniu życia. Możemy spokojnie i bez pośpiechu przystąpić do uczenia się strategii radzenia sobie, by lęki straciły swoją demoniczną moc. Nie oczekujmy, że efekty będą szybkie i już nigdy nie będziemy się bać. Paradoksalnie – im mniejsze będą nasze oczekiwania i im więcej damy sobie na to czasu, tym poprawa będzie szybsza i lepsza, bo osłabnie napięcie, które wyzwala lęk. W ten sposób rozwijamy swoją samoświadomość i osobowość, wypracowujemy metody, które pomagają nam odmienić nasze życie.
  3. Jakie refleksje i postawy powinniśmy w sobie kształtować?

Pogodzić się z tym, że cierpimy na zaburzenia lękowe i tym samym straciliśmy częściowo kontrolę nad sobą. Mamy prawo do odczuwania lęku i nie ma się czego wstydzić i zamartwiać. Lęk nie oznacza istotnego zagrożenia. Nie dajmy się ponieść niepokojowi, spowolnijmy ruchy i myśli. Nie starajmy się tłumić paniki, wtedy ona szybciej przejdzie. Zacznijmy bywać w miejscach, które wyzwalały niepokój, żeby się przekonać, że to potrafimy. Nie starajmy się walczyć z katastroficznymi myślami, to tylko przeczucia, podczas gdy my jesteśmy bezpieczni. Dowiadujmy się, rozmawiajmy o swych zaburzeniach by zrzucić przytłaczający ciężar wstydliwego sekretu. Spodziewając się kolejnego lęku nie oczekujmy, że nad nim zapanujemy, traktujmy go jako okazję do ćwiczenia swych umiejętności. Traktujmy każdy nawrót jedynie jako przejściowy etap powrotu do zdrowia. Pogódźmy się z możliwością, że stany lękowe mogą się jeszcze pojawić. Jeśli przestaniemy o nich  myśleć – będą coraz rzadsze.

Tak więc nie kontrola czy walka z lękami, bo to nic nie da a może je nasilić, lecz wynikające z poczucia bezpieczeństwa stanięcie z nimi oko w oko, akceptacja i spokojne pokierowanie swoimi myślami.

Przychodzi na myśl wiersz polskiego emigranta, Cypriana Kamila Norwida „Fatum”. Nieszczęście przyczaja się jak dziki zwierz lecz gdy człowiek spokojnie, na zimno i twórczo „jak artysta” je zanalizuje – waha się i znika. Z tym zastrzeżeniem, że u Norwida nieszczęście przychodzi z zewnątrz a lęk – tkwi w nas.

Jak leczyć nerwicę lękową?

– Dobrze jest próbować metod samo leczenia, ale nie zawadzi, a czasem jest to konieczne, skorzystanie z pomocy terapeutów. Z grubsza są trzy metody: psychoterapia (indywidualna lub grupowa, różna według różnych szkół), farmakoterapia lub obie metody stosowane równolegle.

Psychoterapia jest metodą podstawową. Ma zidentyfikować przyczyny pojawienia się lęków, umożliwić lepsze poznanie siebie samego i w rezultacie łagodzić a potem likwidować ostre objawy lękowe oraz zapoczątkować korzystne zmiany w osobowości.

Celem psychoterapii w lęku uogólnionym jest wpłynięcie na skuteczniejsze radzenie sobie ze stresem i obniżenie ogólnego poziomu lęku. W lęku napadowym – zmniejszenie liczby napadów lęku, przerywanie napadu lękowego, zapobieganie nawrotom.

Niezależnie od szkół i podejścia terapeutycznego w psychoterapii niezwykle istotne jest nawiązanie dobrego, pełnego zaufania kontaktu z terapeutą. Wymaga to sporo czasu, motywacji, zaangażowania, współpracy i zaufania ze strony pacjenta. Na emigracji problemem może być bariera językowa, bo w związku z wagą niuansów może nie wystarczyć podstawowa znajomość języka. Obecnie ze względu na wysoką skuteczność i krótszy czas trwania często polecaną metodą psychoterapii jest terapia poznawcza (poznawczo-behawioralna, CBT). Skuteczność każdej psychoterapii zależy m.in. od czasu trwania zaburzeń, ich głębokości oraz cech osobowości pacjenta. Może sporo kosztować – emocjonalnie i finansowo, ale może to być dobra inwestycja na dalsze życie. Nie każde zaburzenie lękowe wymaga psychoterapii, część z nich ustępuje samoistnie. Życie pisze różne scenariusze.

Farmakoterapia jest metodą pomocniczą ale bywa konieczna – np. w ostrym lęku. Uśmierza i likwiduje lęki, ale nie ich przyczyny. Do lat 50-tych XX wieku pacjenci szukali ulgi np. w alkoholu a lekarze nie mieli na nie dobrego sposobu. Potem pojawiły się leki skuteczne, szybko działające – ale niestety uzależniające (meprobamat, benzodwuazepiny), co przy dłuższym stosowaniu może spowodować nowe problemy.

Obecnie, od czasu sławetnego Prozacu, mamy wiele leków bezpiecznych i nieuzależniających. Wpływają na poziom serotoniny, neurohormonu odpowiedzialnego za nastrój i poziom lęku. Są na ogół bardzo dobrze tolerowane, objawy uboczne występują rzadko, głównie na początku terapii (brak łaknienia, wolne stolce), mogą obniżać libido (tylko w czasie ich stosowania).

Najlepiej jest, gdy psychoterapia i farmakoterapia są stosowane równolegle. Pacjent w panicznym lęku wymaga szybkiego uspokojenia i powrotu podstawowego poczucia bezpieczeństwa, bo dopiero wtedy możliwe jest nawiązanie rzeczowego kontaktu terapeutycznego. Leki uzależniające stosuje się krótko, nieuzależniająca, zależnie od potrzeb, też długo.

Czy wszystkie leki podawane podczas leczenia uzależniają?

– Stare leki najczęściej uzależniały. Z tego powodu meprobamat został już wycofany a benzodwuazepiny stosuje się ostrożniej. Oto najczęściej stosowane (wg nazw

międzynarodowych, w nawiasie niektóre nazwy firmowe, na pierwszym miejscu dostępne na

Zachodzie):  alprazolam (Xanax,Afobam,Neurol); bromazepam (Lexotan,Sedam); chlordiazepoksyd (Librium,Elenium); diazepam (Valium,Relanium); klobazam (Frisium); klonazepam (Rivotril); klorazepat (Tranxene,Cloranxen);lorazepam (Ativan,Tavor,Temesta,Lorafen); oksazepam (Seresta,Oksazepam). Wszystkie one mają działanie uzależniające. Mimo to są one „kochane” przez pacjentów i znajdują się na pierwszych miejscach najczęściej stosowanych leków. Kiedyś królowała tu „pigułka szczęścia” – Valium, teraz jej miejsce zajął Xanax. Jeśli się je zażywa dłużej niż 2-4 tygodnie, ich działanie słabnie, żeby je podtrzymać trzeba zwiększać dawkę. Odstawić trudno, bo z wielką siłą wracają poprzednie lęki i bezsenność, chory znajduje się jakby w ślepej uliczce. Przy rozwiniętym już uzależnieniu odstawienie wyzwala ostre objawy abstynencyjne, czasem z zaburzeniami świadomości włącznie. Leczenie polega na bardzo powolnym zmniejszaniu dawek pod kontrolą lekarza, czasem konieczna jest hospitalizacja.

Nowsze leki nie uzależniają ale mają tę wadę, że działają z opóźnieniem, zwykle po ok. 2 tygodniach. Są to więc leki dla cierpliwych, za to potrafią efektownie pomóc i – jeśli trzeba – można je stosować długo. Oto niektóre z nich: citalopram (Cipramil,Cital); escitalopram (Lexapro,Mozarin,Elicea); fluoksetyna (Prozac,Bioxetin,Seronil); fluwoksamina (Fevarin); paroksetyna (Seroxat,ParoGen); sertralina (ZoloftAsentra,Setaloft). Stosuje się też leki z innych grup, np. klomipramina (Anafranil – lek stary, ale ciągle ceniony); opipramol (Insidon, Pramolan); wenlafaksyna (Efectin,Faxolet i inn.); Hydroksyzyna (Atarax) i szereg leków roślinnych

Pamiętajmy, że nawet najlepszy lek nie usunie psychospołecznych źródeł lęków.

Czy terapia w tym przypadku chorobowym jest skuteczna? 

– Leczenie musi być dopasowane do konkretnego pacjenta, rodzaju i nasilenia objawów, jego sytuacji rodzinnej i zawodowej. Nie ma uniwersalnej recepty i jednego sposobu na sukces. W większości przypadków można pomóc, zwłaszcza, jeśli krótkofalowy efekt farmakoterapii skojarzy się z długofalową i zaangażowaną psychoterapią. Przy systematycznym leczeniu lęków napadowych rokowanie jest bardzo dobre, w zaburzeniach lękowych uogólnionych redukcja lęków może być mniejsza ale też istotna dla jakości życia. W obu przypadkach bardzo pomocna może być autoterapia. Skuteczność psychoterapii ocenia się na ok. 70%. Za pomocą samych leków łatwo jest uzyskać szybki lecz niekoniecznie trwały efekt.

Jakiego rodzaju terapię najczęściej stosuje się podczas leczenia nerwicy lękowej?

– Różnie, zależnie od możliwości pacjenta (czas i pieniądze) i terapeutów. O tym wspominaliśmy wcześniej.

Czy można oszukać strach?

– Poradzić sobie ze strachem jest raczej łatwiej niż z lękami. Strach ma konkretną, znaną nam przyczynę, często można jej unikać. Gdy przyczyna znika, strach też mija. Natomiast lęku nie unikniemy, bo nie wiemy kiedy i dlaczego się pojawia. Nie tyle trzeba go oszukać, co zaakceptować, oswoić i przez to redukować.

Dlaczego ludzie boją się psychiatrów?

– To prawda, ale szczęśliwie jest to coraz rzadsze. Wydaje się to być echem sytuacji sprzed lat, gdy nie było obecnych możliwości leczenia, chorych psychicznie psychiatrzy izolowali i umieszczali na lata w zamkniętych szpitalach. Tacy chorzy wydają się być dziwni i przez swoją inność zagrażający (choć agresje z ich strony są rzadsze niż ze strony „zdrowych”!). Ludziom wydaje się, że pójście do psychiatry (a co dopiero leczenie) to w oczach otoczenia dowód, że są „postrzeleni” a lekarz może w nich  rozpoznać jakieś zaburzenia a nawet skierować do szpitala, a to jest kojarzone z klęską życiową. Tymczasem z pomocy psychiatrów korzysta w ciągu swego życia ponad 20% populacji, w olbrzymiej większości są to pacjenci z niewielkimi, przejściowymi zaburzeniami, dobrze radzący sobie w życiu. Ich otoczenie często nie zdaje sobie sprawy, że leczą się u psychiatry.

W jaki sposób przekonali by Państwo potencjalnego pacjenta, że psychiatra  to przede wszystkim lekarz, który chce pomóc?

– Przekonanie pacjenta, że psychiatra nie szkodzi, tylko pomaga, przychodzi często już po pierwszej wizycie lub z czasem, gdy zaczynają pomagać zalecone leki. Psychiatra jest lekarzem nietypowym, zwykle bez fartucha, jest nastawiony na rozumienie chorego, dłuższą rozmowę, nawiązanie kontaktu. Przestrzega praw pacjenta bardziej rygorystycznie niż inni, bo zaufanie ze strony chorego jest podstawą leczenia. To w szpitalach psychiatrycznych po raz pierwszy wprowadzono instytucję rzecznika praw pacjenta. Ważne, by pacjent nie obawiał się, że zostanie skierowany do szpitala. Jeśli to jest konieczne – z reguły udaje się go przekonać. Hospitalizacje wbrew woli obwarowane są prawem i zdarzają się rzadko; wtedy chory zwykle w czasie leczenia przyznaje rację, że było ono dla niego korzystne.

Zazwyczaj w tym miejscu pokusiłabym się o podsumowanie, ale wyręczyli mnie w tym w jakże wymowny sposób Państwo Jaroszewscy, dedykując czytelnikom wiesz Cypriana Kamila Norwida…

FATUM

Jak dziki zwierz przyszło Nieszczęście do człowieka

I zatopiło weń fatalne oczy…

– Czeka – –

Czy człowiek zboczy?

Lecz on odejrzał mu – jak gdy artysta

Mierzy swojego kształt modelu –

I spostrzegło, że on patrzy – co? skorzysta

Na swym nieprzyjacielu:

I zachwiało się całą postaci wagą

– – I nie ma go!

W imieniu redakcji bardzo dziękuję, Panu doktorowi Piotrowi Jaroszewskiemu i Pani doktor Urszuli Żok – Jaroszewskiej, za cenną poradę medyczną.

Drodzy czytelnicy, teoretycznie pierwszą wizytę w gabinecie psychiatrycznym mamy już za sobą. Czy było STRASZNIE ?…