Na naszym uniwersytecie otwarto Izbę Przyjęć, ale nie doprecyzowano do czego. Pracownicy, zwłaszcza ci gorzej wynagradzani zapisywali się do kolejki. Obecnie liczącej 158 osób. Na początek wypchnięto osobę, która i tak ma zostać niebawem zwolniona, gdyż odkryto, że przez 12 lat nie przychodziła do pracy. Żeby jak wyjdzie z Izby powiedziała pozostałym, co tam się dzieje.
Wyszła, owszem ale z chirurgicznie zaszytymi ustami. Tamci wiedzieli, że ona poszła na wabia. Nie głupi są ci nasi lekarze – powiedział Woźny – tacy jakby inteligentni i z poczuciem humoru. Przecież zanim się nici chirurgiczne rozpuszczą, to z dwa tygodnie jeść nie będzie.
– Jedzenie jest dla słabych – powiedział profesor trzeci w kolejce. – Ja nic nie jem od roku i żyję. Stosuję terapię alkoholową oraz palę zioło. Ale wolę piwo od zioła, bo po tym drugim mam odpały. I studenci się potem w ankietach wyzłośliwiają.
Druga w kolejce była starsza kobieta z Wydziału Niegospodarno-Antyspołecznego. Trzęsła się jako osika widząc osobę wychodzącą z Izby z zaszytymi ustami. – To nie dla mnie – powiedziała – ja myślałam, że tu się leczy – wydusiła z siebie i uciekła. Kolejny był doktor, który chwalił się wszystkim, że przez niejedną Izbę Przyjęć przeszedł, i żyje.
– Czego? – zapytał lekarz dopalając kiepa znalezionego w poczekalni? – Dziwi się pan, ze kiepy dopalam? Popatrzcie sami na siebie. Po co marnujecie papierosy? Chyba za bogaci jesteście? – powiedział lekarz. – Co panu dolega?
– Leninioza, panie doktorze, a mówiąc po naszemu: lenistwo. Pracować mi się nie chce. – powiedział doktor-leń.
– A komu się chce? – zapytał retorycznie lekarz przydeptując kiepa obuwiem sportowym. – Jak byłem młody, to leczyliśmy ludzi, teraz im tylko opowiadamy jak kiedyś leczyliśmy. I to im powinno wystarczać. – powiedział lekarz. – A pije pan lub pali?
– Piję bardzo dużo, z nerwów. – odpowiedział doktor.
– To dobrze, niech pan pije więcej, bo wówczas zazna pan spokoju, a wątrobą niech się pan nie przejmuje. Ten narząd obiektywnie nie występuje w ciele ludzi myślących. Tylko głupki noszą w brzuchu wątrobę. Mózg i wątroba to wymienne narządy – zaśmiał się głośno lekarz.
– Dobra, zwijaj się już gościu, bo kolejka się robi. Pij herbatki ziołowe a moc będzie z tobą – powiedział lekarz wypraszając doktora z gabinetu.
– Chwila, powiedział do pielęgniarki, teraz muszę się chwilę zdrzemnąć, jakieś dwie-trzy godziny albo dłużej. Niech im pani włączy na telewizorze jakiś serial o zdrowym odżywianiu. – Osobiście nim gardzę, bo to syf jest, nie da się tym najeść, ale z uwagi na przepisy, niech pani włączy. – I niech pani im powie, żeby do Izby wchodzili niespoceni. Nie lubię zapachu potu od pacjentów.
Pracownicy naukowi poczęli się wówczas nawzajem i sami siebie obwąchiwać. Z takim niepokojem, że mogą zostać wyczuci. W tym czasie oglądali serial o zdrowym odżywianiu uświadamiając sobie, że żyją niezdrowo. Sytuacja w poczekalni zrobiła się taka połowiczna. Część potencjalnych pacjentów poszla do domu, część czekała na spotkanie z lekarzem.
Lekarz wybudził się po czterech godzinach i kazał pielęgniarce podać sobie doustnie 100 ml Johny Walkera.
– O jak dobrze, teraz czuję, że żyję – powiedział lekarz – proście mi tu po trzech pacjentów. Na raz w pakiecie. Tym sposobem nadrobię zaległości.
– Ale każdy może primo – mieć inne schodzenie, secundo – nie chcieć, żeby inni o tym słyszeli.
– Ciekawe, że używa pani słów łacińskich, tak jakby była pani prawie lekarzem. Po drugie – użyję języka polskiego – jak się pacjent domaga leczenia, to musi mieć świadomość, że to może być terapia zbiorowa. Prawda?
W kącie pokoju przyjęć siedział nienaturalnie skulony doktorant. Nie odzywał się i nikt go nie zauważał. Dopóki tenże nie oznajmił – wejdę tam i zamorduję lekarza zardzewiałym nożem. I będę patrzeć, jak się wykrwawia. – Co państwo na to? – zapytał.
– Niezły pomysł powiedziała kolejna osoba w kolejce pragnąca zachować anonimowość.
Zostaw komentarz