Wygląda na to, że irański atak rakietowy na Izrael nie był szczególnie skuteczny, ale nie był też, co początkowo sugerowały niektóre źródła, wyłącznie atakiem pozorowanym – takim, który miał pokazać światu arabskiemu, że Iran zachowuje się „honorowo”, ale w istocie z założenia dla Izraela niegroźnym.
Natomiast chociaż pociski irańskie nie leciały „na pustynię” i nie były wymierzone w „mało istotne” cele, ale wręcz przeciwnie – miały zniszczyć ważne instalacje wojskowe w Izraelu, to należy podkreślić, że wydaje się, że Iran celował właśnie w ściśle zdefiniowane cele wojskowe a nie w obiekty czy instalacje cywilne.
Owszem – niektóre pociski spadły na terenach miejskich, jeden z nich uszkodził nawet budynek szkolny, ale trudno zaprzeczać, że celem mógł być raczej niedaleko położony obiekt należący do Mossadu.
Sugeruje to, że Iran stara się utrzymać eskalację w ryzach nie dając nikomu do ręki argumentu, że zmierza do otwartej, nieograniczonej wojny. Wyklucza to raczej możliwość bezpośredniego zaangażowania się Amerykanów w konflikt na obecnym etapie.
Ciekawe zatem jaka będzie odpowiedź Izraela, która zapewne również będzie ograniczona do celów wojskowych. Szczególnie pożądanym dla Izraelem byłoby irańskie centrum techniki rakietowej w okolicach Shahroud w północno-wschodniej części kraju. Znajdują się tam liczne obiekty podwójnego zastosowania, służące zarówno celom wojskowym jak też irańskiemu cywilnemu programowi kosmicznemu. Wśród nich stanowisko testowe silników rakietowych, poligon testowy oraz fabryka materiałów pędnych i montażowania silników rakietowych na paliwo stałe.
Jednak jest to cel bardzo trudno dostępny, położony 2000 km od granic Izraela i bardzo silnie chroniony. Osiągnięcie go przez lotnictwo izraelskie wymagałoby tankowania w powietrzu nad Syrią, co stanowiłoby spore ryzyko. Teoretycznie Izrael ma w dyspozycji ok. 20 pocisków balistycznych Jericho-II o zasięgu 1500-3000 km, ale niewiele o nich wiadomo, poza tym, że stanowią podstawę izraelskiego programu nuklearnego. Czy mogą być przezbrojone w głowicę konwencjonalną i jakiego typu – tego nie wiem. Trudno też oczekiwać, żeby Izrael naruszał swoją nieliczną broń strategiczną tylko po to, aby coś Iranowi zademonstrować. Nic nie wiadomo też na temat tego, czy Izrael dysponuje pociskami manewrującymi typu „cruise” o odpowiednim zasięgu.
Zasadniczo, Izrael może zatem próbować sięgnąć jedynie celów w zachodnim Iranie, takich jak np. bazy lotnicze w Tabriz, Hamadan czy Dezful. W szczególności ciekawym celem jest lotnisko i baza wojskowa w Tabriz – jedna z najważniejszych w kraju. To właśnie stąd wystrzeliwano w nocy rakiety w stronę Izraela. Trudno mi jednak powiedzieć jak w praktyce mógłby wyglądać taki atak, gdyż baza ta położona jest w prostej linii 1300 km od granic Izraela a sięgnięciej jej za pomocą lotnictwa wymagałoby przelotu nad Syrią lub Turcją, co łatwe wcale nie będzie.
Mówiąc wprost – Izrael nie ma do dyspozycji własnych środków odwetowych pozwalających na łatwe sięgnięcie Iranu. Jeśli coś ma, to jest to broń amerykańska, której użycie wymagałoby zgody Waszyngtonu a na taką się, póki co, nie zanosi. Prawdopodobnie zatem Izrael po raz kolejny odpowie za pomocą jakichś aktów terroryzmu/sabotażu/dywersji wykorzystując w tym celu swoją siatkę agentów w Iranie. Na bardziej bezpośredni odwet bym raczej obecnie nie liczył.
Obraz mostafa meraji z Pixabay
Zostaw komentarz