W polskim sporze o Trybunał Konstytucyjny pojawiła się kwestia, która na pierwszy rzut oka może wydawać się błaha. Chodzi o jedno krótkie słowo: „wobec”.

Czterech sędziów wybranych przez Sejm 13 marca 2026 roku złożyło 9 kwietnia ślubowanie w Sali Kolumnowej Sejmu, bez obecności Prezydenta RP. Wcześniej zapowiedzieli, że złożą je właśnie wobec niego. Ich stanowisko opiera się na przekonaniu, że wykonali ustawowy obowiązek, kierując ślubowanie do Prezydenta, mimo że nie uczestniczył on w uroczystości.

Prezydent i jego Kancelaria prezentują odmienne stanowisko: ślubowanie wobec Prezydenta oznacza złożenie go w jego obecności, a nie jedynie skierowanie do niego słów przysięgi.

Można oczywiście spierać się o zakres kompetencji poszczególnych organów, o odpowiedzialność za powstały konflikt i o to, czy Prezydent powinien był odebrać ślubowanie od wszystkich wybranych osób. Są to ważne kwestie. Nie zmieniają jednak zasadniczego pytania: czy można nadać ustawowemu słowu takie znaczenie, które pozwala zastąpić przewidzianą prawem czynność inną, samodzielnie zorganizowaną procedurą?

Spróbujmy na chwilę odłożyć politykę na bok.

Prawo nie jest zbiorem słów, z których każdy może wybierać wygodne znaczenie

Artykuł 4 ust. 1 ustawy o statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego mówi:

„Osoba wybrana na stanowisko sędziego Trybunału składa wobec Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej ślubowanie”.

Ustawodawca nie napisał, że osoba wybrana na sędziego składa ślubowanie skierowane do Prezydenta. Nie napisał również, że wystarczy poinformować Prezydenta o złożeniu ślubowania.

Użył konkretnego zwrotu: „wobec Prezydenta”.

Oczywiście słowo „wobec” ma w języku polskim kilka znaczeń. Może oznaczać relację, stosunek do kogoś, odpowiedzialność względem kogoś, a w określonych konstrukcjach również dokonanie czynności w obecności konkretnej osoby.

Nie oznacza to jednak, że w każdym przepisie można dowolnie wybierać jedno z tych znaczeń, niezależnie od celu i charakteru regulowanej czynności.

Właśnie dlatego warto przyjrzeć się innym przepisom.

Co się stanie, jeśli zaczniemy traktować „wobec” swobodnie?

Kodeks cywilny w art. 951 opisuje szczególną formę sporządzania testamentu. Spadkodawca może ustnie oświadczyć swoją ostatnią wolę wobec wójta, burmistrza, prezydenta miasta lub innych wymienionych urzędników.

Przepis przewiduje również sporządzenie protokołu, który podpisuje między innymi osoba, wobec której wola została oświadczona.

Wyobraźmy sobie teraz następującą sytuację.

Obywatel chce sporządzić testament. Wójt nie przychodzi na umówione spotkanie. Obywatel zbiera więc świadków, odczytuje swoją ostatnią wolę w sali urzędu, po czym oświadcza, że złożył ją wobec wójta, ponieważ przecież to właśnie do niego kierował swoje słowa.

Czy taki testament powinien być uznany za skuteczny?

Czy można powiedzieć, że nieobecność urzędnika nie ma znaczenia, ponieważ istotne jest jedynie to, do kogo skierowano oświadczenie?

A może jednak ustawowa forma testamentu wymaga czegoś więcej niż jednostronnej deklaracji spadkodawcy?

Przejdźmy dalej.

Sąd, prokuratura i przesłuchania – eksperyment myślowy

Wyobraźmy sobie, że podejrzany ma złożyć określone oświadczenie wobec prokuratora.

Prokurator nie uczestniczy w czynności. Podejrzany odczytuje jednak swoje oświadczenie w obecności kilku osób, podpisuje dokument i stwierdza, że przecież złożył je wobec prokuratora, ponieważ było do niego adresowane.

Czy można uznać, że czynność procesowa została wykonana?

A co z rozprawą sądową?

Strona postępowania chce złożyć wniosek wobec sądu. Sąd nie rozpoznaje go podczas rozprawy. Strona organizuje więc własne spotkanie, odczytuje wniosek w obecności świadków i stwierdza, że dokonała czynności wobec sądu.

Czy od tej chwili biegną terminy procesowe? Czy powstają skutki prawne?

Oczywiście, w rzeczywistych postępowaniach obowiązują szczegółowe przepisy dotyczące składania pism i oświadczeń. Nie każda czynność musi odbywać się w obecności adresata. Właśnie o to chodzi: decyduje konkretna regulacja, a nie swobodne przypisanie słowu „wobec” dowolnego znaczenia.

Gdyby jednak przyjąć zasadę, że samo skierowanie oświadczenia do określonego organu wystarcza do wykonania czynności przewidzianej jako składana wobec tego organu, otworzylibyśmy drogę do niebezpiecznej dowolności.

A teraz przenieśmy tę logikę do codziennego życia

Wyobraźmy sobie kilka sytuacji:

– Obywatel składa przysięgę wobec sądu, ale bez udziału sądu. Uznaje, że skoro jego słowa były skierowane do sądu, obowiązek został wykonany.

– Urzędnik składa oświadczenie wobec przełożonego, który nie uczestniczy w czynności. Następnie sam stwierdza, że uzyskał wymaganą zgodę.

– Strona umowy składa oświadczenie wobec drugiej strony, ale nie informuje jej o tym w żaden przewidziany prawem sposób. Uznaje, że wystarczyło wypowiedzieć odpowiednią formułę.

– Osoba zobowiązana do złożenia określonego przyrzeczenia wobec organu państwa organizuje własną uroczystość, a następnie sama rozstrzyga, że jej zobowiązanie jest skuteczne.

To oczywiście przykłady hipotetyczne. Nie twierdzę, że każdy z nich automatycznie prowadziłby do nieważności czynności. Pokazują jednak problem, który pojawia się, gdy odrywa się znaczenie słowa od całej procedury prawnej.

Czy naprawdę chcielibyśmy, żeby o skuteczności czynności prawnej decydowało przekonanie osoby, która ją wykonuje?

Jest jednak druga strona sporu

Uczciwa analiza wymaga przedstawienia również argumentów drugiej strony.

Zwolennicy skuteczności ślubowania w Sejmie wskazują, że sędziów wybiera Sejm, a Prezydent nie otrzymał w Konstytucji kompetencji do zatwierdzania tego wyboru. Nie powinien więc mieć możliwości blokowania objęcia urzędu przez wybranego sędziego poprzez nieodebranie ślubowania.

Wskazują również, że ustawa używa słowa „wobec”, a nie wyrażenia „w obecności”. Ich zdaniem ślubowanie może być złożone wobec Prezydenta także wtedy, gdy ten nie uczestniczy fizycznie w uroczystości, pod warunkiem że jest ono skierowane do niego.

To argument, którego nie należy przemilczać.

Nie można też automatycznie utożsamiać wszystkich wystąpień słowa „wobec” w polskim prawie. W różnych przepisach ma ono różne funkcje. Co więcej, art. 951 Kodeksu cywilnego osobno wymienia obecność świadków i oświadczenie wobec urzędnika. Nie daje więc prostego, uniwersalnego słownikowego rozstrzygnięcia.

Ale to właśnie stawia przed zwolennikami takiej interpretacji dodatkowe zadanie: muszą wykazać, dlaczego w tej konkretnej czynności „wobec Prezydenta” oznacza możliwość dokonania jej bez jego udziału.

Nie wystarczy powiedzieć, że taką interpretację przyjęli sami zainteresowani.

Państwo prawa nie może zależeć od interpretacji korzystnej dla interpretującego

W tej sprawie nie chodzi wyłącznie o czterech sędziów, Prezydenta czy Marszałka Sejmu.

Chodzi o zasadę znacznie ważniejszą.

Jeżeli prawo przewiduje określoną procedurę, jej uczestnicy nie powinni mieć możliwości samodzielnego zastępowania jej inną procedurą tylko dlatego, że pierwotna nie doprowadziła do oczekiwanego rezultatu.

Oczywiście prawo zna sytuacje, w których bezczynność jednego organu może naruszać prawa innego podmiotu. Zna również mechanizmy przeciwdziałania blokowaniu kompetencji. Nie wolno jednak mylić tych problemów z uprawnieniem do dowolnego zastępowania ustawowych czynności.

Wykładnia prawa nie polega na wybieraniu takiego znaczenia słów, które pozwala osiągnąć pożądany politycznie rezultat.

Sądy wielokrotnie wskazywały, że wykładnia językowa powinna być konfrontowana z wykładnią systemową i funkcjonalną. Nie wolno też ignorować skutków przyjętej interpretacji.

Jeżeli jedna interpretacja prowadzi do sytuacji, w której każdy zainteresowany może samodzielnie uznać, że wykonał czynność wobec nieobecnego adresata, należy zadać pytanie, czy nie przekroczyliśmy granicy rozsądnej wykładni.

Nie chodzi o jedno słowo. Chodzi o wiarygodność całego systemu

Można mieć różne poglądy polityczne. Można popierać Prezydenta albo rząd. Można krytykować działania jednej lub drugiej strony konfliktu wokół Trybunału Konstytucyjnego.

Ale prawo nie powinno być zakładnikiem tych sympatii.

Jeśli dziś uznamy, że słowo „wobec” można interpretować tak szeroko, jak potrzebuje tego strona dokonująca czynności, jutro podobnej argumentacji może użyć zupełnie inny uczestnik życia publicznego, w sprawie, której wynik będzie dla nas niekorzystny.

Wtedy może się okazać, że sami stworzyliśmy zasadę, której konsekwencji nie będziemy chcieli zaakceptować.

Prawo musi mieć granice interpretacji. W przeciwnym razie przestaje być zbiorem reguł obowiązujących wszystkich, a staje się zbiorem możliwości, z których każdy wybiera tę, która jest dla niego najwygodniejsza.

I dlatego pytanie o ślubowanie czworga sędziów TK jest czymś więcej niż sporem o jedno słowo.

To pytanie o to, czy w państwie prawa znaczenie przepisu ustala się na podstawie jego treści, systemu i celu, czy też na podstawie tego, co w danej chwili postanowią osoby zainteresowane uzyskaniem określonego skutku prawnego.