By zrozumieć sytuację na Bliskim Wschodzie, aktualnie w Syrii, trzeba się cofnąć ponad sto lat wstecz, gdy Francja i Wielka Brytania, w tajnym porozumieniu, podzieliły wpływy na Bliskim Wchodzie po upadku imperium ottomańskiego.
Geneza – tajny traktat Sykes-Picot
W tysiąc dziewięćset szesnastym roku, w trakcie trwającej od dwóch lat wojny, państwa centralne: Niemcy, Austro-Węgry i Turcja były na przegranych pozycjach.
Zwłaszcza ta ostatnia, „chory człowiek Europy”. Kolejne jej prowincje, w wyniku zrywów zbrojnych, uzyskiwały niepodległość. Na Bliskim Wchodzie, do wojny przeciw Turkom, podburzał beduinów niejaki Lawrence z Arabii, oddelegowany tam przez rząd w Londynie.
Chcąc zabezpieczyć swoje wpływy w tym regionie, Francja i Wielka Brytania (za cichą zgodą Rosji) postanowiły podzielić poturecki tort.
Panowie Sykes i Picot wzięli mapę i za pomocą ołówka i linijki nakreślili na niej strefy wpływów. Wykreślili granice przyszłych państw bliskowschodnich bez uwzględnienia podziałów plemiennych i narodowych, kulturowych i religijnych. Nie chodziło im bowiem o utworzenie suwerennych, silnych państw arabskich, ale efemerydy, które łatwo da się kontrolować z Paryża czy Londynu.
Łupy
Na mocy traktatu Francja dostała obecne Syrię i Liban.
Wielka Brytania, obecne Palestynę i Irak.
Na dodatek, pewnego wieczoru, Winston Churchill, ze szklanką whisky w rękach, wpadł na pomysł by utworzyć jeszcze obecną Jordanię spłacając niejako dług wobec Haszymitów, którzy walnie przyczynili się do obalenia tureckiej okupacji. Wykroił więc im na mapie mini-państewko by już nie bruździli, że ich zdradzono.
Pod naciskiem francuskich katolików powiększono też, kosztem Syrii, Liban.
Największym problemem był podział Palestyny. I tu Brytyjczycy okazali się doskonałymi i przebiegłymi handlarzami bo sprzedali ją dwa razy. Arabom i syjonistom.
Skutki
Z dzisiejszego punktu widzenia traktat miał wyłącznie fatalne skutki. Doprowadził do powstania słabych i podzielonych wewnętrznie, Syrii i Iraku, w których zaraz po ich utworzeniu doszło do wewnętrznych konfliktów plemiennych i religijnych.
Przede wszystkim, pomiędzy szyitami i sunnitami, a w Libanie, pomiędzy muzułmanami a chrześcijanami.
Po powstaniu państwa żydowskiego, po II wojnie światowej, rzucił się cieniem na koegzystencję Izraela z otaczającymi go państwami arabskimi.
Trwające od wielu lat konflikty zbrojne przyczyniły się do śmierci milionów ludzi. Wyniszczyły region gospodarczo oraz zapoczątkowały falę emigracji, z którą Europa przestaje sobie radzić.
I tylko durny Macron oraz rząd Jego Królewskiej Mości tego nie rozumieją.
Beduini w Petrze, Jordania, foto Jolanta Styrczula.
Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl
Zostaw komentarz