Proszę przyjrzeć się tej grafice niżej. Jest to mapa ukazująca miejsca gdzie ukraińskie jednostki zniszczyły rosyjskie radary i systemy OPL w okresie zimowym od 1 grudnia do 28 lutego. Łącznie 39 wyrzutni systemów Pancyr, Buk, Tor, S-300 lub S-400 i 15 systemów radarowych różnych typów. Większość systemów OPL na południowym odcinku frontu, na zapleczu rosyjskich wojsk walczących w obwodach zaporoskim i donieckim na głębokości 70 – 120 km. Większość systemów radarowych zniszczono w obwodzie donieckim i na Krymie. Od momentu publikacji tej mapy policzyłem, że dodatkowo od końca lutego do dnia dzisiejszego zniszczono jeszcze 9 wyrzutni i kilka systemów radarowych. I oczywiście nie są to puste deklarację, opublikowano nagrania do każdego z tych uderzeń.
To jest sytuacja niecodzienna. Mamy tutaj do czynienia z systematycznym wybijaniem rosyjskiego OPL na konkretnych kierunkach, którym zajmują się nie jednostki artylerii czy lotnictwo tylko brygady i pułki systemów bezzałogowych. Mają oni możliwość tak skutecznie oddziaływać na odległość do 150 km dlatego, że przemysł ukraiński w 2025 roku opracował cały szereg niedrogich dronów rozpoznania poziomu operacyjnego i rozpoczął masową produkcję tzw. dronów middle strike, czyli uderzeniowych dronów działających w przedziale 50 do 200 km z ciężką jak na dron głowicą. Bo mowa tutaj o na przykład dronie FP-2 który przy zasięgu do 200 km ma głowicę 100 kg i jednocześnie można nim kierować jak zwykłym FPV w czasie rzeczywistym naprowadzając precyzyjnie na konkretny cel. Kiedy takie coś uderza w wyrzutnie czy radar, tam nie ma co zbierać już. A później ukraińskie drony i rakiety dalekiego zasięgu wykorzystują te wyrąbane na niższym poziomie dziury w OPL by razić głębokie tyły armii rosyjskiej z o wiele większym skutkiem niż powiedzmy było to jeszcze rok temu.
Generalnie przemysł ukraiński z czasem się rozwija. Jeżeli ktoś sobie nadal wyobraża, że są to jacyś chłopaki, którzy nadal w garażach zbierają droniki z chińskich podzespołów to mocno nie trafi z oceną. Na Ukrainie wykształcił się szereg firm na tyle dużych, że po pierwsze posiadają one już potężne moce produkcyjne, a po drugie mają pieniądze dla inwestowania w rozwój. Takie firmy na wczesnym etapie koncentrowały się głównie na jakimś jednym produkcie, typu standardowego frontowego drona FPV na przykład. Kiedy front już został nasycony dużą liczbą takich dojrzałych konstrukcji, zaczęła się praca nad zbudowaniem całej linijki dronów wyspecjalizowanych – bombowców, dronów rozpoznawczych na głębokość operacyjna, dronów uderzeniowych na większą odległość i t.d. Pojawiła się masowa produkcja dronów z automatycznym naprowadzaniem się na cel. Algorytmy wykorzystywane w tych dronach również mocno się rozwinęły z czasem. Jeżeli najpierw jedynie mogły trafić poruszający się z pewną określoną prędkością pojazd określonych minimalnych wymiarów to obecne algorytmy instalowane na te drony już są w stanie razić człowieka, który aktywnie się rusza i próbuje uniknąć trafienia. Co może być przerażające ale dokładnie tak jest. A dalej te firmy już zaczynają inwestować w technologię rojów dronów, czyli kierowanie grupą dronów przez jednego pilota, które są naprowadzane wspólnie na jeden cel uderzając na przykład z kilku kierunków jednocześnie. To jest przyszłość wojny dronowej, która podniesie problem ochrony przed nimi na kolejną o wiele wyższą poprzeczkę.
Jedną z tych dużych firm ukraińskich jest niewątpliwie słynny Fire Point. Producent drona FP-1, który jak się liczy produkowany jest w ilości ok 200 szt. dziennie w tej chwili i jest podstawowym środkiem uderzeniowym z pomocą, którego się niszczy rosyjskie zaplecze. FP-1 przechodzi proces głębokiej modernizacji w tej chwili. Zmiana konstrukcji skrzydeł ma zwiększyć głowicę do ok 158 kg bez skrócenia zasięgu. Fire Point jest ciekawym przykładem typowej nowej prywatnej ukraińskiej firmy zbrojeniowej. Stworzonej przez osoby, które zajmowały się wcześniej czymś zupełnie innym, ale są dobrymi managerami i potrafią zebrać odpowiednią ekipę i zorganizowac masową seryjna produkcję w kórkim czasie. Jak to osiągają? Poprzez zerwanie całkowite z całą tą radziecką mentalnością i sowieckim podejściem do produkcji. Ukraińskie stare biura konstrukcyjne trzymają się z reguły starej radzieckiej szkoły. Radzieckie konstrukcję wcale nie były budowane z myślą o dobry stosunek koszt-efekt bo w tamtych czasach i tamtym systemie kasy nikt nie oszczędzał na zbrojeniówkę. Więc te państwowe molochy przejadały ogromne zasoby co było jedną z przyczyn dlaczego ZSRR w końcu upadł nie wytrzymując wyścigu zbrojeń. Bo ta zbrojeniówka mimo, że produkowała wiele rzeczy ale była fantastycznie nieefektywna. Nowe wyroby i nowe projekty dronów i rakiet na Ukrainie powstają z myślą o efektywność bojową w konkretnej sytuacji i przeciwdziałaniu konkretnemu przeciwnikowi. Mają być dokładnie tak dobre by były w stanie wykonać robotę. Mają bazować na współczesnych technologiach produkcji i współczesnych materiałach, zamiast być budowane wyłącznie powiedzmy z aluminium tylko dlatego, że tak jest w projekcie z czasów radzieckich i dlatego tak ma być. Stosowane są szeroko technologie podwójnego przeznaczenia. Na zachodzie często w umysłach rządzi kult wysokich technologii w ramach którego rozwój technologii staje się niemal celem samym w sobie. Bo zachodnie państwa wciąż myślą w kategoriach pokojowego powolnego rozwoju. Podczas gdy na prawdziwym polu walki zasób, który jest najbardziej zaawansowany technologicznie często z tego powodu jest zły albo wręcz bezużyteczny. Bo po prostu może nie dawać tak wielkiej przewagi nad przeciwnikiem ale ze względu na to, że jest skomplikowany, będzie produkowany w śladowych ilościach. Na realnym polu walki najlepszy jest ten produkt, który jest wystarczająco zaawansowany i jednocześnie zaprojektowany jest by nadawać się na masową produkcję i jest jednocześnie na tyle niezawodny by masowa zmobilizowana armia dała radę go używać skutecznie. Bo, zaskoczenie, okazuje się że mała zawodowa armia na wojnie pełnoskalowej z wytrwałym przeciwnikiem szybko się kończy.
Stąd nieporównywalna efektywność produkcji tych nowych firm w porównaniu ze starymi państwowymi gigantami na Ukrainie. Fire Point rozpoczęła od produkcji maksymalnie prostego FP-1, który modernizowany był nie tylko w miarę rozwoju dostępnych firmie technologii ale i w miarę tego jak rosły kompetencje pracowników fabryk tej firmy. Później pojawiła się wersja tego samego drona o krótszym zasięgu FP-2 i pojawił się pocisk manewrujący FP-5 Flamingo. Stworzony dokładnie według tych samych zasad opisanych wyżej. Później firma otrzymała zamówienie na opracowanie podzespołów rakiety do systemów OPL S-300 i pobocznym efektem tej pracy ( która sama w sobie jest ciekawa i której efekty jak sądzę jeszcze zobaczymy ) stało się opracowanie taktyczno-operacyjnego pocisku balistycznego FP-7, który znajduje się w tej samej niszy co amerykański ATACAMs z zasiegiem do 200 km. Pierwsze testy już miały miejsce a pierwsze bojowe testy planowane są na lato 2026. I równolegle z tym pociskiem firma opracowuje większy pocisk FP-9 o zasięgu 800 km. W pewnym momencie w drugiej połowie 2025 roku na Fire Point wylało się mnóstwo brudu w mediach przede wszystkich ukraińskich na tle afery korupcyjnej ze słynnym Panem Mindiczem. Mnóstwo dziennikarzy i działaczy politycznych próbowało na wszelkie sposoby przylepić Fire Point do tej sprawy i udowodnić, że te rakiety tak naprawdę jako realny środek bojowy nie istnieją i są tylko sposobem na defraudację kosztów budżetu ukraińskiego i pieniędzy zachodnich państw wspierających Ukrainę. Było to o tyle bolesne, że akurat wtedy Fire Point szukał partnerów na zachodzie dla rozszerzenia produkcji. Rozumiem sceptycyzm wielu osób również w Polsce. Te plany Fire Point wyglądają na pierwszy rzut oka na tyle nierealistycznie, z tego powodu właśnie że jesteśmy przyzwyczajeni do logiki – że opracowanie podobnych wyrobów to są grube miliardy i dziesięciolecia prac, że w Polsce wielu ekspertów osób tę narrację aktywnie wspierało. Sądzę jednak, że również służby pewnego państwa mogły inspirować tę kampanię dyskredytacji, bo dla Rosji wyroby Fire Point stanowią realne ogromne zagrożenie. Ale mamy rok 2026 i pocisk FP-5 jest faktem. Masowa produkcja dronów FP-1 i FP-2 również. Da się prześledzić ewolucję tych wyrobów po prostu ze skuteczności, którą one dają na polu bitwy. I odpowiedź na pytanie dlaczego Fire Point może robić to co robi leży w tym na ile inaczej podchodzi do organizacji swojej pracy niż jesteśmy przyzwyczajeni do tego na zachodzi i jak dogodne warunki dla tej pracy ukraińskie rząd stworzył na Ukrainie poprzez mechanizmy typu Brave1.
Nie mam wątpliwości, że skutek będzie taki, że pierwszą seryjną rakietą balistyczną Ukrainy stanie się jedna z tych FP, a wcale nie Sapsan nad którym radziecki mołoch Jużmasz pracuje od kilku dekad i nie jest w stanie w czasie wojny uruchomić produkcję seryjną. W tym samym czasie stanem na dziś Fire Point w 3 lata doszedł od zera do 200 000 metrów kwadratowych hal produkcyjnych w 50 różnych lokacjach rozrzuconych po całej Ukrainie. To jest swoją droga odpowiedż na pytanie dlaczego ta produkcja jest odporna na rosyjskie ataki.
Na koniec dodam smutną konkluzję. Odpowiadając od razu na komentarze w stylu ” w tej dziedzinie musimy z Ukraińcami współpracować” muszę przytoczyć zdanie właściciela FirePointa Denisa Sztilermana, który odpowiadając na pytanie odnośnie produkcji za granicą stwierdził, że porzucił już pomysły o tego typu współpracy, dlatego, że jego zdaniem skazana ona jest na porażkę. Dlatego że państwa europejskie żyją w zupełnie innym świecie, gdzie nie czują potrzeby dla realnego rozwoju produkcji przemysłowej. Gdzie kierują się Zielonym Ładem, znajdują się pod strasznym naciskiem biurokracji i nie dążą do żadnej realnej efektywności. Stwierdził, że z tego właśnie powodu musieli na przykład opracować swoje własne silniki do FP-1 i uruchomili ich masową produkcję na Ukrainie … bo żadna zachodnia firma nie jest w stanie nadążyć za rozwojem produkcji firmy ukraińskiej. I akcent Pan Sztilerman robi nie na to nawet, że tryb pokojowy produkcji nie daje skali, tylko właśnie na to, że zachodnia biurokracja i sztucznie narzucone reguły gry nie dają szans na szybki rozwój i strasznie spowalniają wszelkie procesy. W tym samym czasie Ukraina była zmuszona pod presją nagłej potrzeby radykalnie zliberalizować i zderegulować swój sektor zbrojeniowy. Dlatego bezpośrednia współpraca po prostu nie ma sensu. Te dwa światy nie da się połączyć w tej chwili. Zdaniem takich ludzi jak Pan Sztilerman, Europa do wojny wcale się nie przygotowuje, ona się dalej bawi w głupie gry rodem z poprzedniej epoki i nie ma woli się zreformować. Nawet biorąc pod uwagę ukraińska korupcję, przemysł ukraiński w tej chwili, który rośnie w warunkach ogromnej konkurencji i liberalnych reguł gry … jest o niezmiernie bardziej wydajny od europejskiego. To daje do myślenia co do tego na ile na przykład Ukraina realnie będzie chętna przystąpić do Unii Europejskiej z jej regulacjami … jeżeli Rosja w tym samym czasie nadal będzie dla niej realnym zagrożeniem. Bo jeżeli będzie miała do wyboru zarznięcie swojego przemysłu poprzez wprowadzenie europejskich regulacji, a przystąpieniem do Unii z rosyjskim nożem u gardła … to wybierze swój przemysł. I oczywiście żadne europejskie „gwarancje bezpieczeństwa” nie będą tutaj grać zupełnie żadnej roli.

______________________________________________________________
Zachęcam do wspierania mojej niezależnej publicystyki:
Patronite.pl: https://patronite.pl/Frontiersman
buycoffee: https://buycoffee.to/frontiersman
Patreon: https://www.patreon.com/frontiersmannews
Zostaw komentarz