Św. Jan Paweł II, podobnie jak Benedykt XVI był, jest i pozostanie dla mnie kimś, kto wiele znaczy w moim życiu. Z obydwu papieży tchnie przeogromna moc duchowa i intelektualna. Obydwaj – Polak i Niemiec – tak doskonale się rozumiejący i wzajemnie od siebie wymagający, przez dziesięciolecia tak kierowali łodzią Kościoła, że stawała się ona bezpieczną przystanią i schronieniem dla wielu potrzebujących i upośledzonych.
Świadomie nie chcę wchodzić w polemiki odnoszące się do tego, co JPII zrobił a czego nie zrobił. Cała ta przaśna i siermiężna nagonka, mająca ewidentnie swoich sponsorów i nawigatorów (w większości spoza Polski), jest dla mnie bardzo słaba i żałosna. Argumenty i rzekome fakty są ewidentnie szyte pod wcześniej przyjęty scenariusz. Interesujące jest w tym wszystkim to, że cała ta nagonka ma swoje stacje dyspozycyjne w Niemczech i Rosji. To już powinno dawać do myślenia.
Gdybym nie był wierzącym, choć grzesznym katolikiem, jako ateista-patriota trzy razy bym się poważnie zastanowił nad udziałem w akcji „odjaniepawlania” Polski. Obecnie są trzy postacie powszechnie rozpoznawalne na świecie, które wpisują się w markę Polski. To są: Jan Paweł II, Lech Wałęsa, Robert Lewandowski.
Większość zbulwersowanych postawą JP2 nie ma problemu w tym, by sławić Lecha Wałęsę, którego kolaboracja z reżimem komunistycznym jest bardziej niż oczywista. Ludzie spoza Polski nie są w stanie zrozumieć, dlaczego opluwamy kogoś, kto dla nich – Meksykanów, Nigeryjczyków, Filipiniczyków – jest ikoną polskości. Nie rozumieją, dlaczego niszczymy coś, co stanowi naszą wizytówkę i markę.
Jan Paweł II pozostanie dla mnie na zawsze dobrym pasterzem. Najlepszym, jakiego mogłem spotkać na mojej krętej drodze. Żadna, nawet najbardziej zmasowana akcja nie zakwestionuje tego, co zrobił dla Kościoła i dla Polski. Osobiście czuję się Jego, i Benedykta XVI, dłużnikiem.
Zostaw komentarz