Miało być chłodno. Miało być niezręcznie. Miała być „międzynarodowa izolacja”.

Tymczasem Mark Rutte niemal wybiegł na spotkanie „Batyra” z szeroko rozłożonymi rękami i entuzjazmem tak wielkim, że protokół dyplomatyczny chyba na chwilę wyszedł zapalić papierosa. I wtedy stało się najgorsze. Kamery działały.

Cały sztab zawodowych oburzonych patrzył z przerażeniem, jak misternie budowana narracja rozpada się w kilka sekund. Bo trudno jednocześnie krzyczeć o „izolacji”, gdy szef NATO wita kogoś jak dawno niewidzianego kumpla.

Historia polityki zna już wiele spektakularnych klęsk. Ale rzadko zdarza się, by całą operację medialną rozbroił jeden gest.

A internet? Internet już wydał wyrok: „Batyr” wszedł do politycznego folkloru tylnymi drzwiami i właśnie urządza sobie salon.

Fot.: KPRP