Obiecałem rano, że napiszę coś o swojej pracy po roku 1990. Zostałem do tego sprowokowany przez komentatorów. Niestety, jestem w ściśle tajnym matrixie i wszystko staje się kwestią wiary. Muszę lawirować, by nie popełnić przestępstwa, a i tak sądzę, że za ten post kodeks karny zostanie przeciwko mnie użyty. Z powodów operacyjnych podam tylko pierwsze litery kryptonimów oraz inicjały. Postaram się być jak najbardziej konkretny. Dołączę dwa dokumenty, które mogę, a które można uznać za dowód moich słów. Wszystko potwierdziliby KJ i PG, pracujący ze mną oficerowie. Przyszli do UOP prosto z podziemia, nigdy nie zostali złamani. KJ zapłacił za ruszenie sprawy APK, gdy byłem w Anglii i zneutralizowano go, a PG posunięto, bo zbyt głęboko wszedł w latach dwutysięcznych w aferę paliwową. Nie potwierdzą, bo obaj obrazili się na mnie za złamanie omerty i audycję oraz artykuł z redaktorem Nisztorem o sprawie APK. Potwierdziłby też to wszystko, a przynajmniej część Jacek K., który „ściągnął” mnie do kontrwywiadu i którego poznałem w Kiejkutach. Jacek złapał pierwszego rosyjskiego szpiega w III RP, a wywalili go „na przykrycie”, bo nie chciał się uspokoić i szedł dalej. Zwolnił się za „pierwszego SLD”. Tak pod koniec. Jacek nie chce być osobą publiczną i milczy i będzie milczał, ponieważ taki jest. Jak widzicie, Państwo, mam duży zgryz. Nie godzę się na odwołanie i „ułaskawianie”, bo nie pozwolę się sprowadzić do poziomu bandytów. Nie potępiam odwołujących się, ale mnie honor polskiego oficera na to nie pozwala. Nie godzę się na szeptane rozmowy w cichych gabinetach, w których technika zainstalowała podsłuch, by weryfikatorzy mogli…nieważne. Mnie, oficera w dużym stażem prosić, bym usiadł z prawej strony, bo lewe ucho „jest chore”, to śmieszne! Wybaczcie tą uwagę, ale takie zdarzenie mnie ostatnio spotkało. Szkoda, bo szanowałem i szanuję nadal rozmówcę.

Co robiłem napiszę w punktach. Pominę rutynę i szereg nudnych działań codziennych, które pozwoliły zbudować mapę zagrożeń wywiadowczych, a nawet określić budowę, w tym wewnętrzną, postsowieckich placówek. Sprawy w KW są często długotrwałe. Opisuje się je tylko szybko. Po kolei:

1. Początek to pierwszy wydział antyterrorystyczny w wywiadzie i „przykrycie” w GILC. Zrobiłem wtedy, na podstawie materiałów CIA analizę dot. Abu Nidala oraz sytuacji na Bliskim Wschodzie, po czym przeszkolono mnie w USA w zakresie ochrony lotnictwa cywilnego (świadectwo mam gdzieś, ale nie chce mi się szukać, odbyłem jeszcze kilka szkoleń, ale sa ściśle tajne i nie mogę ich udokumentować). Przetłumaczyłem też jako pierwszy Annex XVII poświęcony temu tematowi. Niestety, w GILC usiłował podejść do mnie pewien Ruski z Ambasady (potem Ukraina, policzyliśmy się później). Ówczesny dyrektor ZW UOP stwierdził „radź sobie sam”, bo był zajęty walką z ministrem Macierewiczem i Biurem Studiów, więc rzuciłem kwit i odszedłem na chwilę.

2. Potem był pierwszy GIC. Było kilka spraw dot. spółek Ireneusza Sekuły i CIECH, SOLO, ShipService. Wiele znaleźliśmy wtedy, ale upadł rząd premiera Olszewskiego i następne władze GUC oraz MF nie były tym zainteresowane. Udało mi się nawet sparaliżować przekręt robiony przez środowisko byłego SB i pewnego zdrajcę w Szczecinie, o czym zawiadomiono prokuraturę. Bez rezultatu. Pojechałem wtedy na ciekawe, operacyjne szkolenie do Anglii (trzy miesiące, dyplom na zdjęciu).

3. Gdy wróciłem zaproponowano mi kontrwywiad, kierunek wschodni, co było kontynuacją moich działań w GIC i po trochu w GILC. Jednak na Rakowiecką przeszedłem poprzez SG, bo trzeba było coś tam znaleźć. I znalazłem, ale, wybaczcie, o tym nie będę pisał. Przy okazji uczestniczyłem w spotkaniach w sprawie Via Baltica na Łotwie, Litwie, Estonii i Finlandii, a także w Dreźnie, w podobnym. Napisałem wtedy dość duże opracowanie pokazujące jak Rosjanie tworzą nacjonalistyczne i antypolskie grupy na Łotwie i Litwie, oraz w jaki sposób dogadują się z Niemcami w sprawie tranzytu. Nie wiem, co dalej z tym dokumentem, bo z dnia na dzień znalazłem się w Centrali.

4. Sprawa obiektowa „T…a”, czyli próba usystematyzowania działań wywiadów postsowieckich z pozycji nielegalnej, głównie przykryć typu KSP i spółki. Pozwoliła mi na stworzenie modelu, opisanego w „Czasie Nielegałów”. Dała również szereg różnych informacji. Między innymi o lotnisku w Brzegu i firmie Solo oraz sprzedaży benzyny lotniczej.

5. W roku mniej więcej 1995 napisałem ogromny raport poświęcony uzależnianiu polskiego przemysłu paliwowego od Rosji, poprzez różne spółki egzotyczne. W raporcie był cały schemat JS Energy, włącznie z ukraińskimi politykami (jeden z nich został premierem później w wyniku pseudo rewolucji w Kijowie). Ówczesny szef UOP, gen. Andrzej Kapkowski, w rezultacie raportu polecił mi przekazać materiały do „specjalnej jednostki” i…koniec sprawy dla mnie. Uśmiechnąłem się tylko, gdy zobaczyłem w TV, będąc na placówce, iż fragmenty tego raportu są czytane na tzw. „komisji orlenowskiej”.

6. O sprawie „T..g” i APK mówiłem w wywiadzie z Piotrem Nisztorem w GP i TV Republika. Po tej audycji, APK przyznał swoim znajomym, że był w KGB i trochę w SWR, ale „z tym skończył”. Obecnie chodzi spokojnie po Warszawie i bywa często w sejmie z delegacjami ukraińskimi. Kilka osób z jego otoczenia zginęło w dziwnych okolicznościach, o czym dowiedziałem się niedawno od…dziwnego człowieka. Być może kłamał. Za audycje z panem Nisztorem obrazili się na mnie KJ i PG, bo ich zdaniem „za dużo powiedziałem”.

7. Sprawa „A…”. Młody Rosjanin, syn wysokiego funkcjonariusz SWR, który dochodził do MSW i KGP. Udało mi się wraz z kolegą doprowadzić do jego całkowitej neutralizacji. Nawet się nie spakował i uciekł z Polski.

8. Sprawa Kongresu Wszechsłowiańskiego. SLD zakazało mi zajmować się tym, ale udało się zneutralizować ich wpływy w Polsce, w tym kontakty sejmowe z prawicą oraz ukrywane przez nich z lewicą.

9. Sprawa „T…s” czyli działania ofensywne, taki wabik, robiony przeze mnie razem z partnerami, a właściwie za ich pieniądze. Rząd Buzka dzięki niej dowiedział się o nieszczelnościach w negocjacjach z UE i w dodatku mógł przemodelować praktycznie cały urząd negocjacyjny tak, by był szczelny. O uzysku partnerów i pozostałym będę milczał, bo sam byłem zaskoczony. Materiały później przekazałem i nie wiem co dalej.

10. W połowie lat dziewięćdziesiątych w kraju sojuszniczym podstawiałem oferenta Rosjanom (krypt „D…”). Nie wyszło to tak, jak chciałem i nie w tym czasie, ale posłużyło mi opracowaniu innej akcji, o której na końcu.

11. Współpraca z partnerami szła mi dość dobrze. Między innymi, w trakcie placówki, usiedliśmy na pewnym polskim dyplomacie, który został namierzony przez MI5 na kontaktach z oficerami SWR. To było już „drugie” SLD i sprawa dzięki absolutnej ignorancji Centrali nie wyszła do końca. W roku 2009 ten człowiek był znów polskim dyplomatą na innej placówce i jest nim chyba nadal. W 2010 roku zaproponowałem działania wobec niego, ale „machnięto ręką”. Oczywiście, wszystko jest ściśle tajne i ja nic nie wiem.

12. Nie piszę o skryptach, które stworzyłem, by zastąpić komunistyczne, np. pierwszy skrypt o oferencie, czy o makietach spraw, ani o obsługiwaniu oferentów i innych akcjach ofensywnych. Skrypty są pewnie zniszczone, bo ja przecież jestem „be”, a reszty…Pal sześć! Uwierzycie albo nie. Nie piszę też o kilku akcjach już na emeryturze i ostatniej na polecenie prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Opisywałem ją niedawno.

13. Ostatni punkt dotyczy największej mojej akcji, którą chwalą się wszyscy generałowie, dostali przecież stopnie za to, SLD ich nie zwolniło i w ogóle są fachowcami. Rozpracowanie Operacyjne „S…o”. Pod koniec roku 1998 opracowałem sposób operacji ofensywnej wobec rosyjskiej rezydentury w Polsce. Wymagała ona całkowitego spalenia siebie i zaryzykowania potężnie. O akcji tej od początku wiedział tylko dyrektor i naczelnik, a po zatwierdzeniu raportu – KJ. Szefostwo UOP dowiedziało się dopiero po kilku miesiącach, gdy Rosjanie chwycili przynętę. Skończyło się to ujawnieniem osób pracujących na rzecz rezydentury SWR i nie tylko, sposobów działania, obserwacji rosyjskiej, środków łączności, możliwości logistycznych i organizacyjnych w Warszawie i w Polsce. W jej rezultacie wywalono 9 dyplomatów, ale tylko my wiedzieliśmy ilu tak naprawdę zostało ujawnionych. Rosjanie też to zakładali i na pewien czas praca rezydentury została sparaliżowana, a Putin wymienił kierownictwo SWR. Poniżej publikuję list premiera Buzka, który wtedy dostałem ja i KJ, oraz kierownictwo. W tej sprawie listy dostali nawet ci, których dołączono na końcu, bo ja już sam nie dawałem rady. Jakieś kilka osób. Jedna z nich, służyła tylko do jednorazowego siedzenia w samochodzie, Ar.W, zrobił później karierę i pod koniec PO chwalił się, że to wszystko on sam. Audyt PiS spowodował, że jest postępowanie prokuratorskie wobec „dyrektora” ArW. On jednak emerytury nie straci, chociaż z SWW także go wywalono w roku 2012 i przyszedł do AW. Jak ktoś nie wierzy, to w szkole ABW w Emowie jest w „muzeum” kontener, który podejmowałem w warszawskim parku Moczydło (świeciłem po tym w UV jak 100 dolarów przez kilka dni). Po tej akcji, zostałem wywalony na placówkę, na idiotyczne stanowisko i znalazłem się w środowisku, którego nie cierpiałem i które nie cierpiało mnie. Na szczęście, pracowałem sobie z partnerami. Rosjanie jeszcze w Polsce ustalili moje personalia, mojej drugiej żony, jej pracę, co skończyło się dla niej stałym bezrobociem. Byli nawet u mojej pierwszej żony. Jak? Mam swoje tropy i sądziłem, że ktoś je pociągnie, a było ich wiele, ale potem dowiedziałem się, że sprawę szybko dano do archiwum. Przyszło SLD i pewien dyrektor usiłował dać mnie do prokuratury, jako podejrzanego, lecz szef ABW powiedział mu, by się nie wygłupiał. Ta sprawa miała być kanwą książki „Oferent”. Usłyszałem jednak od pewnego redaktora, że „honoru mi to nie przywróci, lecz da brzęczącą monetę”. Miało mnie to zachęcić do pisania, a wywołało odwrotny skutek. Napiszę ją pewnie, jak przeżyję to wszystko, bo bardzo szanuję szefa „Frondy”, a nie były to jego słowa. Aha! W Londynie rosyjski dyplomata związany z SWR, Smietanin, dorwał mnie szybko i ostrzegł subtelnie, bym nie wygłupiał się za bardzo. Oczywiście, odniosło to odwrotny skutek, a Rosjanie musieli o tym wiedzieć, że tak zareaguję i wysłali z tym ostrzeżeniem osobę „spaloną”.

Zdaję sobie sprawę, że spodziewaliście się czegoś innego, lecz zrozumcie: nie mogę inaczej i wiele z tych spraw miało swoje konsekwencje. Ja też, w natłoku zdarzeń nie pamiętam wszystkich szczegółów. Starałem się lawirować, ale coś pokazać. Czy uwierzycie czy nie – wasza sprawa. Ja wiem, że teraz zacznie się proces deprecjacyjny, bo przecież jestem krwawy kat i okrutny oprawca. Potrafię już przewidzieć poszczególne stwierdzenia lewicy i prawicy. Nie mam dokumentów z pracy. Oficer, który kopiuje i chowa dokumenty operacyjne, by potem ich użyć dla prywatnych korzyści jest przestępcą i zdrajcą. Ja pracowałem dla swojego kraju.

Nie odwołam się, bo odwołaniem zaprzeczę wszystkiemu, co zrobiłem po roku 1989. Nie pozwolę siebie „ułaskawić”, bo nie popełniłem przestępstwa. Zbłądziłem kiedyś, ale stokrotnie potrafiłem wziąć to „na klatę” i zacząć od nowa z dobrym skutkiem. Jeśli państwo i ministrowie tego nie potrafią zobaczyć, ani zrozumieć to trudno. Honor oficera i zasady są dla mnie ważniejsze niż zdanie ministrów, spowodowane… I tak mnie w końcu zamkną.

Jeśli nie znacie „Utopii” i historii, to przynajmniej obejrzyjcie sobie kilka odcinków „The Tudors” (jest tam kilka prawdziwych historii). Dla mnie wzorem jest postać Thomasa More, który do końca był wierny Henrykowi VIII, czyli państwu, lecz nie zrezygnował z zasad wyższych, właściwych Absolutowi. On został świętym, a do mnie może ktoś się uśmiechnie po tamtej stronie. Śmiejcie się, ale tak trzeba, jeśli Polska ma przetrwać, to musi być dla nas ważniejsza od posłów i ministrów.

Na koniec, ostatnia uwaga. „Koleżeństwo”, część prawicy uważa mnie za zdrajcę. I ma rację. Ja i mnie podobni jesteśmy zdrajcami. Zdradziliśmy Ruskich i PZPR, zdradziliśmy Sowietów i zaczęliśmy pracować dla nowej Polski, lepiej niż dla PRL. Przynajmniej ja tak zrobiłem i za to zostałem ukarany. Również dlatego, nie chcę się odwoływać, a swoją „obronę” przeprowadzam publicznie.

„I to by było na tyle.”