Nie napisałabym tego. Ale wypowiedź Jana Englerta dodał mi odwagi. Pomyslałam, że babcie, babszytle, babochony czy inne damskie starocie mogą już powiedzieć, co myslą i nie oglądać się na to, co inni pomyslą. Czy przemilczą, skarcą, zgorszą się, obrażą. A niech tam… W końcu mogę już mówić i pisać, co mi się żywnie podoba.

Tym razem wyraże zdumienie.
Odkąd tylko sięgam nie własną pamięcią, ale pamięcią historyków to w Rosji mało który władca schodził z tej ziemi z powodu choroby. Raczej mu te śmierć „prokurowano” – w najrozmaitszy sposób. I trzeba przyznac, ze te sposoby były przebogate. Rosjanie mieli mordercza fantazje. Taka Caryca Katarzyna, która zginęła na własnym sedesie. Z kaprysu swojego syna…

Ginęłi tez, w bardzo urozmaicony sposób, wrogowie władców Rosji. Dopadano ich na całym swiecie, aby nastepcy wiedzieli, ze nawet na Marsie sie nie ukryja. Straszne to były morderstwa. Agata Christie, a nawet nowoczesni autorzy kryminałów nie maja nawet krzyt tej pomyslowosci, jaka wykazywali sie carowie czy ich nastepcy – komunistyczni panowie Kremla.

Ze swego dzieciństwa pamietam, jak przywódcy NRD (zapomniałam nazwiska) Czech (Gotwald) oraz Polski (Bierut) jechali do Moskwy i wracali w trumnach, bo podobno nie przezyli jakiegoś ówczesnego kowidu , ktory atakował niewygodnych dla zmian na Kremlu wodzów z socjalistycznych „bloków”.
Zginął Lenin. Zginął Stalin. Lista jest dłuuuga.

Zmienilo sie coś? Nic a nic.

Nasz Prezydent Lech Kaczyński wystapił w Gruzji i pomachał siekiereczka w strone Kremla , no i bardzo szybko samolot, którym leciał rozbil sie w proch i pyl o stara i cienka brzozę. (podaje wersje oficjalna i lubiana przez Dominike Wielowiejska).

I nagle: stop! Jest wojna. Dość dziwna, bo do ogarnietego wojna kraju przyjezdzaja przywódcy rozmaitych organizacji i krajów, spaceruja po stolicy, wracaja szczęśliwie do siebie. Nikt sie jakos rakiet ruskich nie boi, a Rosjanie nawet nie probuja zaatakować; pociagu, samolotu, samochodów z tymi wrogimi przeciez dla nich osobami. Mnie to dziwi. Bo moze sprzet maja stary, ale przedtem nie mieli bardziej nowoczesnego, a potrafili zrobic krzywde, gdy wyrzadzic ja chcieli.

Wołodimir Załeński porusza się swobodnie. Jeżdzi po swiecie. Przessiada sie z jednego samochodu do drugiego, z jednego pociagu do innego, z jednego samolotu do nowego itd. I co? Rosja jakos tego nie widzi. Nie chce? Nie jest w stanie niczego zrobic Załeńskiemu? Ma jakis szatański interes w tym, aby jezdzil po swiecie w swoim zielonym dresie i pokrzykiwał na moznych i wielkich tego swiata, kompromitując ich glupote, nieudolnośc w rzadzeniu, a pomaganiu Ukrainie nade wszystko.

Was to nic a nic nie dziwi? Zeleński ma najlepsza ochrone na swiecie? Jakiej jeszcze nikt nigdy nie miał? Jest chroniony przez siły nie tyle nadprzyrodzone, co całkiem przyrodzone, ale nieujawniane? Gdzie sa te siły?

Zelenski lubi podkreslac, ze jest Zydem. Broni go Izrael, w ktorym Kneset jest przecież rosyjskojezyczny, a oligarchowie są Rosjanami? Bronia go powiazania z oligarchia swiatowa, takze rosyjskojezyczną, i wcale nie dotknieta zadnymi represjami czy ograniczeniami, bo najbogatszych i „trzymajacych kasę” lub „trzymajacych w kasie” przywódców świata się represjami nie tyka?

Ktos to starej babie wyjaśni? Jesli dla kogos to jest calkiem jasne.

Autor: Jolanta Makowska
Absolwentka socjologii UW, doktorantka Instytutu Pedagogiki, dziennikarka i publicystka m.in. Twojego Dziecka, „Przegladu Katolickiego”, „Przegladu Tygodniowego”, „Listu do pani”, redaktorka „Wiadomości o Senacie”, autorka książek dla dzieci, ksiażek wspomnieniowych, varsawianów oraz wielu powieści obyczajowych.