– Jeśli nie zostanie podniesiona kwota wolna od podatku, jeśli nie zostanie przeprowadzona reforma sądownictwa i podejścia państwa do obywatela, a w szczególności przerzucenia ciężaru wychowania dzieci i polityki finansowania, tego podstawowego elementu polityki społecznej, to dojdzie do przekroczenia masy krytycznej. Obecna władza o tym doskonale wie. Nigdy nie jest tak, że ktoś nam coś daje, bo spełnia obietnice wyborcze lub uznaje, że to jest korzystne. Zawsze władza dzieli się z obywatelem tylko w sytuacji zagrożenia – dla portalu Pressmania.pl mówi były policjant Kamil Całek. – Wyjechałem ze Strasburga bogatszy o nowe doświadczenia. Wnioski są jednoznaczne: nie wolno przejść obojętnie wobec polityki. Tych ludzi trzeba jak najszybciej odsunąć od władzy. Niech ich miejsce zajmą młodzi. Jeśli tak się nie stanie, nie będzie możliwości zmiany polskiej rzeczywistości – Kamil Całek wyjaśnia Małgorzacie Kupiszewskiej.

 

 „Nie ma zgody dla antypolonizmu, nie ma zgody na niszczenie Polski i Polaków obcą obyczajowością, która niszczy człowieka. Nie ma zgody na opluwanie Rzeczypospolitej Polskiej i wprowadzanie swoich rządów rodem z dziczy. Czekamy na was w Warszawie. Czas zrobić porządek” – filmik z takimi słowami upowszechnił Pan na swoim profilu. Nie boi się Pan walczyć z polityczną poprawnością?

– Cały problem jest wielowątkowy i bardzo szeroki. Film jest autorstwa Eugeniusza Sendeckiego, który osobiście wygłasza przemówienie. Wszystkie podjęte argumenty są szczere i prawdziwe. Dotyczą problemów realnych i odczuwalnych przez większość Polaków. Szczególnie wiedzą o tym Polacy nienależący do grupy uprzywilejowanych ze względu na pochodzenie rodziców. Ludzie ci mają zapewnione kluczowe stanowiska w państwie, co było wynikiem porozumień między innymi przy okrągłym stole i nie muszą przejmować się problemami dnia codziennego. Sednem sprawy jest polityka elit rządzących od 1989 r. O ile w procesie transformacji dokonywano zwykłej grabieży polskiego majątku narodowego i na tym się koncentrowano, o tyle teraz usiłuje się zniszczyć strukturę społeczną państwa. Dzieje się tak dlatego, że nie ma już rodzimych zakładów o wielkim znaczeniu gospodarczym, a co za tym idzie, nie można ich sprzedać. W takiej sytuacji – pieniędzy i finansowania – szuka się wśród wielkich koncernów i grup finansowych. Największe profity można osiągnąć wykonując pracę dla międzynarodowych instytucji finansowych.

Zatem zgoda na przyjmowanie uchodźców to zaplanowany, intratny interes?

– Tak. Dziś rzeczywiście takim intratnym zajęciem jest organizacja przyjęcia imigrantów. Sprawa z imigrantami to oczywiste działanie, które ma doprowadzić do chaosu, koncentracji uwagi na zamieszkach i walce wewnętrznej pomiędzy grupami społecznymi. Nikt w Polsce nie ma złudzeń, że jeśli Polacy muszą emigrować za chlebem do Wielkiej Brytanii, a w miejsce tych wykształconych w Polsce ludzi, przywozi się innych, obcych kulturowo i cywilizacyjnie i te osoby, imigranci, otrzymają pieniądze, mieszkania i będą jeździć do lekarza taksówkami, jak ma to miejsce np. w Republice Federalnej Niemiec, to dojdzie do podobnego konfliktu, jak miało to miejsce na Wołyniu w 1943 roku. Polacy zesłani na Syberię, do Kazachstanu i innych republik byłego ZSRR za patriotyzm, walkę o niepodległą Polskę, dziś nie mogą uwierzyć w podłość państwa polskiego. Przez lata zostali pozostawieni sami sobie i kolejnych ekip nie obchodził ich los. Za repatriantów nikt z zachodu nie zapłaci. To podłe i na to zgody Polaków nie ma i nie będzie. W tym samym momencie dzieje się coś bardzo ważnego, o czym dziś, my zwykli obywatele Europy, jeszcze nie wiemy. Wiedzą to siły, które takie sytuacje kreują. Ludzie, którzy są odpowiedzialni za operację specjalną, nazwijmy ją np. „Imigrant 2015/16”, mają cel do zrealizowania – cała ta sytuacja jest tylko zasłoną dymną dla wyprowadzenia ogromnego kapitału finansowego. Może być to zaczyn nowego konfliktu zbrojnego na świecie. Takim działaniem, osłabia się poczucie bezpieczeństwa w poszczególnych krajach i doprowadza się do eskalacji napięcia pomiędzy grupami narodowościowymi. Pamiętajmy jednak, że każdy przejaw przemocy dowodzi moralnej niższości. W obliczu zagrożenia przemocą musimy jednak być przygotowani, aby na tę przemoc odpowiedzieć i zrobimy to – w obronie wolności, jaką jest nam dane posiadać.

Polacy nie poddadzą się przemocy i manipulacji medialnej, z jaką mamy do czynienia na zachodzie Europy?

– W Polsce pojawił się nieoczekiwany problem w realizacji planu wywołania konfliktu w Europie. Ogromna większość Polaków, o czym świadczą nawet badania organizowane przez firmy zagraniczne przychylne wielkim instytucjom finansowym, stanowczo sprzeciwia się sprowadzaniu do Polski imigrantów muzułmańskich z obcego kręgu kulturowego, którzy nie chcą się asymilować, nie chcą pracować i żyć według naszych standardów pojmowania szacunku dla drugiego człowieka. Polacy mają świadomość, że ci pseudo-imigranci, mężczyźni w najlepszym wieku produkcyjnym, to zwykli bandyci i przestępcy. Ludzie ci pochodzą z Pakistanu, Afganistanu i Iraku, z krajów, gdzie nie ma prowadzonych działań wojennych w powszechnym rozumieniu tego pojęcia. Polacy są w tej kwestii zdeterminowani i gotowi bronić wartości i tradycji tak jak miało to miejsce wielokrotnie w historii naszego kraju. Powoli do świadomości ludzi dociera to, że jesteśmy w stanie wojny z obcą, agresywną i bardzo brutalną cywilizacją. Widać wiele podobieństw pomiędzy nazizmem w Niemczech a działaniem imigrantów. Każdy świadomy i rozsądny człowiek znajdzie wiele podobieństw. Czas poprawności politycznej skończył się w momencie, kiedy dokonano ponad tysiąc ataków o charakterze seksualnym, w tym kilkaset gwałtów, na kobiety w Kolonii. Zapewne w tym mieście było ich o wiele więcej, można przypuszczać, że w innych miastach i innych państwach także, ale ofiary boją się ostracyzmu społecznego. Władze zaś tuszują ogrom przestępstw ze względu na potencjalne pogromy ludności muzułmańskiej. Skala zjawiska jest ogromna.

Jaka będzie reakcja Polaków?

– Nie pozwolimy na to, żeby stało się podobnie w naszym kraju. Poprzez stwierdzenie, że „czas zrobić z tym porządek”, miałem na myśli obronę polskich wartości i jasny przekaz dla tych osób, które do Polski przyjadą,. Nie będzie żadnej tolerancji dla ich prowokacji, przestępstw i próby skrzywdzenia chociażby jednej polskiej kobiety czy dziecka. W tej kwestii zgodna jest cała Polska. Szczególnie zdeterminowana jest ta część Polaków, w liczbie przynajmniej kilkunastu tysięcy osób, którzy co tydzień idą na miejski stadion w każdym polskim mieście.  Oni mają świadomość, że ta zorganizowana akcja, mająca na celu zniszczenie Europy, w Polsce się absolutnie nie uda. Zawodowi imigranci, przeszkoleni w prowokacji i przeświadczeni o swojej bezkarności ze względu na niewydolność służb państwowych, doskonale o tym wiedzą, i dlatego nie chcą przyjeżdżać do Polski. Naszym zadaniem, Polaków i patriotów, jest przypominanie, w każdej możliwej formie i miejscu:

„Monitorujemy was. Uważajcie! Nie jesteście u siebie. Ten kraj jest nasz i my tutaj stawiamy warunki”.

Zachodnia Europa podała się dyktatowi politycznej poprawności – widać to choćby w mediach niemieckich po wydarzeniach sylwestrowych w Kolonii, telewizja hiszpańska w ogóle nie podjęła tego tematu. Polacy staną się przedmurzem chrześcijaństwa?

– Polacy najwyraźniej dokonali samookreślenia swojej własnej tożsamości. Nie są ani częścią wschodniej części kontynentu ani zachodniej. Polacy są Polakami i nic tego nie zmieni. Zbudowaliśmy państwo na pograniczu kultur i religii. Polska nie stanie się przedmurzem chrześcijaństwa ze względu na to, że ona jest pomnikiem chrześcijaństwa. Przedmurzem oznaczałoby, że dalej na zachód znajduje się cywilizacja chrześcijańska, która zaczyna się w Polsce, a to nieprawda. Polska jest jedynym i ostatnim bastionem kultury europejskiej i chrześcijańskiej. Islam oraz ludność arabska stanowi większość we wszystkich najważniejszych państwach Europy Zachodniej. To są fakty. Wydarzenia w Kolonii to tylko przeciek informacji z wydarzeń, które dokonały się wielokrotnie w każdym dużym mieście, w poszczególnych państwach Unii Europejskiej. Zjawisko pokazania prawdziwej twarzy i zamiarów tych ludzi doprowadzi wkrótce do ogromnego chaosu i napięć pomiędzy grupami społecznymi. Już dziś w większości tych państw dochodzi do manifestacji i starć z policją oraz ulicznych walk z udziałem imigrantów i rodowitych mieszkańców, o czym media milczą. Na szczęście jest drugi obieg informacji, dzięki internetowi.  Zablokowanie tego medium nie powiodło się. Na wszelki wypadek kraje uchodzące za” niedemokratyczne”, jak np. Rosja czy Chiny, pracują już nad stworzeniem niezależnej sieci internetowej. Obieg informacji pozostanie dostępny dla zwykłego człowieka. Polskie społeczeństwo jest o wiele bardziej wyedukowane i wykształcone niż ma to miejsce w krajach UE.  Fakt ten stanowi ogromny problem dla osób chcących destabilizować sytuację w Polsce i doprowadzić do destrukcji społecznej poprzez działanie, jakim jest sprowadzenie imigrantów. Polacy nie pozwolą na to ze względu na ogromną ofiarę złożoną na ołtarzu II Wojny Światowej. Pamięć o polskich Bohaterach, którzy oddali życie za wolną Polskę, będzie czynnikiem decydującym i determinującym do walki z tą podłą próbą wyniszczenia struktury społecznej państwa polskiego. To nie jest ekstremizm czy nacjonalizm. To walka o prawa wynikające z Konstytucji RP, Europejskiej Karty Praw Podstawowych, zbioru fundamentalnych praw człowieka i obowiązków obywatelskich, to wreszcie walka o godność i podmiotowość kobiet. Dlatego jestem pewien, że całe polskie społeczeństwo stanie zdecydowane w walce o te wartości.

 Co Pan robił w Strasburgu? Towarzyszył pani Premier Beacie Szydło, gdy jako przywódca rządu Rzeczypospolitej Polskiej zdecydowała się wytłumaczyć działania zgodne z mandatem danym przez wyborców? 

 – Pojechałem do Strasburga przedstawić stanowisko młodej generacji Polaków. Na spotkaniu z panią Premier Beatą Szydło oraz Europarlamentarzystami byłem biernym słuchaczem. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, zamiast wspólnie rozmawiać o stanowisku, które jest najbardziej korzystne z punktu widzenia polskiego interesu narodowego, doszło do nieprawdopodobnej sytuacji. Wyproszono wszystkich dziennikarzy ze względu na zamknięty charakter spotkania. Pomijając uprzedzenia partyjne i poglądy polityczne, grupa posłów PO zaatakowała panią Premier oraz członków Rządu RP. Nie był to jednak atak merytoryczny, poglądowy, ale były to wycieczki ad personam i te ataki całkowicie nie miały odzwierciedlenia w sytuacji. Przyglądałem się temu z ogromnym zażenowaniem. Oto ludzie, którzy mieli, bądź mają, realny wpływ na rządzenie Polską tacy jak: Jerzy Buzek, Dariusz Rosati, Tadeusz Zwiefka, Julia Pitera, Janusz Zemke czy Michał Boni zachowywali się jak dzieci w piaskownicy, wzajemnie przekrzykując się i używając – nazwijmy to „niezwykle trafnych argumentów”. Posłanka J. Pitera do posłanki PiS zwróciła się z niezwykle istotnym problemem kontestując: „a wyście mieli mniej głosów w wyborach od nas”. Wobec takiego zachowania postanowiłem przerwać milczenie.  Wyrwałem mikrofon z rąk jednego z obecnych ministrów i wyraziłem opinię na temat tego, co młode pokolenie myśli. Powiedziałem tym bankrutom politycznym i dyletantom, że w dniu dzisiejszym reprezentują na forum międzynarodowym Rzeczpospolitą Polską, a ich decyzje i odpowiedzialność za ich działania będą ciężarem, które dźwigać będzie pokolenie mojej generacji. W tym momencie zapanował kompletny chaos. Wszyscy, którzy rozpoznali we mnie organizatora protestów przeciwko Bronisławowi Komorowskiemu i tego, który schował meble Ewie Kopacz w urzędzie Wojewódzkim we Wrocławiu, bezpardonowo mnie zaatakowali. Największym agresorem okazał się być Michał Boni. Wykrzykiwał: „kim pan jest?!”. To przykre, kiedy mając szczere intencje, otrzymuje się w zamian dawkę inwektyw od pseudomoralizatora, człowieka Służby Bezpieczeństwa PRL, którego Wydz. III-2 SUSW zarejestrował jako TW „Znak” (nr rejestr. 54946).  Jeżeli tacy ludzie mają reprezentować wolną i niepodległą Polskę, to jest to po prostu nieporozumienie. Takim obrotem sprawy zaskoczona była nawet pani Premier. Po minie wywnioskowałem, że nie mogła powstrzymać uśmiechu zaskoczenia i ukrywanej sympatii dla moich słów. Z tymi ludźmi nie jest możliwe budowanie państwa nowoczesnego, opartego na nowych technologiach i rozwiązaniach, jak również nie jest możliwy rozwój ekonomiczny i gospodarczy. To bardzo smutny obraz polskiej rzeczywistości. Wyjechałem ze Strasburga bogatszy o nowe doświadczenia. Wnioski są jednoznaczne: nie wolno przejść obojętnie wobec polityki. Ludzi służących tamtemu systemowi trzeba jak najszybciej odsunąć od władzy. Niech ich miejsce zajmą młodzi. Jeśli tak się nie stanie, nie będzie możliwości zmiany polskiej rzeczywistości.

Ocenił Pan rok 2015 jako„ rok walki z władzą. Wynik = 1% odwilży 99% bez zmian, pomimo ogromnej determinacji ludzi” – w pierwszych dniach lutego też Pan tak to widzi?

– Po mojej wizycie w Strasburgu i poznaniem „elit III RP” (na spotkaniu nie było tylko panów: D.Tuska i A.Dudy) muszę zweryfikować tę skalę.  0,5% odwilży i 99% bez zmian. W myśl zasady, że im więcej się zmienia, tym więcej pozostaje takie samo – trudno o optymizm. Zrobiłem wszystko, jako Polak i obywatel, aby zmienić podstawy funkcjonowania państwa. Można mnie za to krytykować, że w takim czy innym momencie zrobiłem źle lub że można było zrobić coś inaczej, ale w trudnych sytuacjach nie ma miejsca na kalkulacje. Trzeba działać a to niesie za sobą ogrom błędów, porażek i chwil zwątpienia. Oddałem 10 lat do emerytury, mając 28 lat, w imię protestu przeciwko łamaniu Konstytucji RP. Zostałem narażony na ostracyzm medialny i polityczny, gdyż uderzało to bezpośrednio w układ rządzący. Poniosłem największe straty, bo wyzbyłem się prywatności i byłem narażony na konsekwencje dyscyplinarne i postępowania administracyjne. To nie jest łatwe. W Polsce, mimo wszystko trzeba to przyznać, po zmianie władzy dokonano pewnych działań względem odciążenia społeczeństwa, które już dalej, w takim stanie rzeczy i pod takim obciążeniem fiskalno-prawnym, nie jest w stanie funkcjonować. Ale jeśli nie zostanie podniesiona kwota wolna od podatku, jeśli nie zostanie przeprowadzona reforma sądownictwa i podejścia państwa do obywatela, a w szczególności przerzucenia ciężaru wychowania dzieci i polityki finansowania, tego podstawowego elementu polityki społecznej, to dojdzie do przekroczenia masy krytycznej. Obecna władza o tym doskonale wie. Nigdy nie jest tak, że ktoś nam coś daje, bo spełnia obietnice wyborcze lub uznaje, że to jest korzystne. Zawsze władza dzieli się z obywatelem tylko w sytuacji zagrożenia.

Twierdzi Pan, że „Policja nie wypełnia roli, do jakiej została powołana, nie zapewnia ochrony życia i zdrowia obywateli, nie służy obywatelom”. Czy jest szansa, że chociaż Pana tam nie ma, sytuacja się zmieni?

– Szansa na zmiany jest zawsze. Wszystkie trudne kwestie, które poruszyłem, zależą od podejścia władz. Ludzie, którzy są funkcjonariuszami policji, są zmuszani do kreowania statystyk. Proszę mi uwierzyć, żaden policjant nigdy nie wymuszałby na sobie nałożenia wątpliwego mandatu karnego, gdyby nie miał polecenia od swojego przełożonego. Większość funkcjonariuszy wydziału prewencji czy Ruchu Drogowego ograniczyłaby swoją działalność do patrolowania rejonów i zwalczania przestępczości a nie wyłudzania pieniędzy do budżetu państwa, jak ma to miejsce dziś. Ludzie ci mieliby ogromny szacunek społeczny, gdyby odstąpiono od fiskalnego prześladowania społeczeństwa. To byliby bohaterowie i funkcjonariusze, na których zawsze można byłoby liczyć i których każdy normalny, uczciwy człowiek, naprawdę by lubił. Dochody do budżetu państwa, które wpływają z wystawienia mandatów karnych, są ogromnym źródłem finansowania państwa. Uważam, że to niezgodne z etyką i z Konstytucją RP. Moja czara goryczy przelała się, kiedy otrzymałem polecenie wystawienie mandatu karnego kobiecie, bohaterce walczącej w Powstaniu Warszawskim. Przed karą musiałem uciekać na zwolnienie lekarskie. To chory system. Na ten temat można by było książkę napisać, opisując nieprawidłowości i patologie. Bardzo żałuję wielu porządnych ludzi, którzy pracują w policji, często są napiętnowani społecznie – zupełnie niesprawiedliwie.

Walczy Pan także z przykładem demoralizacji i patologii zarządzanym przez J. Skuchę PZLA. Nowy Minister Sportu da radę odbudować prawdziwy kształt współzawodnictwa sportowego? Wierzy Pan, że mamy szanse i w tym powrócić do normalności?

– Nowy minister był czynnym sportowcem. Ma to ogromne znaczenie, jeżeli chodzi o zrozumienie realnych potrzeb sportowców. Pan Prezes Jerzy Skucha uprawiał sport w latach 70.  Nie ma żadnej wiedzy na temat potrzeb zawodników kadry narodowej. Na tym polega problem nie tylko PZLA, ale wielu związków sportowych w Polsce. Swego czasu prezes Polskiego Związku Szermierczego piastował funkcję blisko 30 lat! W PZLA sytuacja jest o tyle dramatyczna, że wielu sportowców wytoczyło związkowi procesy w sądzie i jest pewne, że te procesy wygrają. Za głupotę i niekompetencję władz zapłacimy my wszyscy. Rachunek prezesa nie zostanie obciążony. Władze, które zniszczyły kariery wielu znakomitym zawodnikom kadry narodowej i talentom sportowym, są bezkarne. Przykładem dramatu sytuacji jest olimpijczyk z Londynu Rafał Sikora, reprezentant Polski w chodzie sportowym, który wśród zawodników do 23 lat miał najlepszy wynik na świecie. W wyniku tego sukcesu, oraz oczywiście wielu innych, pomimo spełnienia wszystkich kwalifikacji olimpijskich i warunków PZLA, nie pojechał na Igrzyska Olimpijskie do Pekinu, został pozbawiony finansowania i utracił wszystkich sponsorów. To kuriozalna sytuacja. Do tego człowieka zgłosiły się federacje innych państw, oferując mu duże pieniądze za zmianę barw narodowych. Rafał Sikora, pomimo braku środków finansowych, odmówił ze względów patriotycznych. Wraz z grupą przyjaciół zrzuciliśmy się dla Rafała na zgrupowanie we Włoszech, aby mógł przygotować się do IO w Rio de Janeiro, ponieważ związek nadal nie finansuje tego sportowca. Pieniądze na szkolenia zawodników klasy światowej nie trafiają do ludzi spoza układu. To powszechna opinia. Czas to zmienić.

Innym przykładem są oszczepnicy trenera Michała Krukowskiego wyrzuconego z kadry narodowej. Wszyscy ci ludzie, dzięki determinacji swojej i przyjaciół oraz naszej prywatnej pomocy, będą mogli reprezentować Polskę na Igrzyskach Olimpijskich i na zawodach klasy światowej. Jeżeli nie ma innego sposobu na walkę z układami w związkach sportowych, to my sami musimy wziąć sprawy w swoje ręce. Tylko gdzie są pieniądze z dotacji państwa? Kto z nich korzysta?

 Pana obecność wszędzie – nawet na spotkaniu u Prezydenta RP dr Andrzeja Dudy ze Związkiem Podhalan w stroju góralskim – nie zakrawa na lans? Miał Pan prawo przyjść tak ubrany?

– Wiele osób mnie krytykuje. To wspaniała wiadomość. Z tego wynika, że jestem na tyle ważną osobą w życiu tych ludzi, że uznali za istotne, aby poświęcić czas na skomentowanie tego czy innego wydarzenia z moim udziałem. Zawsze wszyscy mnie krytykowali, nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. Jestem wrocławianinem, wychowałem się w Karkonoszach i Sudetach. Jestem dolnośląskim góralem. Zaprosili mnie ludzie, którzy mnie znają i szanują. Widocznie zasłużyłem na takie uznanie. Staram się być w wielu miejscach, gdzie dzieją się wydarzenia istotne. Dzięki temu mogę przedstawić bardzo ważnym osobom sprawy tych osób, często poszkodowanych, które się do mnie zgłaszają. Nie ma innej drogi. Mam skryty talent uczestnictwa w zamkniętych imprezach i uroczystościach, na które czasami nie jestem zaproszony. Bezczelność, pewność siebie i przebiegłość pozwala mi dotrzeć do najważniejszych osób w państwie. Jeśli ceną za rozwiązanie sprawy życia lub śmierci człowieka będzie krytyka, ośmieszanie i deprecjacja mojej osoby, to warto taką cenę zapłacić. Nie boję się opinii ludzi i represji aparatu państwa. To wszystko jest walką o prawdę. Warto kierować się w życiu słowami błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki: „Prawda zawsze ludzi jednoczy i zespala. Wielkość prawdy przeraża i demaskuje kłamstwa ludzi małych, zalęknionych. Biada władcom, którzy chcą pozyskać obywatela za cenę zastraszania i lęku. Jeśli władza rządzi zastraszonymi obywatelami, obniża swój autorytet”. Jeśli obecna władza tego nie zrozumie, przegra wszystko – tak jak poprzednia.

Dziękuję za rozmowę.