Wczoraj rozmawiałam z księdzem i powiedział mi bardzo mądre słowa: „dobrzy ludzie nie krzywdzą, nie oczerniają, przeciwnie – nadstawiają drugi policzek”. W uszach dźwięczą mi także słowa mojej babci cytującej Juliana Ejsmonda: „Kto cię kamieniem, to ty w niego chlebem. On to przypłaci piekłem, ty – w nagrodę – niebem”. Jakże prawdziwe są oba stwierdzenia.

Dlatego postanowiłam, że zawierzę wszystko Bogu, osobę (bądź osoby), która od kilku dni z taką determinacją i zaciętością hejtuje mój profil, komentarze, posty… Z drugiej strony uczuję ogromny szacunek dla jej wytrwałości i skrupulatności. Chyba naprawdę nie ma co robić z własnym życiem, albo tak mnie „uwielbia”, że godzinami przesiaduje przy komputerze i śledzi moją aktywność. W sumie chyba powinnam się zaczerwienić, albowiem komuś najwyraźniej tak bardzo na mnie zależy.

Na myśl przychodzą mi także inne powody. Może ta osoba po prostu potrzebuje miłości, zainteresowania, czułości… może brakuje jej docenienia, ma niską samoocenę, bądź mając nudne i nieciekawe życie, woli zajmować się cudzym.

Zastanawiam mnie jednak fakt, czy ten ktoś nie zauważył, że im większą nagonkę na mnie robi, tym bardziej jest przez moich przyjaciół potępiony? Gdzie tu sens gdzie logika.

Zatem apeluję to tego „legionu”, że odpuszczam, „róbta co chceta” (Jurek Owsiak). Mam inne zmartwienia niż zabawa z tym „kimś” – bliżej nieokreślonym.

Napisałam „legion” w nawiązaniu do Ewangelii Św. Marka (Mk 5,9), ponieważ owa osoba wystosowała taki oto komentarz pod jednym z moich postów na stronie „Droga do Emaus”, cytuję: „Durna grafomanko, wszystkich profili nie zablokujesz!!!”. Pozostawiam to bez komentarza. Jak wielokrotnie wspominałam, zawierzam ten „legion” Bogu, otaczam modlitwą, może się opamięta.

Nawiasem pisząc, skoro jestem grafomanką, to niech nie czyta moich wierszy i nie komentuje. A może w komentarzu, niech napisze swój sławetny pean/wiersz… Wówczas pokaże jak powinno się pisać.

Poza tym, nie wiem czy „legion” zdaje sobie sprawę z tego, a jeśli nie to go uświadamiam, że im bardziej próbując mi zaszkodzić, tym bardziej ludzie mnie wspierają, zatem odnosi przeciwny efekt do zamierzonego. Im bardziej stara się mnie skrzywdzić, tym bardziej krzywdzi samego siebie, a przy okazji oddaje mi ogromną przysługę… cóż może ograniczenie myślowe „legionu” nie styka.

Pozostaje mi tylko życzyć owemu „legionowi” zdrowia, cierpliwości i wytrwałości w swojej „ograniczoności”. To już nie moja bajka.

Jedyne co mogę zrobić to przeprosić. Jeśli „legion” w jakiś sposób skrzywdziłam, obraziłam, bądź stałam się powodem jego zawiści, gniewu, łez… PRZEPRASZAM i proszę o WYBACZENIE. Nie było to moim zamierzeniem. Jeśli tak się stało, to nieświadomie, bez premedytacji.

Pragnę na koniec powiedzieć/napisać, że mam oddanych i wspaniałych przyjaciół, i to im wolę poświęcić swój ceny czas, jaki mi jeszcze pozostał.

Reasumując, „legionowi” życzę zdrowia, a Was kochani przyjaciele proszę o małą przysługę. Nie dla mnie, ale dla naszej zabłąkanej owieczki. Jeśli ktoś ma życzenie, to poproszę tylko o serduszka w komentarzu pod tym postem, aby przekazać pozytywną energię „legionowi”. Niech mimo wszystko poczuje siłę miłości, która jest nieograniczona.

Jak to wspaniale ujęliście: w grupie jest siła i moc. Może w ten sposób zło zwalczymy miłością i dobrocią naszych serc, której najwyraźniej bardzo brakuje „legionowi”.

Pozdrawiam i życzę zdrowia
Błogosławionej niedzieli dla wszystkich!
Wasza Kasia

zdj. Pixabay.com

Strona autorska: Droga do Emaus