Nie wszyscy Ukraińcy są tacy sami. Tak samo jak nie wszyscy Polacy, Niemcy czy przedstawiciele jakiegokolwiek innego narodu są tacy sami.

I właśnie dlatego nie chcę odpowiedzialności zbiorowej.

Ale jest też druga strona, o której coraz trudniej milczeć.

Każdy człowiek jest oceniany przez pryzmat własnego zachowania. I choć nie odpowiada za czyny innych, to jego zachowanie może wpływać na to, jak postrzegana jest cała społeczność, z której pochodzi.

Jeden człowiek. Drugi. Trzeci…

Z pojedynczych doświadczeń buduje się zaufanie. Ale z pojedynczych rozczarowań, poczucia lekceważenia, buty czy roszczeniowości również powstaje obraz, którego później nie da się łatwo wymazać.

W 2022 roku otworzyliśmy drzwi. Nie tylko domy, ale przede wszystkim serca. Ludzie uciekający przed wojną przyjeżdżali do Polski z nadzieją, że znajdą tutaj bezpieczeństwo. Dla wielu z nas była to naturalna reakcja człowieka na ludzkie nieszczęście.

To była czysta karta.

Nie wiedzieliśmy jeszcze, co zostanie na niej zapisane.

I przez te lata każdy zapisywał swoją własną część tej historii. Polacy zapisywali swoją, a Ukraińcy swoją historię. Jedni budowali wzajemny szacunek, wdzięczność i dobre relacje. Inni — niestety — zostawiali po sobie doświadczenia, które bolały i pozostawiały pytania.

Ja również mam takie doświadczenia. Spotkałam się z zachowaniami, które odbierałam jako butę, roszczeniowość czy nadużywanie przywileju gościa. Nie twierdzę przez to, że wszyscy są tacy. Twierdzę, że takie doświadczenia są prawdziwe dla tych, którzy ich doświadczyli.

A wczoraj wydarzyło się coś, co dla wielu mieszkańców Jarosławia było szczególnie wstrząsające.

Informacja o tragicznym ataku w opactwie, o człowieku, który miał wtargnąć na teren klasztoru i zaatakować nożem, o osobach rannych i o śmierci księdza, który próbował powstrzymać napastnika — wywołuje szok, ból i niedowierzanie.

W takich chwilach słyszymy: nie przenośmy winy jednego człowieka na cały naród. Nie mówmy o tym co się stało, bo to może wywołać nienawiść…

I tak — to prawda.

Nie wolno karać, potępiać ani podejrzewać człowieka tylko dlatego, że urodził się po drugiej stronie granicy.

Ale chciałabym też, żeby w tym wszystkim znalazło się miejsce na nasze emocje.
Na strach. Na złość. Na rozczarowanie. Na pytanie: co się stało z tą dobrą wolą, z którą otwieraliśmy drzwi?

Bo można jednocześnie powiedzieć dwie rzeczy:

Nie odpowiadają wszyscy za czyn jednego człowieka.

I:

zachowanie każdego człowieka ma znaczenie dla tego, jak jego społeczność jest postrzegana.

To nie jest nienawiść. To jest odpowiedzialność.

Każdy z nas zapisuje swoją kartę.

Polak — swoją.
Ukrainiec — swoją.
Niemiec — swoją.
Każdy człowiek — swoją.

I być może nigdy nie powinniśmy zapominać, że kiedy zapisujemy własną kartę, ktoś inny może kiedyś przeczytać ją jako fragment historii całej naszej wspólnoty.

Dlatego nie chcę nienawiści.

Chcę szacunku.
Chcę odpowiedzialności.
Chcę wzajemności.
I chcę, żeby dobro, które okazaliśmy, nie było traktowane jako słabość.

Bo otwarte serce nie oznacza braku granic. A gościnność nie oznacza rezygnacji z prawa do bezpieczeństwa, szacunku i własnych emocji.

I może właśnie dzisiaj, po tym, co wydarzyło się w Jarosławiu, warto o tym wszystkim spokojnie, ale bardzo uczciwie porozmawiać.

Bez nienawiści.
Bez odpowiedzialności zbiorowej.
Ale też bez udawania, że nic się nie wydarzyło i że nic w nas po tych doświadczeniach nie zostało.

Każdy z nas zapisuje swoją kartę. I każdy powinien mieć świadomość, co na niej zostawia.
#Jarosław #Opactwo #Odpowiedzialność #Szacunek #Zaufanie #TrudneEmocje