• To kogo ty właściwie popierasz?
  • Ty chyba teraz popierasz prawicę? lewicę?
  • Czy popierasz PiS? PO? Kukiz’15? Petru? Korwina? Kościół? KOD? X? (w miejsce X wstaw dowolne nazwisko, instytucję, kraj)

Pytania te pojawiają się zwykle w ferworze dyskusji na jakiś aktualny społecznie lub politycznie temat. Wyjaśniam zatem cierpliwie kolejnym adwersarzom, że nie popieram nikogo, ponieważ:

  1. poparcie dla siły politycznej oznacza zgodę na jej działania, niezależnie od tego, czy są to działania etyczne i sensowne, akceptację zachowań tysięcy jej członków na niższych i wyższych szczeblach władzy; owszem – udzielam takiego jednorazowego poparcia, oddając swój głos w wyborach, ale to nie rozciąga się na całą kadencję, czy – jak w wielu przypadkach – na całe życie;
  2. poparcie dla danego polityka oznacza zaufanie do jego działań i intencji, a co ja tak naprawdę mogę wiedzieć o intencjach polityka? – wszak każdy startuje po władzę z Ojczyzną i dobrem publicznym na ustach, a jego działania stają się widoczne znacznie później; ponadto w polskim systemie wyborczym przed politykiem powiewa sztandar jego partii i to on wyznacza jego miejsce w szeregu; co za tym idzie poparcie dla kandydata jest poparciem dla partii, która…(patrz pkt 1).

Biorąc powyższe pod uwagę, mogę poprzeć wyłącznie konkretne działanie w zaistniałym kontekście. Jeżeli tego nie zrobię i będę wiernie trwać przy raz wybranej sile politycznej to:

  • albo będę przymykać oczy na nieetyczne zachowania, idealizując – bądź co bądź – zwyklych ludzi i stawiając ich na piedestale lub argumentując, że wrogowie są znacznie gorsi i tkwiąc w tym status quo;
  • albo prędzej czy później rozczaruję się i poczuję zdradzona.

Otaczająca nas rzeczywistość jest szalenie skomplikowana, a nasze w niej funkcjonowanie wymaga podejmowania ogromnej ilości decyzji: od najprostszych (z czym zjeść kanapkę?), poprzez większe (jaki kupić samochód), po ogromne (z kim wejść w koalicję?). Te ostatnie dotyczą co prawda tylko niektórych osób, mających wpływ na losy kraju czy świata, ale każdy z nas ma jakieś sympatie i antypatie wśród „wielkich tego świata” i to na nich oddaje głos, wierząc – jak się wkrótce potem zwykle okazuje, bezpodstawnie – że ci, których (rzekomo) wybrał, dokonają za niego najlepszych możliwych wyborów..

Konieczność podejmowania ogromnej ilości decyzji, skazałaby nas na zawieszenie, a przynajmniej poważne spowolnienie naszych działań, gdybyśmy zawsze rozważali wszystkie za i przeciw. Nie jesteśmy w stanie poznać otaczajacej rzeczywistości na tyle, żeby zawsze wiedzieć, co jest na pewno dobre, a co złe. Kiedy wchodzimy w relacje z innymi ludźmi, świat komplikuje się tak bardzo, że rozum nie wystarcza. Musimy oprzeć się wówczas na intuicji oraz pewnych schematach myślowych. Niestety – dotyczy to także polityki.

W obszarze polskich dyskusji politycznych można zaobserowoać takie dialogi (zwracam uwagę na odpowiedzi adwersarzy)

  • To straszne, PiS poobsadzał wszystkie ważne stanowiska w urzędach.
  • A jak PO przez 8 lat kradło, to bylo dobrze?…

czy odwrotnie:

  • Radni X i Y z PO są zamieszani w aferę X.
  • A ten Z z PiSu to patrz jakim samochodem jeździ – złodziej jeden, a jego syn…

albo bardziej wysublimowane:

  • Małgorzata Zwiercan postąpiła niezgodnie z prawem.
  • A Kukiz to mówił, że jest przeciw dyscyplinie partyjnej, a teraz co?…

lub przeciwnie:

  • Paweł Kukiz postąpił nieuczciwie nakazując wyciągnąć karty do głosowania.
  • A Morawiecki zdradził.

Przypominają trochę te z piaskownicy:

  • Jasiek, nie bij Antka!
  • Ale to on zaczął!

Albo:

  • Aśka, masz brudną spódnicę.
  • A ty jesteś głupia!!!

Postrzeganie rzeczywistości (zwłaszcza politycznej) w kategoriach myślenia zero – jedynkowego jest powszechne. Zwalnia z obserwacji, myślenia i wyciągania wniosków dotyczących każdej konkretnej sytuacji, tworzy niebezpieczne uogólnienia i wykorzystywane przez media służy utrwaleniu podziałów w społeczeństwie. Jest na rękę rządzącym. Powyższe dialogi pokazują przede wszystkim postawę: „Kto nie z nami, ten przeciw nam” oraz brak szacunku dla rzeczywistości, który można zawrzeć w słowach: jest, co jest; nie ma, czego nie ma. A więc X ukradł, Y rozmawiał z Z, ten zagłosował tak, a ten tak, ustawa ma takie konsekwencje dla tych, a inne dla tych. To są fakty. Szacunek dla nich, to ich dostrzeganie bez zrzucania winy na innych. Mało kto (jeśli w ogóle) potrafi w polityce zachować cnotę, ale wielu z nas oszukuje się nawet gdy zastaliśmy kogoś in flagranti. Owszem, możemy taka partię, polityka nadal kochać (popierać), ale przecież nie będziemy się upierać, że jest dziewicą. Ani zrzucać winy za jej utraconą cnotę na to, że inni też tak robią.

Wyrażenie: „popierać kogoś” ma dla mnie sens wyłącznie w kontekście: „Popieram pana X w sprawie Y”. Oznacza ono, że znam jego zdanie na ten temat i jest ono dla mnie sensowne. Oznacza również, że w tym momencie nie zajmuję się tym, co pan X sądzi o sprawie S, ponieważ to jest osobny temat.

Wszystkim, którzy chcą się uwolnić od myślenia zero – jedynkowego oraz nauczyć się choć trochę nie ulegać manipulacji polecam film (tym, których doba jest za krótka chociaż pierwsze pół godziny):