Kraków wymyślił sobie tzw. Strefę Czystego Transportu. Wjechać do niej mogą samochody napędzane wodorem, elektryczne, napędzane gazem CNG, rowery etc. Służyć ona ma zmniejszeniu zanieczyszczeń, ale nade wszystko ograniczeniu ruchu na Kazimierzu.

ZAGADKA : Co wymyślą smoczy „myśliciele”, gdy za kilka lat coraz to większa liczba samochodów będzie elektryczna, co de facto spowoduje, że będą mogli to stref wjeżdżać na powrót praktycznie wszyscy ? Może w poniedziałki tylko czerwone samochody, we wtorki jedynie zielone etc. Czego to jeszcze nie wymyślą filozofowie na stołkach, żeby wyłgać się od odpowiedzialności za chybione inwestycje czy wręcz psucie miejskiej infrastruktury.

Po latach funkcjonowania Galerii Krakowskiej w miejscu głównego dworca kolejowego, władze Krakowa przyznały ustami swojej wice-prezydentki, że wybudowanie takiego obiektu w tamtym miejscu było błędem. „Odkrycie na miarę zastosowania Uranu”. Miasto zafundowało sobie galerię, do której, posługując się prawniczym żargonem, co do zasady miało przyjeżdżać jak najwięcej ludzi. A jak wiadomo na zakupy, zwłaszcza duże, ludzie najchętniej jeżdżą samochodami. I nagle, raptem, smoczy myśliciele są zaskoczeni, zdziwieni a może i nawet oburzeni, że to się udało. No cóż, na przykładzie samego Krakowa, ktoś kiedyś zrobi spektakularna karierę naukową w temacie tego „Jak nie zarządzać miastem”.

Myśliciele, na wycofywanie się rakiem z konsekwencji nieumiejętnego podejścia do procesów zachodzących w miastach, mieli jeszcze inne pomysły takie jak np. wprowadzenie opłat za wjazd do centrum. A gdyby tak wszyscy kierowcy powiedzieli „Dobra, zapłacimy”. Ale to wszyscy, jak jeden mąż. Co wtedy? Nagle wszystko byłoby w porząsiu, bo kapustka do kabzy wpadła? Co wtedy misiaki?

Śmiem twierdzić, wspominając ś.p. Andrzeja Leppera, że „Jak nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo o co chodzi„.

Autor: Artur Świątek