Siedź cicho i płać. To nic, że bank gra z tobą nieuczciwie. Ale naprawienie twojej krzywdy oznaczałoby upadek systemu bankowego i krach państwa.

Tak mniej więcej wygląda przekaz medialny, jaki po publikacji raportu NIK w sprawie tzw. kredytów frankowych przetoczył się przez  media.  Jak jest naprawdę mówi mec. Krzysztof J.

– Po opublikowaniu 16 sierpnia raportu NIK dotyczącego tzw. kredytów frankowych sporo osób straciło nadzieję. Przekaz medialny jest bowiem jednoznaczny – ze względu na powiązanie Państwa z systemem bankowym nie można oczekiwać pomocy od rządu. W szczególności zapowiadana przez wtedy jeszcze kandydata na urząd prezydenta Andrzeja Dudę ustawa mająca ulżyć przysłowiowemu Kowalskiemu okazała się tylko pustą obietnicą wyborczą…

– I bardzo dobrze. Przecież jakakolwiek tzw. pomoc państwowa kredytobiorcy oznacza de facto pomoc dla banku!

– ????????????

– Przecież to oczywiste. Kowalski, zostańmy już przy tym nazwisku, choć lepiej może byłoby mówić pan, pani X nie daje rady spłacać kredytu zaciągniętego prawie 10 lat temu. Zgodnie z proponowaną „ustawą pomocową” zamiast Kowalskiego płatnikiem banku będzie Państwo. Oczywiście przez jakiś czas, aż Kowalski stanie z powrotem na nogi. A więc liczy się tylko i wyłącznie „dobrostan” banku, któremu, trzeba to podkreślić, obojętne jest, skąd otrzyma pieniądze. Byleby otrzymał je w takiej wysokości, w jakiej sobie życzy. Nie zdziwiłbym się, gdyby pieniądze na „program pomocowy” ten sam bank pożyczył rządowi.

– Ale to przecież nie jedyne rozwiązanie.

– Zgadza się. Inne mają jednak dość zasadniczą wadę – jako zmierzające do uszczuplenia zysków sektora bankowego spotkają się z oporem bankowców. Takie podejście do tematu zaciera jednak sedno istniejącego problemu.

– A konkretnie?

– Wszelkie próby wprowadzenia pomocy dla Kowalskiego są niczym innym jak ustąpieniem przed co najmniej nieetycznym działaniem sektora. Banki bowiem doskonale zdawały sobie sprawę z tego, co robią. Oczywiście nie na samym dole, nawet nie w zarządach oddziałów.

A mówi się, że bank to instytucja zaufania publicznego.

– (śmiech). Ponoć tak było w poprzedniej formacji, ale ja tamtych czasów zbyt dobrze nie pamiętam. Natomiast wiem, jak jest teraz. Nie tylko ja. 10 września 2004 roku miała miejsce premiera filmu, który dokładnie tłumaczy, dlaczego m.in. banki zachowują się tak, jak widzimy. To „Korporacja” w reżyserii Jennifera Abbota i Marka Abchara. Korporacja, czyli bank również. Jedynym celem, który liczy się dla tego tworu jest zysk. Nie jest zatem istotne, że krzywdzi pracowników, klientów, niszczy środowisko naturalne i rozkłada społeczeństwo. Korporacja cierpi na przerost ego, twierdzi, że jest najlepsza, że jest „numerem jeden”. Obca jest jej empatia, odmawia przyjęcia odpowiedzialności za swoje postępki i nie czuje wyrzutów sumienia. Gdyby korporacja była człowiekiem określilibyśmy ją jednym słowem – psychopata, i to ciężko zaburzony. I tak trzeba patrzeć na tzw. kredyty frankowe a także to, co bankowcy mówią teraz. Celem wprowadzenia kredytów frankowych było osiągnięcie zysków na poziomie o wiele wyższym, niż wynikał z dotychczasowej działalności. Straszenie zaś krachem systemu, co odbić się może na całej gospodarce, to tylko demagogiczna próba utrzymania dotychczasowych dochodów pochodzących z tytułu tego swoistego „zakładu bukmacherskiego”, jak słusznie zauważył przed laty prof. Modzelewski, a co na użytek naiwnych zwie się kredytem indeksowanym bądź denominowanym.

– Czyli uważasz, że brak regulacji państwowych mających przynieść ulgę przysłowiowemu Kowalskiemu uwikłanemu w ten walutowy „zakład bukmacherski” to dobre rozwiązanie? Co wobec tego mają robić ci, którzy płacą i po 10 latach wyrzeczeń widzą, że w najlepszym przypadku winni są bankowi tyle samo, ile kiedyś wzięli?

– Trzeba zacząć od podstaw. Przede wszystkim nie dać się wmanewrować w tzw. myślenie bankowe, czyli zawężenie problemu wyłącznie do prawa bankowego. Co prawda umowa kredytu jest tzw. umową nazwaną i w całości jest uregulowana w prawie bankowym, a nie w Kodeksie cywilnym. Tymczasem przykładowo we Włoszech przepisy o kredycie znajdują się we włoskim kodeksie cywilnym (art. 1842 i n.). Polskie rozwiązanie uzasadnione jest faktem, że jedną ze stron tej czynności jest zawsze bank, tylko on bowiem upoważniony jest do prowadzenia tej działalności. Za podstawę prawną dla umowy kredytu uznać też należy przepisy regulujące szczególne rodzaje kredytu – kredyt konsumencki, hipoteczny. Ustawy bankowe nie są jednak kompletne i dlatego do umowy kredytu znajdują też zastosowanie przepisy ogólne kodeksu cywilnego.

– A konkretnie?

– No a gdzie masz w prawie bankowym definicję np. osoby prawnej? Zdolności do czynności prawnych? Gdzie są formy czynności prawnych? Jak określić moment zawarcia umowy? To znajdziesz właśnie w Kodeksie cywilnym. Ale najważniejsze dla frankowiczów będą art. 5* oraz przepisy o wadach oświadczenia woli.

– Nim jednak do tego przejdziemy chciałbym Ci zadać pytanie nieco z innej beczki. Jak sądzisz, dlaczego w ogóle mamy do czynienia z tzw. kredytem frankowym?

– Dzisiaj przecież widzimy to jak na dłoni. Wystarczy porównać daty wprowadzenia produktu bankowego nazywanego kredytem indeksowanym (denominowany) a wybuchem tzw. kryzysu greckiego, dzięki któremu kurs franka szwajcarskiego poszybował w górę. Trzeba przy tym pamiętać, że analitycy zatrudnieni w bankach kryzys grecki przewidzieli dużo wcześniej, bowiem w centralach tych instytucji dokładnie wiedziano, jaki jest stan zadłużenia Grecji. Udzielając tzw. kredytów frankowych grano jedynie na czas. Kto wie, czy olbrzymia popularność tego produktu w Polsce nie spowodowała opóźnienia w ogłoszeniu zapaści finansowej Grecji? Wszak każdy dzień zwłoki powodował napływ kolejnych setek kredytobiorców czy też, jak coraz częściej się mówi nabitych w butelkę lub wręcz oszukanych.

 

– Skoro takie to jasne to dlaczego banki odpowiadając na reklamacje zasłaniają się właśnie prawem? I to cywilnym na dodatek?

 

– Znasz taką starą reklamę telewizyjną PZU? Duży może więcej. Banki w Polsce przyzwyczajone są do tego, że państwo jako takie obraca się wokół nich. Ich centralna pozycja w Polsce była zresztą dostrzegana już dawno. Np. prawnicy niemieccy, ci młodsi, często na wspólnych spotkaniach kiedy już było luźno mówili o Polsce, że to Inkasso Land bądź też Inkasso und Bankgeschäft Land. Nic dziwnego, bo instytucje finansowe do tej pory traktują wszystkich oponentów z góry. Mały przykład z sali sądowej. Od 2011 roku wyciągi z ksiąg bankowych nie mają mocy dokumentu urzędowego. Mimo to ciągle zdarza się, że radca prawny banku w ten sposób je traktuje. Podobnie jest z wyciągami z ksiąg rozmaitych firm i instytucji windykacyjnych. Co dziwne, często w pierwszej instancji pada wyrok na ich korzyść. Dopiero apelacja oddala roszczenie. To jednak znaczy, że należy walczyć do końca.

– Coś jest na rzeczy. Przecież patrząc na deklaracje majątkowe posłów widać, że najsilniejsza w Parlamencie jest PPB – Polska Partia Bankowa.

Z frankowiczką Lubnauer na czele.

– Wróćmy jednak do podstawowych zasad prawa. Wspomniałeś o art. 5 kodeksu cywilnego.

– Tak, bo jest to często, zbyt często pomijany swego rodzaju klucz do wszystkich czynności cywilnoprawnych, bankowych nie wyłączając. Po prostu art. 5 dotyczy sytuacji, gdy stosunek prawny już istnieje i istniejące uprawnienie wchodzące w skład jego treści jest ważne. W trakcie tego stosunku prawnego zaszły jednak takie nowe okoliczności, które w świetle zasad współżycia społecznego przeciwstawiają się dochodzeniu uprawnienia; stan ten trwa tak długo, jak długo będą trwały te okoliczności. W tzw. kredytach frankowych tym stanem, powodującym sprzeczność z zasadami współżycia społecznego jest nagle wybujały kurs franka szwajcarskiego. Zauważ, że analogiczny wzrost nie dotyczył innych walut. Nie dotyczył paliw, czynszów, ceny metra kwadratowego nieruchomości… Oczywiście wszystko drożeje, ale nie aż tak!

– Twoim zdaniem art. 5 kc powinien wpłynąć na wysokość raty odsetkowej oraz samego kredytu w złotówkach?

– Zwróć uwagę, że art. 5 mówi o sprzeczności z zasadami współżycia społecznego a także o sprzeczności ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem tego prawa. Tymczasem banki oparły konstrukcję tych tzw. kredytów na art. 358 (1) § 2 kc – strony mogą zastrzec w umowie, że wysokość świadczenia pieniężnego zostanie ustalona według innego niż pieniądz miernika wartości. Innego, niż pieniądz polski, a więc np. frank szwajcarski. Równie dobrze mogłaby to być ilość beczek śledzi albo ton węgla. Ratio legis, czyli przyczyna uchwalenia tego przepisu sięga okresu tzw. reformy Balcerowicza. Normalnie świadczenie pieniężne w czasie jego spełnienia ma nieco inną wartość nabywczą niż w chwili powstania zobowiązania. Znacząca zmiana siły nabywczej może jednak prowadzić do pokrzywdzenia jednej ze stron. Klauzula waloryzacyjna ma za zadanie chronić przed pokrzywdzeniem wierzyciela. Tymczasem w tzw. kredytach frankowych pełni rolę czynnika prowadzącego do osiągania przez niego nadmiernych zysków i jednocześnie do pokrzywdzenia dłużnika. Bowiem w trakcie trwania umów nie doszło do istotnej zmiany wartości nabywczej pieniądza.

– Ale art. 5 kc nie może być podstawą samodzielnego powództwa.

– Sąd Najwyższy uznał tak w 2000 roku. Trzeba jednak pamiętać, ze wyrok dotyczył roszczenia odszkodowawczego. Niemniej jakoś nie potrafię wyobrazić sobie powództwa w oparciu tylko o ten jeden przepis.

– Tu jesteśmy zgodni. Ale przyznasz, ze powoli zaczyna robić się coraz mniej ciekawy obraz tych „instytucji zaufania publicznego”, jakimi powinny być banki. Podsumujmy dotychczasowy wywód:

a) widząc na horyzoncie zbliżający się kryzys grecki, który spowodował aprecjację szwajcarskiej waluty, zaczęto oferować produkt, który zamiast stabilnych i w miarę niskich spłat ratalnych w ciągu kilku lat stał się jednym z najbardziej dochodowych w ofercie banków. Świadomie zagrano na zwyżkę kursu;

b) „waloryzacja” na podstawie art. 358 (1) kc kredytów zwanych frankowymi nie powinna mieć miejsca, albowiem nie doszło do znaczącej zmiany siły nabywczej pieniądza.

Coś jeszcze?

– Uważasz, ze to mało? Dodaj do tego rzekomo nie mający znaczenia dla „frankowego” kredytobiorcy raport NIK z 16 sierpnia 2018 r. Jeśli ktoś do tej daty uważał, że „frankowicze” są sami sobie winni, bowiem skusiły ich niższe odsetki, a potem to już nie wina banków, że „niewidzialna ręka rynku” doprowadziła do wzrostu kursu CHF to po lekturze raportu widzi już wyraźnie, że padli oni ofiarą przemyślanego działania.

W kancelarii spotkałem się z wieloma ludźmi, nie tylko z południa Polski, ale i z Wybrzeża, z okolic Kielc, Podlasia. Wszystkich łączy jedno – nie mogli otrzymać kredytu złotówkowego, bowiem zdaniem banków nie stać ich było na raty. Za to mieli zdolność kredytową, by otrzymać kilka razy więcej w umownych frankach. Na dodatek wszyscy słyszeli zapewnienie ze strony doradcy klienta – jeśli kurs franka szwajcarskiego w ciągu całego okresu trwania kredytu wzrośnie o 30% będzie to oznaczało światowy kryzys większy, niż ten z lat dwudziestych XX wieku.

Chyba nie muszę Ci mówić, czym to powinno skutkować.

– Ale to może grozić upadkiem systemu bankowego i krachem finansów Państwa!

– A jakim cudem? Przecież prawie 80% krajowych firm finansuje się sama. Robi oszczędności, czasem „kredytuje” się w ZUS nie płacąc przez jakiś czas składek, bo to jest i tak tańsze, niż najtańszy dostępny dla nich kredyt. Z kolei duże firmy pieniądze otrzymują spoza Polski. Niech przykładem dla nas będzie Islandia – tam raz dwa zrobiono porządek z bankowcami. I jakoś nie słychać, żeby tamtejsi mieszkańcy zamiast pieniędzy musieli używać muszelek czy kości wieloryba. Wiem tylko jedno – utrzymywanie systemu, który zamienił kredytobiorcę we współczesnego niewolnika myślącego jedynie o tym, skąd wziąć pieniądze na następną ratę i ile ona wyniesie jest nieludzkie. I prędzej czy później doprowadzi do buntu.

.

.

30.08 2018

.

.

____________________________________

* art. 5 kodeksu cywilnego: Nie można czynić ze swego prawa użytku, który by był sprzeczny ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem tego prawa lub z zasadami współżycia społecznego. Takie działanie lub zaniechanie uprawnionego nie jest uważane za wykonywanie prawa i nie korzysta z ochrony.