„Czterej pancerni i pies” to zatruty cukierek dla zdziecinniałej widowni. PRL trafiła na śmietnik historii, ale TVP dalej grzała nas ciepłem przyjaźni polsko-radzieckiej. Większość widzów nie miała nic przeciwko temu. Serial podbił serca polskiej publiczności. Był sympatyczny dla prostaczków, zręczny dla fachowców, uroczo naiwny dla wyrafinowanych. Widz ma zawsze rację. Czyżby?

Wyobraźmy sobie sympatyczny serial o polskim Ślązaku wcielonym do Wermachtu. W trudnych warunkach wojny rodzi się między nim a grupką niemieckich żołnierzy męska przyjaźń. Razem najeżdżają Rosję, pacyfikują wsie na Zamojszczyźnie i likwidują gorszy element rasowy. Kolega z Berlina zapowiada naszemu Michałowi wspaniałości Europy zjednoczonej przez Trzecią Rzeszę. Nie będzie konfliktów rasowych; Żydzi znikną a rasa słowiańska znajdzie swe miejsce historyczne na bezkresnym Wschodzie; Polacy, Litwini, Ukraińcy, Rosjanie będą tam pracować na wielkość aryjskiej rasy.

Towarzysze broni mają też psa, miłego owczarka niemieckiego: między obławami na podludzi łasi się do panów, jak nasz Michał do Niemców. W rubasznych żartach mówią mu „Michał, ty polski psie”, dla zachęty, żeby się pozbył polskiego nalotu na niemieckiej duszy. Serial o „Czterach panzerfaustach” bije rekord popularności w publicznej telewizji Generalnej Guberni.

Niemożliwe? Gdyby III Rzesza wygrała wojnę, a miała taką szansę, to dokończyłaby likwidację polskiej inteligencji. Reszta otumanionego narodu jadłaby nazistowskiej propagandzie, jak pies z ręki pana. Goebbels miał wybitnych fachowców.

Dalej myślicie, że to niemożliwe? A przecież tak się stało, tylko że wojnę wygrał drugi nasz okupant. Zniszczył prawowitą klasę przywódczą, wprowadził na to miejsce własny twór a otumaniony naród poddał zręcznej propagandzie. Po skończonej wojnie opadły złe emocje. I polska publiczność je fachowcom, jak pies z ręki.

Że jednak przesadzam, bo III Rzesza i ZSRR to nie to samo? U pierwszych okupantów nienawiść rasowa, u drugich klasowa doprowadziła każdego do ludobójstwa. Dziesiątki milionów trupów po sowieckiej stronie gnije w podglebiu „Czterech pancernych” a przyuczone psy nie nic czują smrodu.
Ale co ma robić widz, który pokochał Pancernych i Szarika? To, co w wypadku niemożliwej miłości. Są na kasetach. Kto chce, niech sobie dogadza w domu, przy zasłoniętych oknach, jak przy brzydkim nałogu.

PS. Powyższy felieton napisałem zaraz po tym, gdy prezes TVP Bronisław Wildstein zdjął z anteny serial. A za prezesury Andrzeja Urbańskiego skomentowałem w TVP Historia, z historykami, po emisji, każdy odcinek „Czterech pancernych…” ukazując kłamstwa propagandy.

Autor: Krzysztof Kłopotowski
Publicysta, dziennikarz i krytyk filmowy, autor zbioru tekstów „Obalanie idoli”, cyklu reportażowego „Mondo Manhattan” i programu „Kinematograf” dla TVP1, „KinoRozmównicy” dla TVPuls, korespondent nowojorski b. Radia Wolna Europa, działacz przykościelnego obiegu kulturalnego w latach osiemdziesiątych, szef działu kultury w „Tygodniku Solidarność” w 1981. Publikuje w Rzeczpospolitej i na blogu w Salon24. Recenzował premiery filmowe w TV Republika. Obecnie występuje w talk show o ideach „Tanie Dranie: Kłopotowski/Moroz komentują świat” w TVP Kultura, poniedziałki ok. 22.00