Napisała do mnie pani Agnieszka Romaszewska. Napisała spokojnie i rzeczowo. Problem w tym, że coraz trudniej jest mi podzielać optymizm wielu osób, które od lat tłumaczą ukraińską politykę historyczną.
Przez wiele lat wspierałem Ukrainę. Od 2014 roku uważałem, że Polska i Ukraina mają wspólny interes w przeciwstawianiu się rosyjskiemu imperializmowi. Wierzyłem, że możliwa jest ścisła współpraca naszych państw, swoista federacja interesów oparta na bezpieczeństwie, gospodarce i wzajemnym szacunku.
Przymykałem oczy na wiele spraw. Uważałem, że historia bywa skomplikowana. W końcu Amerykanie są dziś sojusznikami Japończyków, a Niemcy i Francuzi potrafili przezwyciężyć dziesięciolecia wrogości. Przymykałem oczy na obecność odwołań do OUN-B czy Bandery w ukraińskiej pamięci historycznej, traktując to jako ułomny element ich własnej drogi do budowy państwowości.
Jednak z czasem coś się zmieniło. Nie chodzi nawet o samą postać Bandery. Chodzi o uporczywe ignorowanie polskiej wrażliwości. O wieloletnie spory wokół ekshumacji ofiar Wołynia. O brak zrozumienia, że dla milionów Polaków są to nie abstrakcyjne symbole, lecz pamięć o zamordowanych ludziach.
Często słyszę argument, że współczesny „banderyzm” nie oznacza antypolonizmu ani fascynacji faszyzmem. Być może. Ale z polskiej perspektywy pytanie pozostaje aktualne: skoro Ukraina ma wielu bohaterów walki o niepodległość, dlaczego właśnie ten symbol został postawiony w centrum uwagi?
Od ponad dwudziestu lat mieszkam w Irlandii. To nie jest idealne porównanie, ale pokazuje pewną zasadę. Irlandczycy również mają trudną historię pełną konfliktów i przemocy. A jednak współczesne państwo nie buduje swojej tożsamości wokół kultu organizacji zbrojnych. Można pamiętać o historii bez stawiania przemocy w świetle historycznych reflektorów.
Coraz większe znaczenie ma dla mnie także codzienne doświadczenie. Wielu Irlandczyków zwraca uwagę na roszczeniową postawę części ukraińskich przybyszów. Nie twierdzę, że dotyczy to wszystkich, ale takie opinie słyszę coraz częściej. W połączeniu z lekceważeniem polskich próśb o ekshumacje i kontynuowaniem polityki historycznej, która rani wielu Polaków, przelało to szalę goryczy.
Nie oczekuję od Ukrainy rezygnacji z własnej pamięci historycznej. Oczekuję jedynie tego, czego oczekuje się od Polski… szacunku dla wrażliwości sąsiada. Bez tego trudno budować prawdziwe partnerstwo.
Zostaw komentarz