Tzw. praworządność (zasada warunkowości) brutalnie łamie zapisy traktatowe o UE, gdyż jest ona poza traktatowym mechanizmem politycznego zniewolenia, który jest znakomitym narzędziem do pozbawiania państw suwerenności. Ponieważ nie ma europejskiej jednolitej definicji praworządności będzie możliwa dowolna jej interpretacja. To władze Unii będą decydowały, co nam wolno a czego nie wolno. W zależności od realizacji sugestii, oczekiwań lub poleceń będziemy nagradzani lub karani. Staniemy się mało znaczącą prowincją, o losie, której będą decydować inni. Ta sytuacja sprawiła, że Polacy dla których suwerenność jest wartością nadrzędną nie mogli się na to zgodzić i wymusili na premierze M. Morawieckim weto.
Szef rządu 04.12.2020 pytany podczas konferencji ws. unijnego budżetu powiedział: „Stanowisko Polski się nie zmienia. Nie możemy zaakceptować powiązania środków UE z praworządnością”.
Jak wygląda praworządność w świetle przepisów prawnych obowiązujących w Unii Europejskiej, ujawnił europoseł PiS Jacek Saryusz-Wolski upubliczniając dokument, który przez dwa lata był utajniony, ponieważ zawiera niewygodną dla Parlamentu Europejskiego opinię służb prawnych UE, stwierdzających, że „podejmowane działania uzależnienia wypłacania środków z budżetu UE od tzw. praworządności są bezprawne”.
Równocześnie od kilku dni w mediach trwa burza z powodu propozycji, jaką wicepremier J. Gowin będąc w Brukseli, złożył przedstawicielom Komisji Europejskiej. Zaproponował kompromis w sprawie polskiego weta dotyczącego pakietu budżetowego, polegający na dołączeniu do niego wiążącej deklaracji interpretacyjnej, w której musiałoby się znaleźć „jasne stanowisko Rady Europejskiej, że zasada warunkowości nie będzie wykorzystywana do tego, żeby naciskać, wywierać nieuzasadniony nacisk na poszczególne państwa członkowskie w kwestiach innych niż uczciwe wykorzystywanie funduszy unijnych”.
Gdy się z nią zapoznałam trudno mi uwierzyć, że polityk tego pokroju może być tak naiwny wierząc w przestrzeganie przez Unię niechcianej deklaracji. Zapomniał o tym, że prezydencja niemiecka nie przejmując się unijnymi traktatami dodała do wynegocjowanego w lipcu budżetu UE na lata 2021-2027, zasadę warunkowości która uzależnia wypłacanie unijnych pieniędzy od przestrzegania szeroko rozumianych zasad praworządności.
W. Orban odnosząc się do propozycji J. Gowina powiedział „Dla nas takie rozwiązanie – dodanie jakiegoś oświadczenia, niczym notatki na karteczce samoprzylepnej do kawałka papieru – nie działa” (…) „Zostawmy prawne status quo niezmienione i wszystko pójdzie gładko i szybko”.
Europoseł Jacek Saryusz-Wolski, nazwał ją „pułapką negocjacyjną”, natomiast wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta stwierdził, że „w prawie unijnym nie ma pojęcia wiążącej deklaracji interpretacyjnej. Taka deklaracja byłaby upokorzeniem i polityczną kapitulacją. Zgodził się z europosłem, że „to pułapka zastawiona na Polskę”.
Z kolei europoseł PiS Tomasz Poręba skrytykował działania J. Gowina – „Na konferencji w Brukseli podważa strategię negocjacyjną rządu. Tak polityki zagranicznej się nie uprawia”.
Zaskoczona jestem milczeniem w tej sprawie premiera M. Morawieckiego. W związku z czym nasuwa się pytanie: Czy wicepremier Gowin przedstawiając swoją propozycję działał za wiedzą i zgodą premiera Morawieckiego, czy była to jego samodzielna inicjatywa?
Jeżeli za zgodą to znaczy, iż premier, co innego mówi wyborcom, a co innego robi zakulisowo. Nie przejmując się suwerennością Polski i tym, że około 60 proc. z nich popiera weto, ze wszystkich sił dąży do porozumienia. Całe weto to wielki pic na użytek wewnętrzny. W takiej sytuacji właściwa jest ocena Morawieckiego przez niemiecką regionalną gazetę „Rheinische Post”: „gdyby zależało to od premiera Mateusza Morawieckiego, to szybko znaleziono by „kompromis w sprawie kompromisu”.
Natomiast szef frakcji Europejskiej Partii Ludowej w Parlamencie Europejskim i działacz bawarskiej Unii Chrześcijańsko-Społecznej (CSU) Manfred Weber, który gdy tylko usłyszał o zapowiedzi zawetowania budżetu przez Węgry i Polskę stwierdził, że groźby obu państw, „w znacznej mierze są humbugiem” (…) „faktyczne skorzystanie przez Polskę i Węgry z prawa weta jest wątpliwe, gdyż nie mogą one zrezygnować z funduszy unijnych”.
Jeżeli o rozmowach i propozycji wicepremiera nie wiedział, to nie ma dla niego miejsca w rządzie. Nie może równocześnie być dwóch szefów.
Wiele do myślenia daje fakt, że szef rządu bardzo rzadko używa argumentu, iż na lipcowym unijnym szczycie zgodził się na przestrzeganie zasad praworządności, rozumianych tylko jako ochrony budżetu przed korupcją i defraudacją.
Uważam, że nie tylko ja oczekuję od władz PiS jasnej, rzetelnej odpowiedzi na pytania – Czy groźba użycia weta od początku była tylko pobrzękiwaniem szabelką? i Kto rządzi Polską?
Odpowiedzi na te pytania będą miały zasadniczy wpływ na wiarygodność PiS i przełożą się na poparcie wyborców w przyszłych wyborach.
Foto: internet
„ Uważam, że nie tylko ja oczekuję od władz PiS jasnej, rzetelnej odpowiedzi na pytania – Czy groźba użycia weta od początku była tylko pobrzękiwaniem szabelką? i Kto rządzi Polską?”
Nie, może Pani spać spokojnie bo było ono mistrzowskim ruchem gracza wiedzącego z wyprzedzeniem co najmniej kilkunastu ruchów przeciwnika że będzie to ustawienie strategicznie najkorzystniejsze. Polską rządzą obecnie stratedzy takiej klasy o jakich w wielu krajach tzw UE od dawna nie słyszano a obecnie podskakujący tam na urzędniczych stanowiskach tłumek pazernych jełopów w garniturkach na usługach zwykłych złodziei nawet nie może sobie wyobrazić bo tępota w ich zatkanych neomarksistowską zgnilizną bezmózgich aż boli. Chyba wie Pani o kim mówię, a jest ich dwóch zaś trzeci właśnie repolonizuje nasze media. Także, bez obaw.