Oto, co powinniście wiedzieć!
Nie uwierzycie, jak głęboko sięga patologia w polskim systemie sądownictwa. Chociaż niektóre informacje mogą Was szokować, warto je poznać, zanim uwierzycie w oficjalne narracje. Czas obnażyć hipokryzję i przewrotną grę z wymiarem sprawiedliwości.
O orzeczeniu Sądu Najwyższego dotyczącego bezprawności odwołania Prokuratora Krajowego Dariusza Barskiego słyszał chyba każdy. Władze, przy wsparciu kilku posłusznych prawników, zignorowały wyrok, traktując go jak nieważny. Ale w tym wszystkim chodzi o coś znacznie poważniejszego, coś, czego nie mówi się głośno.
Zacznijmy od podstaw. W mediach na okrągło powtarza się mantra, że skład sądów z tzw. „neosędziami” jest nielegalny, a ich orzeczenia nie mają mocy prawnej. Cóż, nie do końca. Żadne orzeczenie ani TSUE, ani ETPCz nie stwierdza, że ci „neosędziowie” nie są sędziami. A uchwała 3 Izb Sądu Najwyższego mówi tylko, że orzeczenia wydane przez neosędziów są obarczone wadą – ale one wciąż istnieją. Przypadek, w którym Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro proponuje cofnięcie neosędziów do poprzednich stanowisk, stawia pod znakiem zapytania całą narrację. Jeśli są sędziami, to dlaczego w ogóle ta propozycja miała miejsce?
Dodatkowo, niech Was nie zmyli wyobrażenie o Bodnarze, który miałby nie uznawać orzeczeń sądów z udziałem „neosędziów”. To nieprawda. Bodnar ignoruje jedynie te wyroki, które nie pasują do politycznej układanki, a nie same orzeczenia. W omawianej sprawie Prokuratura Krajowa, wysyłając prokuratorów w togi na rozprawę, potwierdziła uznanie składu sądu. Dopiero po przegranej w piątek, kiedy wyrok okazał się niekorzystny, Sąd Najwyższy trafił na listę instytucji „do wyeliminowania”. Oto prawdziwa gra!
Teraz hit – i to prawdziwie głośny. Sąd Najwyższy wydał orzeczenie o bezprawności działań ministra Bodnara w składzie 3-osobowym. Sędziowie, którzy to orzekali, to Zbigniew Kapiński, Marek Siwek i Igor Zieliński – prawdziwi profesjonaliści, szanowani teoretycy prawa, z wieloletnim doświadczeniem w orzekaniu. Mówiąc wprost: nie można ich porównywać do tzw. „legalnych” sędziów uznanych przez obecną władzę.
Dla porównania, „legalni” sędziowie, których uznaje PiS, to: Karol Weitz, Włodzimierz Wróbel i Dawid Miąsik. Wielu z Was nie ma pojęcia, kim są te osoby. Weitz, Wróbel, Miąsik – nie byli nigdy sędziami! Karol Weitz, po latach w komisjach ministerialnych i pracy na Uniwersytecie Warszawskim, został powołany na sędziego Sądu Najwyższego bez spełnienia podstawowych wymagań. Wróbel i Miąsik mają podobną historię. Żaden z nich nie orzekał wcześniej, a mimo to dostali „legalne” nominacje z rąk prezydenta Bronisława Komorowskiego. To czysta patologia!
A teraz wyjaśnienie, jak doszło do tej farsy. Zanim zmieniono system powoływania sędziów, konkursy w Sądzie Najwyższym były fikcją – to nie było nic więcej niż „zaproszenia” do kolesiowskiego kręgu, gdzie „zaproszeni” sędziowie, nawet jeśli nie spełniali podstawowych wymogów, i tak trafiali na najwyższe stanowiska w sądownictwie. Co więcej, jeśli kandydat dostał negatywną opinię od KRS, to i tak odwołanie rozpatrywał… Sąd Najwyższy, a więc skład, który miał wkrótce stać się przedmiotem rozważań.
Dziś ci sami „legalni” sędziowie, którzy nie spełniali nawet podstawowych wymogów, kwestionują legalność innych sędziów – tych, którzy przeszli całe życie zawodowe w sądownictwie. A wszystko to tylko dlatego, że nie zostali poparci przez upolitycznioną KRS. To groteska, której konsekwencje odczuwamy na co dzień.
To nie jest państwo prawa, to teatr. I to teatr, który ma na celu jedno – zniszczenie niezależności sądów. W tym momencie nie chodzi o żadne standardy, kompetencje czy doświadczenie, ale o polityczne interesy. Bez względu na to, jak to przedstawiają politycy – to my, obywatele, musimy płacić cenę za ten teatr!
Zostaw komentarz