Ludzie są śmiertelni, proszę państwa. Dla pocieszenia zważyć jednak należy, że zawsze umierają inni…
Doświadczenie uczy również, że z chwilą umieszczenia trumny/urny wewnątrz grobu i złożenia szablonowych (rzadko inaczej) kondolencji temat uważamy… za zamknięty. Jako że mamy do czynienia z pandemią odpadły stypy, będące formą odzyskiwania równowagi po stracie.
I to faktycznie jedna strona medalu, ta najbardziej rzucająca się w oczy. Gdy jednak wstanie kolejny dzień najbliżsi likwidują dobytek Zmarłego/łej.
A czasem nie tylko najbliżsi – prośba bowiem o pomoc może być skierowana do znajomych.
Tak oto padło na mnie. Zmarła mama mojej koleżanki jeszcze z liceum. A że koleżankę lat temu naście opuścił mąż wypadało pomóc.
Mieszkanie na szczęście było własnościowe, meble zakupione dość niedawno; nasza rola ograniczyła się więc do usunięcia rzeczy, których dalszego bytu nijak nie można sobie wyobrazić.
Kiedy już pozbyliśmy się zasobów trzydrzwiowej szafy przyszła pora na kuchnię. Sól, cukier, angielskie ziele, rumianek itp. znajoma wzięła sobie do domu.
Przyznam, że i mnie coś skapnęło. Tak na oko całkiem jeszcze świeży kawałek imbiru. I jeszcze nie otwarty keczup pikantny z Pudliszek.
Dopiero po otwarciu szafki, która jak w większości domów robiła za apteczkę, przeżyliśmy mały szok. Najwyraźniej Zmarła panicznie obawiała się COVID-u.
Nie wiem, jakim cudem, ale prócz sporych ilości witaminy D znaleźliśmy najwspanialsze antidotum na świecie, jeśli oczywiście wierzyć fajsbukowi i innym portalom i portalikom społecznościowym.
Ni mniej, ni więcej – Zmarła posiadała aż 9 opakowań Viregytu K, popularnie zwanego amantadyną.
900 tabletek, na dodatek nieprzeterminowanych. Jako ze mam liczniejszą rodzinę wziąłem 5 sztuk.
Niestraszne mi teraz żadne cudze kichanie! Nawet jak mnie oplują, wezmę sobie dwie tabletki na czczo, jedną po obiedzie, dwie na noc po kolacji i żyć nie umierać!
Przecież na portalach poważni ludzie zapewniają, że to absolutnie nieszkodliwa pewna droga ku zdrowiu.
Niech się więc ci wszyscy koronoświrusy owładnięci strachem umiejętnie serwowanym przez podpłacone przez koncerny farmaceutyczne media dają szczepić!
Ja mam zapas, z terminem ważności do 2025 rok.
Nie tylko ja. Moja rodzina również.
No, niech mi teraz jakiś kolaborant od Gatesa zadzwoni i zaproponuje termin szczepień. Ja mu pokażę!
Niech se sami wczepiają te rozmaite nanoczipy, które za chwilę zmienią ich w posłuszną armię biorobotów.
Ba, co gorsza, spora część wymrze wskutek zbyt wielkiej ilości cynku w komórkach. Prawdopodobnie cynk pełni podobną rolę, jak w konserwach wojskowych rodem jeszcze z wojny japońskiej. Musi uszczelniać. A jak taka szczelna komórka ma egzystować? Bez powietrza, wody i innego żarełka?
Nosz karwasz twasz….
A tu jeszcze czytam, że szczepionki wytworzą w organizmie priony, a te jak powszechnie wiadomo zainfekują krowy, co doprowadzi do epidemii gąbczastego zwyrodnienia mózgu u ludzi jadających wieprzowinę. No jakoś tak.
Na szczęście jestem sprytny i bramy szczepionkowe mnie nie przemogą!
Pełen szczęścia wróciłem do domu. Otworzyłem barek, wyjąłem 12 – letniego Ballantainsa i zasiadłem w fotelu oglądając raz jeszcze jedno ze zdobytych opakowań.
Aż w końcu ciekawość przemogła.
Wyjąłem małą buteleczkę otuloną ulotką informacyjną. Ba, nawet po polsku!
Nalałem jeszcze jedną szklaneczkę…
Łożesz karwasz twasz!
Amantadyna, na różnych portalach określana super lekiem nie mającym praktycznie żadnych negatywnych wpływów na człowieka w odróżnieniu od szczepionek, które mogą hohohohohoho… to tak naprawdę dopiero istna zaraza!
Bardzo często pacjenci zgłaszali, że lek Viregyt K powodował czerwone plamy na skórze (sinica marmurkowata) oraz obrzęk kostek.
Często zgłaszano skutki uboczne obejmujące: bóle głowy, bóle mięśni, utrudnione kontrolowanie ruchów, utrudnione zasypianie, koszmary nocne, nadmiernie pozytywny nastrój, uczucie nerwowości, lęk, depresję, omamy, uczucie zmęczenia, spadek koncentracji uwagi, przyspieszone lub nieregularne bicie serca, spadek ciśnienie krwi przy wstawaniu z pozycji leżącej mogące prowadzić do omdleń lub zawrotów głowy, utratę apetytu, suchość w jamie ustnej, zaparcia, zaburzenia mowy, zaburzenia widzenia, samopoczucie choroby, pocenie się.
Niezbyt często zgłaszano niewyraźne widzenie.
Rzadko u pacjentów odnotowano: wysypkę, dezorientację; splątanie; zaburzenia psychiczne obejmujące uczucie paranoi, utrudnione poruszanie się, drżenia, złośliwy zespół neuroleptyczny (mogą również pojawiać się sztywność mięśni i uczucie gorąca); biegunkę; spadek ostrości wzroku; pieczenie i zaczerwienienie oczu; uszkodzenie rogówki; obrzęk rogówki, utratę kontroli pęcherza
moczowego (mogą także występować nagłe parcie na pęcherz lub utrudnienia w oddawaniu moczu).Bardzo rzadko dochodziło do: zmian w wynikach badań krwi opisujących funkcjonowanie wątroby, zaburzeń czynności serca powodujących obrzęk kostek i/lub duszności, nadwrażliwości na światło, spadku liczby białych krwinek zwiększającego ryzyko zakażeń.
No nie chcę, ale muszę się napić!
A to przecież nie jedyne zagrożenie. Zgodnie z załączoną ulotką mogę bowiem przejawiać
dziwne nieodparte zachowania jak niekontrolowany zakupoholizm, silna chęć do ryzykownego hazardu, przejadanie się lub kompulsywne objadanie, nasilenie lub zaburzenie libido oraz nietypowo niską temperaturę ciała <35ºC (dzieci są bardziej narażone na jej występowanie).
Czujecie to? Mogę napalać się jak dojrzewający szczeniak na każdą przechodzącą mimo kobietę, do tego jeszcze grozi mi nietrzymanie moczu, biegunka, mdłości, omamy….
A na dodatek mogę bełkotać niczym mały Kazio po szóstym piwie!
Mój Boshe, a jak nieopatrznie stanę się impotentem-zakupoholikiem? Na dodatek o temperaturze ciała na poziomie dorsza wyłowionego u brzegów Grenlandii???
Nie mówię już o ostrości widzenia; jak niedowidząc mógłbym czytać gazetę wyborczą czy inną warszawską? Jak obejrzeć mecz??????
Czy też nalewając kolejną szklaneczkę whisky mógłbym… dostać drgawek? I rozchlapać?
Przerażające jest to, że amantadyna znana jest już jakieś 40-50 lat, więc lista objawów niepożądanych z całą pewnością oparta nie jest na spekulacjach, ale na rzeczywistych zdarzeniach.
Nalałem kolejną szklaneczkę.
I tak powoli sącząc trunek coraz bardziej wiedziałem, co zrobię za chwilę.
Jeszcze ciut, tak na odwagę.
Wyjąłem dowód (PESEL!), a potem wziąłem do ręki telefon.
Wykręcając 989 byłem już przekonany na 100%.
W końcu lepiej zachorować na gąbczaste zwyrodnienie mózgu – raptem tylko kilka dni człowiek się pomęczy, a potem już tylko czysta niczym niezakłócona frajda z życia – normalne u idioty, niż zostać impotentem nietrzymającym moczu i skupującym olbrzymie ilości makaronu, ryżu, cebuli i imbiru. I do tego prawie ślepym, że nawet meczyka nie będę mógł w stanie obejrzeć. Do tego drgawki uniemożliwiające utrzymanie w ręku kufla piwa czy też szklaneczki czegoś mocniejszego.
Takie życie jest znacznie gorsze od śmierci.
Wybór jest zatem prosty, robaczki. ;)
Zaryzykować śmierć, której prawdopodobieństwo jest równe przejechaniu zakonnicy w ciąży na przejściu, i to przy czerwonym świetle, czy też do końca życia wegetować jako nietrzymający moczu impotent, na dodatek rozchlapujący alkohol wskutek drgawek? I prawie ślepy na dodatek.
.
Ps. Informacje o działaniu amantadyny ze strony medicover.pl .
.
28.04 2021
Zadziwiające, że może nie wszystkim się iluś tam chorym na Parkinsona to przepisują… sadyści jacyś?
zamiast się miało być ale (smartfon)