To będzie najdłuższy wpis na FB w moim życiu.

Ale na szczęście ostatni.

Niektórzy się pewnie z tego powodu ucieszą.

Jestem jakoś na zakręcie swojego życia, walczę o to, żeby nie wypaść, a jak wypadnę, żeby wrócić. Ale, żeby wracać trzeba mieć powód. I właśnie go szukam. Może nieudolnie, ale staram się. Mieszam w tym różne wątki, ale jak ma być ostatni, to musi być z konieczności taki „supermarket”. Dlatego proszę o wyrozumiałość.

Ponieważ jestem z zawodu politologiem i mam takie poczucie, że jednak trochę znam się na rzeczy, na koniec swojej aktywności na FB, pozwolę sobie odnieść się do kilku tematów, a potem kulturalnie oddalić się.

Coraz częściej mam wrażenie, że w Polsce nie da się żyć na trzeźwo, w ostateczności należy wybrać opcję bardzo głębokiej emigracji wewnętrznej. Im głębszej, tym lepszej. Bo leniwi z natury politycy i ziewnikarze stamtąd już mnie nie wydłubią. Zwłaszcza, że „w tym kraju” zamyka się dostęp do „czarnego złota”, podczas gdy nie tylko poza Europą, ale i w Niemczech otwiera się kopalnie i wzmaga wydobycie. Nie rozumiem działania na szkodę Polski, i to zarówno przez PiS i przez PO. PiS też zamykał kopalnie. Ja pod swoim miejscem zamieszkania ma te „czarne złoto” i chcę, żeby było wydobywane! Nie bez powodu tam leży.

W Polsce politycy i ziewnikarze są w 99% randomowi. Gdyby otworzyć jednego dnia wszystkie domy wariatów (tzw. szpitale psychiatryczne), podstawić autobusy i rozwieźć to towarzystwo do wszystkich możliwych „redakcji”, parlamentu i urzędów, niekoniecznie musiałoby być gorzej. Podejrzewam nawet, że poziom dyskusji wszedłby na poziom wyżej.

Wśród tzw. elity, która ma tyle wspólnego co serek topiony z serem szwajcarskim, panuje przekonanie o jakichś nadzwyczajnych predyspozycjach do przewodzenia innymi, podczas gdy zdecydowana większość z nich nie potrafi sobie porządnie tyłka podetrzeć lub odróżnić konia od koniaku. Oto nasza „elita” zrekrutowana z magicznego miksu psychopatów, przemocowców, borderline’ów i ADHD (tu kamyczek do mojego ogródka, ale dzięki temu chyba rozumiem to środowisko), świrów klimatycznych, głosicieli końca świata przyklejających się do asfaltu, babć Kaś, które nie powinny opuszczać SOR-u, ziewnikarzy nie znających podstaw języka polskiego operujących głównie na emotikonach i pijackich wrzutkach na X. Można by mnożyć w nieskończoność tę listę.

Chciałoby się w tym kontekście za klasykiem powtórzyć: „Nasz naród jak lawa, Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa, lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi; Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi.”. Chciałbym żyć nadzieją, że tak jest, choć ona z dnia na dzień słabnie.

Cała Polska, wszyscy rodzice za przyczyną jednej lewackiej wariatki żyją tematem tzw. edukacji zdrowotnej. Hałas na cały kraj, gównoburza widziana z najodleglejszego zakątka Kosmosu, że już nawet UFO zrezygnowało z napaści na Polskę. Temat zupełnie nieważny, nie wart nawet pięciu minut dyskusji. W tle zapomniany temat systemu antydronowego. Całkowicie kluczowy dla bezpieczeństwa państwa. Leży i kwiczy, co nie stoi na przeszkodzie, żeby najbardziej antypolski rząd w historii „tego kraju” ustawił przetarg pod system produkowany przez Izrael, podczas gdy pod nosem polska firma z okolic Warszawy oferuje jeszcze lepszy system za dużo niższą cenę. Oczami wyobraźni widzę, jak Izrael rezygnuje z kontraktu, bo akurat Ruscy, Chińczycy i Persowie postanowili przyatakować ich kraj. Trzeba być więcej niż debilem, żeby tego nie ogarniać.

W historii świata i Kosmosu zdarzyła się tylko jedna taka sytuacja, że kilka milionów złotych samo się zainstalowało w nogach od stołu kluczowego polityka partii rządzącej. Chciałbym mieć tyle szczęścia, dla pewności sprawdziłem, ale niestety ta kasa do mnie dziwnym trafem nie trafiła, choć łudziłem się, że skoro ta formacja ma w nazwie „obywatelska” to każdemu coś skapnie. No niestety. Nie było nawet wyroku sądowego, a decyzję o umorzeniu podpisał asesor sądowy, a zasadniczo … (neo)asesor bo mianowany w 2018. Mam nadzieję, że Sławomir N. otrzyma decyzją Waldemara Ż. Solidne odszkodowanie za poniesione szkody moralne.

W tle wielomiliardowe kontrakty w ramach KPO, różne przetargi, likwidacja przemysłu, masowe zwolnienia, reżimowa telewizja, której nikt prawie nie ogląda, a która kosztuje kilka miliardów, żeby swoi mieli tzw. pracę, w której się z pewnością nie namęczą. Bo przecież „szlachta” nie pracuje. Tyle tylko, że ta szlachta, z tą pierwotną ma tyle wspólnego co Kot z Marsa i minister sprawiedliwości.

Wiatraki musimy kupić od Siemensa, bo firma jest w tarapatach. Najlepiej takie używane, co koszt ich utylizacji za kilka lat będzie trzykrotnie większy od rzekomych korzyści. Bo jakaś randomowa polityk Siemens-Klęska jest albo totalnie głupia i zmanipulowana, albo ktoś już przyjął tzw. korzyść i jest naciskany na domknięcie tematu. Tak, najlepiej całą Polskę zasyfić wiatrakami likwidowanymi na Zachodzie, uniemożliwić rozwój małych hydroelektrowni i energii jądrowej, zamknąć opcję żeglugi po Odrze, spaczyć jak to tylko możliwe CPK bo już nawet ten rząd zrozumiał, że tego nie da się odwołać. Jeden oseł, przepraszam poseł pobiera głupie 40 tys. miesięcznie. Tego towarzystwa jest 460 plus 100 zlikwidowanych rzekomo przez PO senatorów. Głupie dwadzieścia baniek miesięcznie. Onkologia może poczekać. Bo TVP Info musi z czegoś też żyć. A życie nie jest łatwe w tych trudnych czasach. Trudnych znaczy, dla innych. Bo przecież nie dla „elity”. Rząd się wyżywi. Już towarzysz Gomółka to wiedział.

Dwa razy przekładali mi w NFZ wizytę u psychiatry. Głupie 7 miesięcy, w czasie których człowiek mógł się wyhuśtać na amen. Oczywiście mogłem pójść prywatnie do tego samego lekarza. Bo wiadomo, że „w tym kraju” płaci się dwa razy, raz w podatkach, dwa prywatnie. I jakoś ten system się nie rozwala. W Czechosłowacji lekarz ma do wybory – praktyka prywatna lub publiczna. Nie łączy się jednego z drugim. U nas zwyczajnie wszystkie możliwe partie polityczne zalegalizowały system korupcyjny wart całego PKB wszystkich państw bałtyckich.

Ale w końcu zostałem przyjęty. I żeby byłą jasność, nie mam pretensji ani do szpitala, ani do recepcji, ani do lekarza. Do systemu mam pretensje, ale to bez znaczenia. Zaprojektowali go do społu ludzie bez mózgu i lobbyści wielkich korporacji, BigFarmy i pomniejszych złodziei i oszustów.

Lekarz psychiatra w ramach NFZ ma dla pacjenta max. 20 minut, z czego 15 przypada na wypisywanie jakichś dokumentów i wystawianie recepty. Plus drukowanie jak ktoś jest nieucyfrowiony. Ja jestem, ale i tak drukują. Widać papieru i lasów jest za dużo w ”tym kraju”. W ciągu tych pięciu minut pada całkowicie szokujące pytanie: „jak pan się czuje?”. I ma się 20 sekund na odpowiedź. Normalnie dostrzegając jałowość tej procedury, mówiłem, że jako tako, i że poproszę o kolejną dawkę leków. Potem pada pytanie z rozdzielnika NFZ-owskiego czy mam myśli samobójcze, i już ostatnio mnie kusiło, żeby powiedzieć, że tak i zobaczyć co będzie dalej, ale pomyślałem sobie, że mogę wylądować na jakimś psychodołku nafaszerowany tysiącem znieczulających substancji, i zrezygnowałem. Ale lekarz nawiązując ze mną kontakt wzrokowy, bo generalnie jest wpatrzony w monitor, zapytał czy coś jeszcze. Wtedy odpowiedziałem, że mam poczucie głębokiej pustki, takiego egzystencjalnego wydrążenia i zupełnego braku sensu. I przez chwilę miałem nadzieję na rozmowę z człowiekiem, który może znać się na temacie. Lekarz następnie wrócił do klawiatury, odnotował „poczucie pustki” o wystawił receptę na… zdwojoną rację leków.

No i potem wracam myślami do tzw. resortu. Czyli do uniwersytetu, mojego miejsca pracy. Robię sobie w głowie listę ministrów odpowiedzialnych za szkolnictwo wyższe i dochodzę do wniosku, że to są w 90% najbardziej randomowi zawodnicy. Nie ogarniają gdzie mają przód, gdzie tył, ale chętnie się wypowiedzą na jakikolwiek temat. Do Ministerstwa Nauki trafiają największe ofiary losu lub psychopaci. Często jedno w połączeniu z drugim. Najgorsze w tym wszystkim, że zostają ministrami.

Jeśli się mylę, to proszę mnie wyprowadzić z (o)błędu, ale kiedy po 1989 roku toczyła się jakaś poważna debata publiczna na temat jakości szkolnictwa wyższego? Kiedy na poważnie zastanawiano się nad tym jak dostosować nasze uczelnie do wyzwań przyszłości? I teraz najgorsze: zdecydowana większość społeczeństwa ma na to wywalone, bo co najwyżej zajmuje się szkolnictwem podstawowym, gimnazjami i innymi ośrodkami oduczającymi normalnego myślenia. Podstawami programowymi, podręcznikami, których cena nie jest warta 10% treści, zwolnieniami z wuefu dla leniwych dzieci pod byle pretekstem, pisaniem lewych usprawiedliwień, bo dziecko chce się wyspać. Co to ma k….a być?

Siedzę, że tak powiem w szkolnictwie wyższym od 1999 roku. Wówczas jako młody doktor posiadający jeszcze włosy na głowie. Potem jako habilitowany, bo z nudów napisałem monografię, ale tak małą czcionką, że jeden z recenzentów uznał, że nie nadaje się do czytania. Bardzo sympatyczny zresztą i miał nieco racji. Potem, też z nudów, a po części siłą rozpędu, uzyskałem tytuł. I pomyślałem sobie wówczas, że to za szybko się stało. Że nie dorosłem do tych wszystkich, którzy dłużej na to pracowali. Więc siedziałem w kącie, ale siedzenie w kącie ma taką zaletę, że widzi się więcej niż jak się w środku. I zobaczyłem. Kombinatorstwo, kolesiostwo, tzw. spółdzielnie recenzenckie. Byłem naocznym świadkiem uwalania doktoratów i habilitacji, bo ktoś się komuś nie spodobał. I odwrotnie – promowania ludzi niekompetentnych, ubogich intelektualnie na profesorów zwyczajnych. Po jakimś czasie przestałem przywiązywać znaczenie do swojego tytułu profesorskiego. Ale nie dlatego, że nie był owocem ciężkiej pracy i dorobku, ale dlatego, że nie chcę być w towarzystwie ludzi, którzy go zwyczajnie wyłudzili.

Ja nie piszę tego, żeby kogoś imiennie oskarżać, bo zainteresowani i tak wiedzą o kogo chodzi. Ale jako były dyrektor instytutu naukowego, robię to w trosce o jakość życia naukowego. Absolutnie nie uważam się za przykład do naśladowania, popełniłem w swoim życiu, w tym także zawodowym, wiele błędów, ale mam się odwagę do nich przyznać, bo jest coś więcej niż komfort osobisty, a tym jest dobro innych ludzi. Tu chodzi o to, że w Polsce nie zadbaliśmy o kulturę intelektualną. I na tym kończę swoją wypowiedź, kasując profil na FB za kilka dni, bo jestem ciekaw Waszych opinii, które niewątpliwie mnie wzbogacą niezależnie od ich treści.

P.S. Likwiduję swoje konto na FB.