Patrz uważnie. Właśnie obserwacja nawet nic nie znaczących na pozór szczegółów pozwoli ci zobaczyć całość. To nawet doczekało się nazwy – metoda mozaikowa. Ale wy jej nie znacie i dlatego umyka wam sprzed oczu najważniejsze.

Zastanawiałeś się, skąd nagle wziął się taki przełom w wynikach rozmaitych sondażowni tzw. opinii publicznej?

PiS i PO przecież od dawna szło „łeb w łeb”. Różnice, jeśli były, sięgały niewielu procent. Tymczasem wg naszych badań (nie pytaj, jak i gdzie, bo to nie temat na rozmowę) stopień poparcia koalicji PO-PSL mniej więcej od końca pierwszej kadencji Tuska jest mniejszy, niż PiS. Ludzie nie boją się aresztowań o świcie przy załączonych kamerach, jak próbują na wyścigi wmawiać środki masowego ogłupiania, zwane również mediami. Ba, dla niektórych takie 5 minut sławy byłoby czym wartym nawet kilkuletniej odsiadki. Ludzie głosują poprzez zawartość portfela. Im jest mniejsza, tym więcej głosów otrzymuje opozycja. Im dostatniej, tym więcej głosów dostaje aktualny reżym. Cała reszta, a więc mówienie o programach, o konkretnych ludziach itd. ma znaczenie drugorzędne. Bo koszula najbliższa ciału. Tak więc z ustaleń pewnej grupy osób wynika całkiem prawdopodobne zwycięstwo PiS już 4 lata temu. Co prawda wówczas nie byłoby w stanie utworzyć samodzielnie rządu, i raczej mało prawdopodobne jest, że utworzyłoby koalicję, ale nawet utrzymujące się przy władzy PO miałoby spory kłopot z forsowaniem większości ustaw. To już powinno was zastanowić – rozdźwięk narzekań społecznych  z wyborczym wynikiem. Co prawda  media uskuteczniały wersję, jakoby gros społeczeństwa obawiał się po prostu Kaczyńskiego i… wojny z Rosją.

Tymczasem nadeszły kolejne wybory – samorządowe 2014. Tak wielka liczba głosów nieważnych, kłopoty z ich podliczeniem, sądy ostentacyjnie wręcz uwalające protesty wyborcze – doprawdy, czy trzeba więcej?

Do dzisiaj, kiedy jest mi smutno, przypominam sobie wypowiedź Piechocińskiego: – Polacy wybrali centrową, rozumną zgodną drogę pracy, współdziałania i współpracy, a nie wojny, konfliktów, manifestacji i krzyków, oskarżeń.

Tymczasem w niektórych okręgach było nawet 30% nieważnych głosów!

Kolejny krok, tym razem ze strony społeczeństwa, był wreszcie rozumny.

Powołaliście Ruch Kontroli Wyborów.

Wynikiem właśnie tego ruchu jest przegrana Komorowskiego. Gdyby nie Ruch, całkiem prawdopodobne jest, że do drugiej tury obok Komorowskiego stanąłby zwolennik rozumnej zgodnej drogi pracy, współdziałania i współpracy, a nie wojny, konfliktów, manifestacji i krzyków, oskarżeń.

Adam Jarubas.

Jeśli nawet we wszystkich okręgach złożono by protesty, to przecież i tak okazałyby się bezskuteczne dla wyników.

Oczywiście można, a nawet trzeba, zastanowić się, jakie były prawdziwe wyniki. Wg naszych badań różnica mogła być nawet dwucyfrowa. Jest to miara zdolności wpływania układu na  wyniki demokratycznych wyborów.

Dlatego tak ważne jest, aby i w kolejnych wyborach obserwatorów nie zabrakło.

Co powinno budzić waszą czujność?

Przede wszystkim sondaże. Zobacz, że od pewnego momentu media, i to nie tylko papierowe, ale i elektroniczne także, publikują wyniki druzgocące dla PO. Z jednej strony usypia to wyborców partii opozycyjnej, bo przecież i tak wygramy, nawet, jak nie pójdę, z drugiej – mobilizuje ciągle jeszcze istniejących zwolenników medialnie ogłoszonego „mniejszego zła”, czyli PO.

A tak naprawdę wymierzone są w czujność osób kontrolujących wybory.

Bo po co pilnować, skoro i tak nasi wszystko zagarną?

Jednocześnie z dnia na dzień trwa atak medialny. Czołowa rola przypada w nim niejakiemu Tomaszowi Lisowi, wywodzącemu się z rodziny, która stała tam, gdzie stało ZOMO, jak trafnie sugerowała ongiś Matka Kurka. Ostatnia nagonka na urzędującego prezydenta świadczy dobitnie o tym, jak bardzo istniejący układ walczy w obronie przechwyconego 8 lat temu koryta.

I jest w stanie uchwycić się wszystkiego.

Przecież Ewa Kopacz latała do córki na koszt podatnika, jako posłanka, a Donald Tusk tylko w ciągu jednego roku wylatał ok. 6 milionów zł na trasie Warszawa – Gdańsk. Do rodziny.

I nic.

Propagandziści PO liczą po prostu na krótką pamięć Polaków. Rzecz jasna od razu do akcji wkroczyła prokuratura, choć doprawdy trudno powiedzieć, jaką partię ona rozgrywa. Pamiętamy przecież doskonałą mimikrę tych ludzi podczas ministrowania Zbigniewa Ziobry, zwanego „szeryfem”. Gros z nich nadal pracuje, często na tych samych stanowiskach. Na pewno przed wyborami będziemy wiedzieli, na jaką partię stawiać będą ludzie w togach z czerwoną obwódką.

Tymczasem okazuje się, że karty ma jeszcze ktoś inny. Jeśli minister rolnictwa wywodzący się z PSL, a więc partii szczególnie mocno zagrożonej utratą znaczenia po nadchodzących wyborach (nawet ja nie mogę wyobrazić sobie koalicji PiS-PSL), ogłosi stan klęski żywiołowej (susza!) choćby w najmniejszej gminie, termin wyborów przesunie się, możliwe, że nawet do przyszłego roku.

 W czasie stanu nadzwyczajnego oraz w ciągu 90 dni po jego zakończeniu nie może być skrócona kadencja Sejmu, przeprowadzane referendum ogólnokrajowe, nie mogą być przeprowadzane wybory do Sejmu, Senatu, organów samorządu terytorialnego oraz wybory Prezydenta Rzeczypospolitej, a kadencje tych organów ulegają odpowiedniemu przedłużeniu. (art. 228 u.7 Konstytucji)

Jeśli więc stan klęski żywiołowej zostanie ogłoszony pod koniec sierpnia i potrwa 3 tygodnie, wybory będą mogły odbyć się dopiero przed Bożym Narodzeniem. Do tego czasu prorządowe (czyli utrzymywane przez Skarb Państwa) media będą codziennie sączyć informacje o rzekomych aferach z udziałem połów PiS i Pana Prezydenta. To będzie taka bardziej skondensowana szczujnia, jaką stosowano już wobec ś.p. Lecha Kaczyńskiego. Jedyne zagrożenie  stanowi lawinowo narastający krach finansowy Państwa, co już wiosną będzie w pełni widoczne. Pozwól, że przypomnę, iż tzw. afera SKOK została medialnie użyta po raz pierwszy już w zeszłym roku, kiedy trwały przygotowania do kampanii samorządowej.  I wtedy też posłowie (PO, PSL?) gromko nawoływali do utworzenia specjalnej komisji sejmowej śledczej. To samo robią i w tym roku, choć gdyby ją powołali w 2014 r. już znalibyśmy wyniki sejmowego dochodzenia.

Dzisiaj już nie można wyprowadzić czołgów na ulicę, jak uczynił to w grudniu 1981 roku Jaruzelski. Nie można też ufać policji i wojskowym, bo w tym quasi demokratycznym kraju zaniedbano, a może i najzwyczajniej nie potrafiono? trzymać odpowiedniego zdyscyplinowania mundurowych. Zresztą takie operacje są kosztowne, no i nie zawsze dają oczekiwany efekt. Pamiętaj, że obecną władzę za młodu fascynowała portugalska rewolucja goździków.

Tylko od was zależy, jak długo będziecie jeszcze dawali się wodzić za nos w tym politycznym Matrixie. Musicie pilnować wyborów. A potem polityków. Bo jeśli nawet uda wam się usunąć obecnych, to za rok, dwa, będzie tak samo. Jedynie ideologicznie będzie nieco inaczej. Bo człowiek jest tak dziwnie skonstruowany, że ręce ma do siebie, a nie na zewnątrz.