Zostaliśmy jako kraj wciągnięci w podstępną pułapkę i sytuacja jest trudna, ale najgorszym rozwiązaniem będzie utrata honoru.

Podawana tryumfalnie informacja, że polska delegacja udaje się do Izraela budzi ogromne zdziwienie.

Polska delegacja rządowa pod przewodnictwem ministra Bartosza Cichockiego uda się w czwartek do Izraela w celu podjęcia dialogu ze swoimi odpowiednikami.

Z jakimi odpowiednikami? To jeszcze nawet nie wiadomo z kim będziemy prowadzić jedne z ważniejszych rozmów w historii III RP? A jak strona izraelska wystawi ostentacyjnie kogoś bardzo niskiego szczebla to też szczęśliwi usiądziemy do rozmów?

Jeszcze w południowych Wiadomościach TVP podano, że powołany przez premiera zespół ds. dialogu prawno-historycznego z Izraelem już kilka tygodni wyczekuje na odzew drugiej strony. Czyli co? Udało się wreszcie wyprosić audiencję?

Trudno zrozumieć z jakiego powodu to my wysyłamy delegację do prowadzenia jakichkolwiek pertraktacji. Kryzys rozpoczął się za sprawą strony izraelskiej, środowiska żydowskie eskalują konflikt i to do nich należy inicjatywa by spór załagodzić. W tym konkretnym przypadku stawiamy się w pozycji petenta, który przyjeżdża się poprzymilać, żeby go tak ostro nie rugać na arenie międzynarodowej. W zamian za to jesteśmy gotowi pójść na dalece idące ustępstwa? Skończmy publiczne zamieszanie, a załatwimy wszystko po cichu?

Trudno jest w ogóle zrozumieć sens tego gestu. Bo jeżeli mają to być ustalania co do treści ustaw, tej o IPN i reprywatyzacyjnej, to jest to zupełnie nie do zaakceptowania. A jeśli są to rozmowy na tematy ogólnych stosunków polsko-izraelskich, to mogły one poczekać i być zorganizowane u nas. Jesteśmy gościnnym krajem.

Mając na uwadze, że nawet ponoć nieprawdziwe informacje o „zamrożeniu” ustawy o IPN prasa izraelska komentowała jako ugięcie się polskiego rządu, to łatwo można antycypować jak zostanie opisana ta wizyta: Skruszona polska delegacja przyjechała do Izraela, by dopraszać się łaski.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że od  momentu zupełnie nieuprawnionego ataku rządu Izraela na  państwo polskie znaleźliśmy się w zbyt dużej defensywie. Wiadomo, że sytuacja jest bardzo trudna, bo wpływy środowisk żydowskich są potężne. Szczególnie w USA. I najlepszym rozwiązaniem byłoby mieć z Izraelem doskonałe stosunki. Jednak czym innym jest szukanie partnerskiego porozumienia, a czym innym zbyt dalece idące ustępstwa.

Nasze stanowisko powinno być jasne: jako niepodległy kraj nie możemy sobie pozwolić na dyktowanie nam przez kogokolwiek treści ustaw i jednocześnie zapewnić, że nie godzą one w nikogo, a służą jedynie obronie dobrego imienia Polski i Polaków.

Zamiast tego mamy ogromną kampanię jacy my jesteśmy od tysiąca lat uprzejmi i usłużni dla Żydów. Mnożone są z naszej strony inicjatywy by poprawić relacje, przy wyczekującej i wstrzemięźliwej postawie strony żydowskiej. Potrzebna jest długofalowa i  przemyślana strategia. Czy doraźna wizyta prezydenta polski w żydowskim przedszkolu poprawi nasz wizerunek na świecie?

Przez lata komuny mówiło się, że po wskazówki trzeba jeździć do Moskwy. Ostatnio jeździmy po wskazówki do Brukseli. Teraz okazuje się, że wypada dodatkowo jeździć po wskazówki do Izraela.

Warto przypomnieć delikatnie naszym władzom, że w tym roku obchodzimy stulecie odzyskania niepodległości i należy działać w duchu naszych bohaterskich i rozważnych przodków.

I jeszcze jedno! Honor jest rzeczą niezbywalną i nie może być przedmiotem wyjazdowych negocjacji.

Artykuł pierwotnie opublikowano na portalu wPolityce.pl

Autor: Ryszard Makowski
Satyryk. Kabaret „Pod Egidą”. Niegdyś felietonista „Uważam Rze”, obecnie „Sieci”.