Wczoraj był wyjątkowo zadziwiający dzień. O zdarzeniu w księgarni pisałem i post ten przyniósł ciekawy efekt. Otóż na „privie” odezwał się do mnie publicysta, uważający się za „prawicowca”, chociaż publikuje w jednym z mainstreamowych tygodników. Zgodnie ze swoją zasadą nie wymienię jego nazwiska. Spotkaliśmy się raz i wystarczy. Ów publicysta w krótkich żołnierskich słowach zapytał mnie o to, czy mój wydawca, pan Piotr Jegliński jest.. No właśnie. Nie powtórzę tego, gdyż plotek nie powtarzam, a cała sytuacja natychmiast skojarzyła mi się z dobrze zorganizowaną akcją deprecjacyjną, podobną do tej, którą prowadziła SB w latach 80-tych. Każdy, kto jest zainteresowany postacią Piotra Jeglińskiego może znaleźć wiele materiałów w sieci lub na stronie wydawnictwa. Ja dodam tylko, że pan Piotr był jednym z pierwszych wydawców książek dla podziemia w kraju i za swoją działalność wytoczono mu już pod koniec lat 70-tych proces zaoczny (§ 124 dawnego KK) za próby „obalenia siłą ustroju PRL”. W stanie wojennym oskarżano go o terroryzm (akcja balonowa i drukowanie zakazanych wydawnictw, które docierały nawet do Rosji), a także zorganizowano kilka brutalnych przedsięwzięć operacyjnych przeciwko jemu samemu i jego rodzinie. Wszystko to potwierdzają dokumenty SB oraz uzyskane z Instytutu Gaucka, ponieważ Stazi również aktywnie rozpracowywała Piotra Jeglińskiego, który prosił mnie bym, pisząc o wczorajszej sytuacji, ograniczył się jedynie do tych ogólnych stwierdzeń. Wracajmy do naszego „prawicowego, ale znośnie” publicysty. Jego słowa zdumiały mnie. Zaprzeczyłem jednoznacznie i zapytałem o konkretne dowody. W odpowiedzi otrzymałem wiadomość: „Tak mówią „w tramwaju” różni ludzie”. „Tramwaj” – ciekawe określenie metaforyczne kanałów rozprzestrzeniania w działaniach dezinformacyjno-inspiracyjnych. Ulubiony kanał NKWD i GRU, szczególnie w czasie Wielkiej Czystki i w latach siedemdziesiątych. Goebbels pisze o nim w swoich pamiętnikach, a Selfton Delmer uczynił z owego „tramwaju” główny oręż dezinformacyjnych działań specjalnych brytyjskiego wywiadu przeciwko Niemcom Hitlera. Mnie coraz częściej się wydaje, że „tramwaj” jest wyjątkowo popularny u nas od 25 lat. Odpowiedzi konkretnej oczywiście nie otrzymałem. Zamiast tego pojawiło się pytanie: „To dlaczego pana wydaje?”. I w tym momencie zrozumiałem błyskawicznie o co chodzi – zdeprecjonować, wbić klina, podważyć wzajemne relacje tak, by doprowadzić do całkowitego „zamknięcia się” poddanych presji owego „tramwaju”. Piękne pytanie sugerujące odpowiedź. Niestety, Panie Publicysto o prawicowym zacięciu z mainstreamowego środowiska, takie pytania są niebezpieczne i mogą zostać łatwo obrócone przeciwko pytającemu. Jak? Proszę bardzo. Pytanie zawiera sugestię, że byłego esbeka i oficera służb specjalnych wydają tylko wydawcy, którzy z tymi „wyróżnikami” mieli lub maja związki. Zgodnie z tą logiką Pan Publicysta musi być związany z nimi o wiele bardziej i „aktualniej, bo jego mainstreamowy tygodnik, jego księgarnia dość regularnie drukuje oraz reklamuje innych oficerów wywiadu, piszących książki. Jest to zresztą dobra i profesjonalna promocja, o wiele bardziej kosztowna, a więc i skuteczniejsza niż moja. Czy to oznacza, że Pan Publicysta ma takie związki, czy nie? Dajmy już temu spokój. Na zakończenie naszej „rozmowy” obiecałem Panu Publicyście, że upublicznię sprawę. Robię to, ale zachowuję prywatność interlokutora, gdyż takie mam zasady. Skorzystam jednak z okazji, by zaapelować do niego: Szanowny Panie, niech Pan nie ukrywa się za facebookowym priv i ujawni się, komentując ten post. Wiem, że regularnie Pan odwiedza mój profil. Rzucił Pan oskarżenie przeciwko mnie i mojemu wydawcy w sposób uniemożliwiający jakąkolwiek dyskusję. Tłumaczenie się „tramwajem” jest śmieszne i potworne zarazem. Miejmy odwagę „pokazać twarz”. Ja pokazałem. Teraz kolej na Pana. Chyba, że zabroniono Panu tego.

Na koniec ciekawostka. Tego typu sytuacje zaczęły narastać po ukazaniu się „Weryfikacji” oraz po sformułowanych przeze mnie postulatach ujawnienia zbioru zastrzeżonego IPN. We wtorek ma być w NOT dyskusja na ten temat, połączona z moim wieczorem autorskim (dla adwersarzy – każda okazja reklamy jest dobra). Teraz ja zadam pytanie: kto się boi ujawnienia materiałów byłej SB? Ciosy spadają i z lewej i z prawej strony. Szczerze powiem, że mam czasami dość i coraz częściej chcę zniknąć. Dać sobie spokój, ale z drugiej strony wiem, że o to chodzi twórcom takich operacji i nie spoczną na tym. Na mnie – i chyba nie tylko na mnie – działa to odwrotnie. Nie zamknę się, a oni będą musieli mnie „zamknąć” fizycznie i ostatecznie. Nie obchodzi mnie, jakie pomyje wyleją na mnie, nie zależy mi na uznaniu jedynie słusznych mediów, nie interesuje mnie, czy udowodnią, iż byłem złym oficerem wywiadu lub utraciłem „umiejętności wywiadowcze”, jak uważa jeden prawicowy dziennikarz, a drugi cytuje Orwella. Mam to gdzieś. Możecie nazwać mnie szaleńcem, prowokatorem, zdrajcą. O, nie! Nie umilknę. Właśnie dlatego, by wykoleić wszystkie „tramwaje” uważam, że zbiór zastrzeżony winien zostać upubliczniony. Mam dość budowania pomników fałszywym bohaterom. Mam dość deprecjonowania bez żadnych dowodów ludzi, którzy myślą inaczej, niż poprawność polityczna oraz narracja IIIRPRL Bis nakazuje. Mam dość udowadniania, że nie jestem wielbłądem. Mam dość archetypizacji i szufladkowania. Jeśli chcemy zmienić nasz kraj, to nie możemy zrobić tego na kłamstwach i oszustwie. Nie dziwcie się, proszę, emocjom. Jestem przecież oszołomem i jestem z tego dumny.