Nikogo nie tropię. Badam polską, smutną rzeczywistość okresu Polski Ludowej i strasznie mi jest przykro, i głupio zarazem, że z tego badania wychodzi, iż wiele powszechnych sądów, np. ten o tzw. „papieskich Wadowicach”, ma charakter mityczny. Chciałbym, żeby było tak, jak w wierszu: niech prawo zawsze prawo znaczy, a sprawiedliwość sprawiedliwość – mówi dr hab. Józef Brynkus w wywiadzie dla portalu Pressmania.pl. – Nie wierzę, by Beata Szydło została premierem. No, może taki tytuł nosić. Ale faktycznie rządzić będzie Jarosław Kaczyński. Będzie rządzić, gdy PiS wygra i dogada się z kimś (nawet z PSL) – podkreśla w rozmowie z Małgorzatą Kupiszewską lider listy wyborczej KWW Kukiz’15 w okręgu 12 (małopolska).

Małgorzata Kupiszewska: Jest Pan urodzonym góralem. Jak to jest mieszkać na nizinach?

Dr hab. Józef Brynkus: – Jakich nizinach? Faktycznie – urodzony jestem w górach: w Nowym Targu. Ale potem mieszkałem w Spytkowicach koło Rabki i tam się wychowałem. Jest to Podhale. A ludzie tam są specyficzni – pozytywnie. Tam ukształtowął się mój kanon wartości. Zawdzięczam go Rodzicom (tak z dużej litery). Do liceum chodziłem w Jabłonce. Choć w okresie głębokiego komunizmu, to jednak dużo zawdzięczam nauczycielom z LO. Wielu z nich było ukształtowanych przez pedagogów przedwojennych i tak też nas kształtowali. Teraz mieszkam – po kilku zmianach miejsca zamieszkania – w Wadowicach. Dla ludzi bardziej na północ mieszkańcy tego miasta to też górale.

Jako jedyny z rodziny zaszedł Pan tak daleko. Niebawem tytuł profesorski. Przyznaje się Pan do swoich korzeni? Do ludzi z nizin?

– Co to znaczy daleko? Wcale nie więcej osiągnąłem niż moi bliscy. Oni realizują się w innych dziedzinach. Tytuł profesorski – do tego droga daleka. Jedynie stanowisko profesorskie na uczelni. Ale zrobię wiele, by tytuł profesorski też osiągnąć. Zawsze będę się przyznawał do swoich „górskich” korzeni – choć chyba tak specjalnie nie muszę. Już bowiem od czasu studiów wszędzie, gdy się ze mną spotykano i rozmawiano, to mówiono, że widać, że z pochodzenia jestem góralem. Traktowałem i traktuję to jako ocenę mojej postawy, a nie komplement. Tak rzeczywiście jest – jestem góralem z charakteru – tzn. stanowczy, twardo stąpający po ziemi, ale starający się nie robić nikomu krzywdy.

Góral kojarzony jest z tym, który dużo pije, ale o dom rodzinny dba szczególnie. Dlaczego rozszedł się Pan z żoną, opuścił syna?

– To pytanie jest całkowicie bezzasadne. Złe skojarzenia z tym, że góral pije. Proszę pojechać w góry – kiedykolwiek i sprawdzić, kto chodzi po ulicach pijany. W zdecydowanej mniejszości są to górale. Bo oni ciężko pracują – „zbijają dutki”. Na pytania dotyczące mojego życia nie będę odpowiadał. Tego, które było, i tego, które jest. Proszę takich pytań nie zadawać. Tak się życie ułożyło. Jako rodzic nie mam sobie, myślę, że sądzą też tak inni, nic do zarzucenia.

Startuje Pan z „1” do Sejmu. Wyborcy muszą wiedzieć, kim jest ich reprezentant. Woleliby przed 25 października wiedzieć, że ma Pan partnerkę w wieku syna i małą córeczkę. Będzie Pan tę prawdę ukrywał przed światem?

– No to już wiedzą po tym pytaniu. To nie jest ukrywanie. Ale nie chcę, by ktoś babrał w moim prywatnym życiu. Wiem, że to dziś modne, ale w tych sprawach jestem staroświecki.

W komunistycznej Polsce kształtowali Pana nauczyciele przedwojenni. Czym się różnili od obecnych?

– W komunistycznej Polsce kształtowali mnie nauczyciele, których nauczyli i wychowali przedwojenni nauczyciele. Ale byli też tacy, którzy tej idei się sprzeniewierzyli. Im, tak jak umieliśmy i potrafiliśmy, przeciwstawialiśmy się. Nie wiem, czym ci nauczyciele, oparci na przedwojennych wartościach, różnią się od współczesnych. Ja swoich studentów uczę tego, by uczyli i wychowywali uczniów otwartych, ale przede wszystkim mających świadomość, że są Polakami.

To od tych prawdziwych Polaków, przedwojennych nauczycieli, nauczył się Pan dociekać prawdy, tropić agentów bezpieki? Szukać ukrytych TW?

– Skądże znowu. Takich przed wojną nie było wielu w Polsce. Nikogo też nie tropię. Badam polską smutną rzeczywistość okresu Polski Ludowej i strasznie mi jest przykro i głupio zarazem, że z tego badania wychodzi, iż wiele powszechnych sądów, np. ten o tzw. papieskich Wadowicach, ma charakter mityczny. Chciałbym, żeby było tak, jak w wierszu: niech prawo zawsze prawo znaczy, a sprawiedliwość sprawiedliwość. Tak na marginesie tego pytania – chętnie zapoznam się z oświadczeniami lustracyjnymi wadowickich kandydatów na posłów.

W Pana okręgu jest wielu mocnych kandydatów. Nie boi się Pan konkurencji?

– Jakich mocnych kandydatów: Beata Szydło – tak jest mocna siłą słabości i błędów PO oraz mądrości Jarosława Kaczyńskiego; Marek Sowa – to dzięki bratu jest silny. W środowisku lokalnym – uważam, że kandydaci są teoretycznie silni, ale czym – nazwiskiem: Kaczyński, Filipiak – tym, że dotąd nic nie zrobiła w sprawie oskarżeń, że Wadowice pod jej rządami padły łupem złodzieja? Marek Polak – interpelacjami w nocnych porach. Chciałbym się z nimi spotkać w debacie, a jednocześnie ta sytuacja kolejny raz potwierdza sens inicjatywy Pawła Kukiza: tylko JOW-y.

Przypomnijmy: Beata Szydło, Ewa Filipiak, Filip Kaczyński – obecny poseł. Marek Sowa brat znanego księdza. Burmistrz Andrychowa pan Żak. To silne nazwiska na mapie wyborczej. Jak zamierza Pan ich pokonać? Prześcignąć?

– Czym chcę ich pokonać? Swoją rzetelnością i uczciwością, a ich niewiarygodnością.

Zarzuca Pan kontrkandydatom do Sejmu niewiarygodność. Co się za tym kryje? Matactwa? Układy? Koterie?

– Oczywiście, że brak wiarygodności – podam przykład: do Sejmu kandydują ludzie z PO – no jak mogą być wiarygodni, gdy nic nie zrobili przez 8 lat swoich rządów. Są tak wiarygodni jak były prezydent. O reszcie nie będę teraz mówił, gdyż zostawię to sobie na bezpośrednie debaty.

Dlaczego Beata Szydło wyrzuciła Pana z partii PiS?

– Trzeba ją o to zapytać. Nie miała nawet odwagi, by podpisać pismo, w którym zawarto informacje o wyrzuceniu mnie z PiS. Prawdziwy powód zna tylko ona i wiąże się z tym, że nie chciałem, aby wadowickim PiS-em rządził człowiek z PO. Zaproponowałem taką uchwałę intencyjną na zjeździe okręgowym PiS w Chrzanowie, by do władz partii nie kandydowali ludzie szkodzący jej. Poparła mnie zdecydowana większość obecnych – takich zwykłych członków PiS. A przeciw była niemal cała wadowicka grupa PiS, dowieziona na spotkanie autobusem z Choczni i nawet kandydaci PiS w obecnych wyborach do Sejmu. Jest na to dowód w postaci nagrania z przebiegu zjazdu. Zresztą też w posiadaniu PiS.

Nie boi się Pan uderzać w przyszłą panią premier? Nie boi się Pan linczu jej popleczników?

– Nie wierzę, by Beata Szydło została premierem. No, może taki tytuł nosić. Ale faktycznie rządzić będzie Jarosław Kaczyński. Będzie rządzić, gdy PiS wygra i dogada się z kimś (nawet z PSL). Jaki lincz? – polityczny, społeczny, zawodowy, czy towarzyski? Nie boję się. Jacy to zwolennicy i członkowie PiS?

Nagle się okazuje, że wadowicki PiS to taki pokręcony popis? Ewa Filipiak jedną nogą w PO a drugą w PiS? Aberracja jakaś?

– W pytaniu jest odpowiedź. Tylko trochę ją rozwinę: Kilka lat temu Pani Filipiak obnosiła się z przynależnością do PiS. Chciałbym, aby wyjaśniła publicznie jak to było z jej kandydowaniem, gdy podała, że jest bezpartyjna. Potem nagle stała się członkiem drużyny PO. I to w tym charakterze poparła ją Beata Szydło podczas audycji Radia Wnet. Zresztą Beata Szydło, która pozuje na osobę wrażliwą, otwartą, bardzo brzydko się wtedy na wadowickim rynku zachowała, kpiąc sobie z przeciwników Ewy Filipiak. Też jest filmik na YouTube pokazujący jej zachowanie.

Wspierał Pan ugrupowanie Inicjatywę Wolne Wadowice. Burmistrzem został ateista Mateusz Klinowski. Jak to się ma do Pańskiego katolickiego światopoglądu. Nie kłóci się?

– Tam byli i są ludzie, którzy zostali skrzywdzeni przez wadowicki układ. Ale potem zaczął dominować Mateusz Klinowski. Wtedy ostygłem w poparciu. W przypadku Klinowskiego nie najgorszy jest jego ateizm. Znacznie gorszy jest pragmatyzm, co opisał jeden z lokalnych blogerów. Dlaczego Klinowski opowiada się za przyjęciem imigrantów z Syrii? (ja bym ich nazywał przybyszami – tak jak w Piśmie Świętym. Jeśli przyjmą i uszanują nasz porządek, a intruzami, gdy nie będą chcieli tego zrobić). Dlatego Klinowski chce ich przyjąć, aby na tym wypłynąć. Ale tu się pomylił. Jednego Biedronia już mamy. „Biedroń Wadowic” – to nawet dla Mateusza Klinowskiego hańba. Nie dlatego, że „Biedroń”, ale dlatego, że tylko naśladowca.

Ma Pan cięte riposty. I dużą wiedzę o nieczystych sprawkach. To zasługa znajomości akt wielu osób i socjotechniki?

– Nie znam akt osobowych. To analiza życia i pewna wiedza. Nie specjalizuję się w socjotechnice. Podejrzewam, że mam w niej wielkie braki. Już mi to kiedyś wypominano. Nie ukrywam swoich poglądów i to błąd. Gdybym był mistrzem socjotechniki, to każdemu bym coś sprytnie obiecał. A ja uważam, że tak się nie da. Nie ma równości i nie będzie. Ale słabych trzeba bronić – także z tego powodu, by nie doszło do niepotrzebnych demonstracji itd.

Jak pogodzi Pan pracę naukową z pracą poselską? To dwie zupełnie różne materie.

– Mam na to pewien pomysł. Ale to dopiero po wyborach. Dotychczas też byłem aktywny w wielu dziedzinach, a pracy naukowej nie zaniedbywałem. Mam kilkadziesiąt publikacji naukowych, wydanych w językach: polskim, angielskim, niemieckim i francuskim; kilkadziesiąt referatów wygłoszonych w Polsce i także za granicą. Jako radny gminy Wieprz zaskoczyłem tym, że jako jedyny przychodziłem z otwartą kopertą zawierającą materiały na sesje. Bo ja je czytałem i byłem do sesji przygotowany. Potem stało się to normą. Dam sobie radę.

Dlaczego zdecydował się Pan na kandydowanie do Sejmu? Co Panu obiecano? Prestiż czy nieograniczony dostęp do władzy i pieniędzy?

– Z tym kandydowaniem – to fakt: namówiono mnie. A nawet stworzono taką sytuację, że się z niej nie mogłem wycofać. Zaangażowałem się w Ruch JOW-ów już wtedy, gdy mało kto wiedział, że Kukiz zechce bardziej się publicznie zaktywizować. Ale uważam, że same JOW-y by mnie nie przekonały. Wtedy. Dziś mam pewność – widząc układanie list – wszędzie, w każdym miejscu Polski, że bez nich nic się w Polsce nie zmieni. Ale też przekonała mnie wizja Polski Kukiza. I jeszcze jedno – jego zdanie, że chce wprowadzić do Sejmu ludzi etycznych, czyli nową jakość. Nie mam ambicji wielkich, by mieć nieograniczoną władzę. Znam swoje miejsce w szeregu. Z pieniędzmi poselskimi może być różnie. 

Wielu obiecywało, a potem popijali wino za 1500 zł butelka. Dlaczego właśnie Panu wyborcy mają zawierzyć swoje życie?

– No cóż – ja coś dla ludzi zrobiłem. Zwłaszcza jako radny w gminie Wieprz. Poza tym, jak ktoś mnie obserwuje, choćby na Facebook’u, to widzi, że mam twardy kręgosłup. Powiem też przekornie: dlaczego mają zaufać tym, którzy rządzą dotąd (PO), tym, którzy dobijają się do władzy (PiS), a gdy ją całą mieli i mieli szansę na zmianę Polski – stchórzyli, tym co wiecznie odpowiadają na pytanie: kto wygra najbliższe wybory (PSL) – że nasz koalicjant; wreszcie tym, którzy nigdy się swego czerwonego pochodzenia nie wyparli (SLD i cały ZLEW) oraz tym, których przywódca zasłynął frankowymi deklaracjami. TYLKO KUKIZ’15 WPROWADZA ŚWIEŻOŚĆ. Ja, mimo zaawansowanego wieku (śmiech), chcę to udowodnić.

Skoro już Pan wie, dokąd zmierza – ku ławom poselskim na Wiejskiej – czego tam będzie Pan bronił? O co walczył? Co zmieniał?

– Tak jak Kukiz – chcę zmiany konstytucji i systemu sprawowania władzy, sprawiedliwych podatków – by płacili je ci, którzy w Polsce pracują, prowadzą firmy i nie wyprowadzają z niej środków. Kukiz’15 jako jedyny KWW mówi jasno, że nie chodzi tu tylko o podmioty zagraniczne, także polskich przedsiębiorców, którzy w Polsce mają firmy, a z podatkiem albo z zyskami uciekają za granicę; chcę także upodmiotowienia Polski na arenie międzynarodowej – by z Polską się liczono, a nie narzucano jej rozwiązania, z których korzystają inni, a nie Polacy (przykład – to kwestia obchodzenia embarga na dostawy do Rosji produktów rolnych, ale jest tego więcej).

Najważniejsze to mieć mocny kręgosłup. Dziękuję za rozmowę.

– Ja też bardzo dziękuję. Mam mocny kręgosłup – także fizyczny, bo ćwiczę.

Dr hab. Józef Brynkus - plakat wyborczy