Marcin Jop: #Pokój_Analiz
#Raport_z_Ukrainy

Poniedziałek 15 sierpnia 2022 roku, trwa rosyjska agresja na Ukrainę.

Co teraz?

Jak zwykle przypada mi rola dodającego łyżkę dziegciu do beczki miodu, choć mówiąc szczerze – prywatnie, zupełnie inaczej sobie wyobrażam treść własnych komunikatów. Kolejny raz nie dowiecie się Państwo jak fajne są i spektakularne kolejne odpalenia pocisków z systemów HIMARS i jak bardzo wpływa to na przebieg wojny. Dziś pochylimy się nad realnym odbiorem sytuacji na froncie, z naciskiem na sytuację Sił Zbrojnych Ukrainy.

Zatem po kolei. Przyjrzyjmy się kolejnym komponentom ukraińskiej armii, jednocześnie rozważając perspektywy nadchodzących tygodni.

A) Wojska Lądowe
Zasadniczymi problemami ukraińskich sił zbrojnych, uniemożliwiającymi w praktyce dynamiczne przejęcie inicjatywy od słabnącego przeciwnika i wykonanie poważnej operacji zaczepnej, są wielokrotnie wskazywane przez Pana płk Lewandowskiego braki w zakresie kadr oficerskich niższego i średniego szczebla, oraz słabość artylerii i broni pancernej.
– Brak kadr jest tym bardziej dotkliwy, że opiera się nie tylko o fizyczne straty bojowe, ale także o konieczność ponownego przeszkolenia specjalistycznego wielu oficerów działających na wcześniej nie znanym w zasadzie zachodnim sprzęcie. To wbrew pozorom dość poważna komplikacja, gdyż szybkie użycie na przykład systemów artyleryjskich pozyskanych z darów nie wynikało bynajmniej z gotowości kadr do operowania tymi systemami, ale z konieczności wywołanej sytuacją na froncie. Właściwie tylko bardzoi wysoki poziom umiejętności kanonierów ukraińskich sił zbrojnych sprzed wojny umożliwił w ogóle tak szybkie uruchomienie do działań nadchodzącej pomocy. Dzięki zaletom używanego przez ukraińskie siły zbrojne systemowi nadzoru i kontroli „Kropywa” możliwym było szybkie sprzęgnięcie nowych typów uzbrojenia z taktyką i skuteczne ich używanie. Rzecz w tym, że system ów polega na głębokiej decentralizacji – pełną panoramę pola walki ma każdy dowódca plutonu, nie mówiąc już o kompanii, lecz są też widoczne koszta takiego rozsiewu informacji. Zatem, ukraińska artyleria wzywana jest przez każdego sierżanta, oraz podporucznika w związku z aktualną sytuacją na froncie. Powiedzmy wprost – system ten jest znacznie wydajniejszy niż rosyjskie centralne planowanie ogni w perspektywie taktycznej, ale już w perspektywie operacyjnej niezupełnie zdaje egzamin. dzieje się tak z dwóch powodów. Pierwszy z nich, to dramatyczny brak artylerii, drugim zaś jest jakość dowodzenia.
Przed wybuchem wojny artyleria ukraińska to około 1500 lufowych i rakietowych zestawów artyleryjskich. Po wybuchu wojny przybyło jeszcze około 150 z darów z zachodu. Nie jest to ilośc wystarczająca (pomijając straty, które uszczupliły te zasoby o około 20 procent) do osłonięcia całego frontu. W związku z tym, dowództwo ukraińskie zmuszone jest do żonglowania posiadanymi zasobami, włącznie z wycofywaniem całej dyspozycyjnej artylerii z odcinków frontu uznanych za pasywne na rzecz tych, które są aktualnie atakowane. Tom Cooper podaje fantastyczny przykład Piskiego, gdzie wycofano całość posiadanych zasób artyleryjskich z powodu chwilowej ciszy, po czym rosyjska artyleria dokonała w tym rejonie ostrzału liczonego w 6 lub 7 tysięcy wystrzałów, co zaorało ukraińskie pozycje utrzymywane przez batalion 56 Brygady Zmechanizowanej. Batalion ów, całkowicie utracił spoistość, i tylko powolne i szablonowe działanie Rosjan spowodowało, że zdążyły na czas wejść do walki rezerwy operacyjne, które uratowały sytuację na froncie. Kolejny raz czuję się zmuszony napisać, że jakość zachodnich systemów artyleryjskich może mieć duży wpływ na przebieg działań, ale zasadniczym w tym momencie elementem ich skuteczności, jest ich obecność.
– Problem skuteczności dowodzenioa przez oficerów niższych i średniego poziomu lepiej wyjaśni z pewnością Pan płk Lewandowski, który specjalizuje się w tego typu zagadnieniach, ale to, co rzuca mi się w oczy to dylemat „Führer oder Verführer”, czyli Wódz, czy Uwodziciel. Pojęcie wodzostwa na polu walki nie ma negatywnych konotacji, jest jedynie formą sprawdzenia bieżących kompetencji osoby, która dźwiga ciężar bycia przywódcą. Niestety, tutaj pojawia się negatywna rola „Uwodziciela” – po prostu znaczna część dowódców formacji związanych zarówno z rezerwą kadrową sił regularnych, jak i z formacjami ochotniczymi okazał się zdolnymi organizatorami, ale zupełnie nieprzydatnymi oficerami liniowymi. W efekcie, trzeba teraz zastąpićnie tylko poległych i rannych, oraz detaszowancyh do innych jednostek, ale także tych, którzy nie spełnili oczekiwań. W sumie to całkiem sporo, biorąc pod uwagę dotychczasowe straty. Efekt przedwczesnego wprowadzenia jednostek do działań widzieliśmy na przykładzie dwóch w zasadzie rezerwowych brygad użytych do ataku na Dawidskij Brod. Także rzeźnia w Donbasie miała kolosalny wpływ na zdolność uzupełniania wakatów na poziomie dowódców kompanii i plutonów w walczacych tam brygadach. Teraz mamy tego konsekwencje.
Kolejnym aspektem jest brak pojazdów pancernych spełniajacych oczekiwania pola walki. Jak słusznie zauważono, straty ukraińskiej broni pancernej obejmujące czołgi z dostatecznym poziomem wyposażenia w termowizję i noktowizję sparaliżowały zdolność ukraińskich związków pancernych do poważnej operacji zaczepnej. Dary z Polski i innych krajów niekoniecznie wyrównują straty, gdyż T-72 wczesnych wersji niekoniecznie były „na chodzie”, a nawet jeśli, to nie posiadały elementarnego wyposażenia, niezbędnego do walki na dzisiejszym poziomie wymagań. Mówiąc szczerze, część tych pojazdów ma wartość złomu i jest bardziej problemem niż wsparciem, gdyż wymaga powaznych nakładów inwestycyjnych, nastręczających duże trudności obciążonej kosztami wojny gospodarce.
Z wszystkich tych zagadnień najistotniejsze z uwagi na aktualną sytuację wydaje się być jednak brak dostatecznej ilości systemów artyleryjskich. Nie dajmy się ogłupić spektakularnymi newsami – by wykonac takie zadanie lufowe bądź rakietowe zestawy muszą by c skądś wycofane – w efekcie brakuje ich w chwili rosyjskiego uderzenia. Trzeba je pilnie ściągać, jednocześnie tolerując sytuację w której własne pozycje obronne są „zaorywane” ogniem artylerii przeciwnika. To z kolei powoduje straty i koniecznośc użycia rezerw operacyjnych, czyli koło się zamyka – giną bowiem szeregowi podoficerowie i oficerowie. Czy da się tego uniknąć? i tak i nie. Dziś w dobie dynamicznego rozwoju technologicznego artylerii nadal można wycofać gros sił na głownąpozycję obronną mocno oddaloną od przedniego pasa przesłaniania. Nie widzę jednak nadal zdolności w wymiarze operacyjnym do poświęcania terenu, by zachować nienaruszoną siłę bojową własnych wojsk. Mam tutaj nadzioeję, że decyzje o szybkich taktycznych odwrotach dowódcy 72 Brygady Zmechanizowanej, które obserwowaliśmy przy okazji walk o elektrownię wuhłedarską nie zostały ocenione negatwynie, gdyż powinny stanowić wzorcowy przykład manewrowania defensywnego siłami. W każdym razie, powyższe trudności i oczywiście zasadzniczy brak sprzętu uniemożliwia stworzenie jakiejkowliek „Armii Rezerwowej” – zdobyty na najeźdźcy sprzęt niekoniecznie nadaje się do użytku, nawet, jesli optycznie z zewnątrz wygląda na gotowy do użycia przeciw dotychczasowym właścicielom. Żebyśmu się dobrze zrozumieli – obecnie ukraiński żołnierz bywa całkiem sam w swoim okopie. Nie wspiera go artyleria – bo jak nazwać pięć, czy sześć bardzo precyzyjnie położonych pocisków własnej artylerii, których miejsca upadku nie widzi, jeśli jego własny okop jest okładany setką, lub dwoma setkami pocisków artyleryjskich przeciwnika. Całymi dniami pod ogniem wroga nie może opuścić własnej pozycji, nie jest zmieniany i nie ma kontaktu werbalnego z nikim. Fakt, że w takich okolicznościach, ukraińscy żołnierze nadal utrzymują powierzone im pozycje zakrawa na niewysławione bohaterstwo.
Tutaj też warto odnieść się do zagadnień behawioralnych związanych z trwaniem, egzystencją i zdolnością. Trwanie jako takie nie jest zagrożone – zbyt wielka jest narzuta ideologiczna oparta na niegodziwości i skandaliczności najazdu. Bardzo silnie impregnuje to zdolność do walki w nawet najtrudniejszych warunkach.
Egzystencja w wojnie jest już zagadnieniem bardziej złożonym, dotyczy bowiem sytuacji w której mamy do czynienia z żołnierzem, który wpasowany jest w czasowość pierwotną – czyli ma punkt odniesienia wobec „tu i teraz” w związku z przeszłością, własnym doświadczeniem i pragnieniem zmaterializowania przyszłości. Patrząc na ukraińskich żołnierzy uwikłanych w totalizm działań wojennych rozkładający się na etos wytrwania i perspektywę wytrwania, na razie zdaje się wygrywać etos. Nie odnotowałem jak dotąd śladu rozkładu moralnego jednostek ukrainskich mimo bardzo silnych stresorów w postaci niepowodzeń i z zasady obezwładniającej wolę przewagi projekcji ogniowej przeciwnika.
Ostatnim aspektem jest zdolność – tutaj akurat obaw nie żywię żadnych – doświadczenie podpowiada mi, że bez względu na indywidualne predyspozycje i moralne predyspozycje potencjalni rekruci wszystko jedno w jakim wieku (mieszczący się w przedziale 18 lat, do 35 lat), przy odpowiednim przeszkoleniu i oddziaływaniu ideologicznym są w stanie wykonywac swoje obowiązki w takim samym stopniu, jak ich polegli lub ranni towarzysze powołani w pierwszym okresie wojny.

B) Siły Powietrzne i obrona plot
Ukraińskie siły powietrzne przed wojną liczyły sobie w przybliżeniu 250 samolotów bojowych i obecnie ten stan posiadania skurczył się o przynajmniej 40 maszyn. Doliczając samoloty „uziemione” z przyczyn technicznych nalezy przyjąć, że obecnie pozostaje w dyspozycji około połowy pierwotnego potencjału. Cały czas mam nadzieję na wzmocnienie tych sił w oparciu o choćby zasoby amerykańskiej Gwardii Narodowej, formacji posiadającej olbrzymie rezerwy sprzętowe. Dziwuję się tylko zupełnie nieprzystającym do rzeczywistości pola walki oczekiwaniami przysłania na Ukrainę maszyn A-10 „Thunderbolt”, gdyż mówiąc całkiem uczciwie w żaden sposób nie przystają do potrzeb Sił Powietrznych Ukrainy. Potrzebne są maszyny szybkie i zdolne do rażenia celów z dużej odległości, chroniąc w ten sposób załogi. Ukraińskie Siły Powietrzne kontynuując operacje bojowe na zasadze celnie nazwanej przez Toma Coopera „Spray and prey” poniosły wielkie straty w ludziach, a pragnę przypomnieć, że wyszkolenie pilota to obecnie kwestia czasu liczonego w latach, a nie dniach. Od dawna twierdzę, że podtrzymywanie morale wojsk lądowych przy pomocy lotów bojowych w strefie przyfrontowej jest absurdem, ale teraz poziom strat osiąga już na prawdę niebezpieczny poziom – abstrachuję tutaj od rezultatów takich operacji, które są równe zeru. Obecną sytuację zmienić może jedynie jednoczesne użycie przynajmniej czterech, lub pięciu eskadr F-16 uderzających na cele położone za frontem za pomocą zaawansowanych systemów, takich jak na przykład JASSM.
Ukraińska obrona przeciwlotnicza trzyma się dobrze. Nadal jest olbrzymią groźbą dla rosyjskich samolotów, choć punkt ciężkości jej działań niefortunnie nadal obejmuje duże cele powierzchniowe, czyli miasta. Co gorsza dla Rosjan maleją ich zdolności do skutecznych ataków na rakietowe zestawy plot – skutkiem zużycia sprzętu i niezbędnych remontów, ale także operacji ukraińskich. Co przegapiono przy komentowaniu niedawnego uderzenia na bazę w Saki – to utrata całkowita aż siedmiu wyspecjalizowanych maszyn. Przepadła Rosjanom cała grupa taktyczna używana do ataków własnie na ukraińską obronę przeciwlotniczą – co szczególnie ważne, straty maszyn Su-24M/MR nie są w stanie uzupełnić, a te maszyny przygotowane do walki radioelektronicznej w „nagonce” na ukraińskie systemy plot odgrywały rolę kluczową.

Reasumując – Siły Zbrojne Ukrainy mają swoje problemy i są bardzo uzależnione od pomocy krajów zachodnich. Nie ma mowy o jakiejkolwiek kontrofensywnie w wymiarze operacyjnym aż do czasu uzupełnienia braków i zrealizowania potrzeb opisanych w niniejszym artykule – zatem nie prędko. Z drugiej strony, siły ukraińskie sa w stanie skutecznie powstrzymywac napór Rosjan, którym ręce pętają coraz silniej ich własne ograniczenia. Wojna to zagadnienie wybitnie aksjomatyczno-logiczne, więc w ocenie aktualnej sytuacji, a zwłaszcza perspektyw zatrzymał bym się na najprostszej możliwej tautologii:

„O czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć”.

Drogi Czytelniku, jesli ten artykuł przypadł ci do gustu – udostępnij go i postaw Autorowi kawę, link do kawomatu: buycoffee.to/marcin_jop