Marcin Jop: #Pokój_Analiz.
#Raport_z_Ukrainy!
Dziś 5 listopada 2022 roku, trwa rosyjska agresja na Ukrainę.
W ciągu minionych dni aktywne działania wojenne trwały w kilku zaledwie dość ograniczonych sektorach rozległego frontu. Wiele mówi się o negatywnej roli pogody – tak rosyjskie media tłumaczyły fiasko „wielkiej ofensywy” w rejonie Wuhłedaru, która w rzeczywistości była nieudolną próbą rozpoznania bojem siły tamtejszych ukraińskich stanowisk obroonych z dodatkowym zadaniem ściągnięcia w rejon operacji przynajmniej części rezerw operacyjnych. Rosyjski atak zakończył się niepowodzeniem – był słabo przygotowany i zaangażowano do niego stanowczo zbyt małe siły aby móc w ogóle mówić o jakiejkolwiek „ofensywie”. Sądzę, że testowano przy okazji gotowość bojową własnych sił, stopniowo nasycanych rezerwistami. W konsekwencji niepowodzenia front ani drgnął, a oddziały ukraińskie wykonały szereg lokalnych kontrataków szybko przejmując inicjatywę. Obserwując filmiki obrazujące przebieg starć szybko dochodzi się do wniosku, że Rosjanie popełniają stare błędy z dziecinną łatwością i kompletnie bezrefleksyjnie – piechota szybko odpadła od nacierających czołgów, w efekcie, wśród gąszczu ukraińskich umocnień polowych próby wdarcia się w głąb pasa obrony szybko zamieniły sie w tradycyjne „polowanie na czołgi” w wykonaniu ukraińskiego zmechu, który starannie unikając konfrontacji pancernej załatwił sprawę niszcząc wysunięte najbardziej do przodu pojazdy wroga ciężka bronią piechoty, czyli granatnikami przeciwpancernymi. Uważam, że warto wspomnieć o takich starciach – w skali makro, zupełnie nieistotnych z operacyjnego punktu widzenia, ale pokazujących wybornie taktyczną degrengoladężołnierzy „Drugiej Armii Świata”.
Na całym froncie zasadniczo panuje spokój – wyjątkiem jest obszar Awdijewki, Bachmutu i Sołedaru, gdzie Rosjanie z uporem kontynuują nieudolne próby złamania ukraińskiej obrony, poprzez wyczerpanie nieustannym ostrzałem artyleryjskim i falowymi atakami na wybranych odcinkach. nie maja one jednak ani mocy, ani rozmachu widzianego choćby jeszcze w końcu sierpnia. Mimo wszystko na froncie w Donbasie ponwnie pojawiła 93 Brygada Zmechanizowana, która interweniowała przeprowadzając kilka udanych lokalnych kontrataków. Sytuacja tutaj jest stabilna i nie daje powodów do niepokoju.
Jeśli coś daje powody do niepokoju, to fakt kończenia przygotowań do jesiennego poboru armii rosyjskiej, który ma przynieść około 120 000 nowych poborowych. Oczywistym jest, że przynajmniej cześć tych ludzi trafi na Ukrainę. czynnikami nadal sprzyjającymi siłom obrońców pozostają oczywiście tradycyjny rosyjski bajzel (zwłaszcza słowo „bardak” należy do moich ulubionych, a bardzo dobrze obrazuje różnicę pomiędzy stanem zakładanym, a stanem rzeczywistym rosyjskich sił zbrojnych na przestrzeni dziejów), który objawia się w nagminnie szwankującej logistyce, kiepskim wyszkoleniu żołnierzy na większości szczebli, oraz fatalnym stanie technicznym uzbrojenia i wyposażenia. Mimo wszystko, przyrost masy ludzkiej będzie odczuwalny, a właściwie nawet już jest, gdyż dysponując zwiększonym potencjałem ludzkim nieco trudniej będzie Rosjanom popełniac kosztowne błędy, takie jak obsadzenie niemal czterdziestokilometrowego odcinka frontu ekwiwalentem trzech batalionów wojsk liniowych w rejonie Bałakliji. Kłania się tutaj to, o czym pisałem uprzednio – koncentracja weteranów walk w realtwynie małej ilości związków bojowych prowadzi do nasycenia odtwarzanych w pocie czoła szeregów wykrwawionych jednostek wysokim procentem podoficerów i oficerów bez jakiegokolwiek doświadczenia, co skutkuje taktycznym analfabetyzmem w najprostszych sytuacjach na polu walki. Rosjanie zatem konsekwentnie unikają implementacji istotnych doświadczeń z wielomiesięcznych walk z dobrze przygotowanym przeciwnikiem nadal usiłując mierzyć się z ukraińskimi przeciwnikami „po staremu”, kompletnie ignorując na wielu obszarach odczutą na własnej skórze róznicę pomiędzy Teorią, a Praktyką. I dobrze.
Wszyscy lubimy małe radości – dla mnie taką jest zdarzenie z pozoru błahe i nieistotne, mające miejsce 29 października. Tego dnia zginął w walkach na Ukrainie niejaki Maksym Szmanin – dla wielu dośc anonimowa postać. Otóż, mowa o członku ochotniczej formacji paramilitarnej o nazwie Russian Espanola, aktywowanej po wybuchu wojny, a skupiającej w swych szeregach bandytów stadionowych (i nie tylko stadionowych), z poszczególnych grup kibicowskich. Szmanin akurat był aktywnym członkiem grupy huliganów CSKA Moskwa. Moja mała radość z faktu jego śmierci polega na tym, że z jakichś powodów utarło się w kilku krajach Europy Środkowej, Południowej i Wschodniej, że takie grupki pseudokibiców poza aktywnym uczestnictwem w szeroko pojetej działalności kryminalnej są także przytuliskiem dla wszelkiej maści homofobów, politycznych radykałów i aspołecznych degeneratów, którym się wydaje, że Bóg zesłał ich na trybuny, by „odnawiac moralne oblicze społeczeństwa”. Szmanin był akurat konkretną „personą” w wewnętrznej kibicowskiej układance, a takie jak on postacie starały się, starają i zapewne będą starać „wychowywać młodzież z wysokości trybun do „miłości do ojczyzny”. o tym, jak zwyrodniała to nauka nie musze chyba nikomu tłumaczyć – rosyjskie grupy kibicowskie są absolutnie ściśle kontrolowane przez służby putinowskie i sa jednym z ważniejszych pasów transmisyjnych państwowej propagandy wielkoruskiego nacjonalizmu i szowinizmu w stosunku do młodzieży. Od czasu użycia takiej własnie organizacji paramilitarnej w wojnie w Bośni (osławiony Arkan i jego Tygrysy) wiemy, że ludzie ci mimo szczególnie głośno deklarowanego patriotyzmu podpieranego kultem brutalnej siły fizycznej, są absolutnie nieprzydatni na współczesnym polu walki, natomiast bardzo chętnie zajmują się tak odrażającymi zadaniami, jak czystki etniczne, gwałty i rabunek. Więc im mniej Szmaninów, tym więcej spokoju w wioskach na terytoriach okupowanych. Mówiąc wprost – mam nadzieje, że wkrótce rosyjski ruch kibicowski będzie miał kolejnych „męczenników”. Do piachu z nimi wszystkimi.
Z radości większych zaś, wyznaję, że bardzo podobają mi się słupki i wykresy dotyczące stanu rosyjskiej gospodarki. Zwłaszcza, jesli potrafimy czytac między wierszami. 20 % spadek produkcji sprzedanej w dziale napraw maszyn i urządzeń rok do roku. ta statystyka bardziej niz cokolwiek pokazuje zwijanie sie rosyjskiej gospodarki. W konsekwencji rosnącego problemu z organizacją „maintenance” środków produkcji w poszczególnych sektorach dane wskazujące na głębokie tąpnięcie produkcji tak istotnych artykułów pierwszej potrzeby jak pralki (57,9 procenta mniej rok do roku), lub lodówki (42,4 procenta mniej rok do roku), sa nie tylko efektem wyjścia wielu zachodnich firm z Rosji, lub wyczerpywania się zapasów podzespołów niezbędnych do podtrzymania bieżącej produkcji. Zapaść zaczyna doskwierać także całkowicie rodzimym producentom, którzy nie sa w stanie podtrzymać zdolności do codziennej pracy swych obrabiarek i urządzeń. To juz nie kwestia chipów, czy innej zaawansowanej elektroniki, lecz także zwykłych zaworów, rurek, obwodów elektrycznych, uszczelek i tym podobnych pierdół, których Rosjanie też nie nauczyli się produkować w dostatecznej ilości i jakości. Tutaj też widac jak na dłoni, dlaczego od początku inwazji rosyjskie siły powietrzne straciły z powodu katastrof jedenaście samolotów. Przy czym ostatnie dwa (myśliwiec i bombowiec Suchoja) podczas oblotów po remoncie głównym. Mózemy powiedzieć wprost – zły stan techniczny rosyjskich środków produkcji dotyczy już nie tylko technologii zaawansowanej, używanej własnie w awiacji. Coraz silniej będzie odczuwany w produkcji i remontach broni pancernej, parku samochodowego, a nawet w strzeleckiej broni indywidualnej. I żadna „gospodarska wizyta” szojgu, lub innych oficjeli tego nie zmieni. Wiem, że sytuacja ekonomiczna Ukrainy tez jest bardzo trudna, a jej miesieczne potrzeby pomocy finansowej szacuje sie obecnie na kwoty od 3, do nawet 5 miliardów dolarów, ale jakoiś mi lżej na sercu wiedząc, że rosyjskie przywiązanie do tradycji brakoróbstwa i poziomu zaawansowania własnej technologii produkcyjnej gdzieś w okolicach „młota i palnika” powoduje, że w tym kraju zabraknie wszystkiego, ze sznurem do snopowiązałek włącznie.
To dobry moment, by wspomnieć o kolejnej, wartej 400 000 000 dolarów transzy pomocy ze strony USA, zawierającej między innymi pociski rakietowe do zestawów przeciwlotniczych „Hawk”, które sa teraz tak potrzebne. Także Włochy zabrały sie raźno, za dostawy uzbrojenia oddając Ukrainie liczne zmodyfikowane M-109. Nadal czekamy na zwiekszenie zdolności bojowej ukraińskiej obrony przeciwlotniczej poprzez kolejne baterie systemów IRIS-T, NASAMS i przede wszystkim – rakiety Aster 15 i Aster 30, których znakomite parametry z pewnością będa miały wpływ na sytuacje na Ukraińskim niebie. Tutaj warto odnotowac wzrost aktywności ukraińskich sił powietrznych, które od około tygodnia powrówciły do wykonywania od 15 do 20 lotów bojowych dziennie koncentrując się na obszarze Chersonia i okolic. Zdarzają się także operacje na innych odcinkach, tak jak ta para Su-25 w asyścia MiGa-29 w rejonie frontu w Donbasie, ale zdecydowanie punkt cięzkości działań, to obszar nad Dolnym Dnieprem. czy to zwiastun przygotoweań do kolejnej operacji zaczepnej? trudno powiedzieć, ale jest to niewykluczone. Co istotne, oznacza, że dowództwo ukraińskie ponownie może skierować swe samoloty do działań na froncie rezygnując ze skupienia wszelkich dostępnych sił do przechwytywania rosyjskich pocisków manewrujących i dronów kierowanych przeciw celom cywilnym i infrastrukturze energetycznej. A to oznacza wzmocnienie sił obrony rakietowej, co bardzo, ale to bardzo cieszy.
Drogi Czytelniku, jesli ten artykuł przypadł ci do gustu – udostępnij go i postaw Autorowi kawę, link do kawomatu:
buycoffee.to/marcin_jop
Zostaw komentarz