Marcin Jop: #Pokój_Analiz.
#Raport_z_Ukrainy!

Dziś mamy 25 stycznia 2023 roku, trwa rosyjska agresja na Ukrainę.

Zapraszam Państwa na kolejny briefing dotyczący aktualnej sytuacji militarnej Ukrainy i niezwykle ważnych deklaracji złożonych przez politycznych reprezentantów krajów Świata Zachodniego.

Oczywiście, pierwszą sprawą do której musze się odnieść jest decyzja Kanclerza Republiki Federalnej Niemiec dotycząca wysłania w ramach militarnej pomocy walczącej Ukrainie 14 czołgów „Leopard” 2A6, oraz wyrażenie zgody na reeksport pojazdów tego typu użytkowanych przez inne kraje. Polska zadeklarowała gotowość do wysłania takiej samej liczby czołgów, w przypadku Hiszpanii mówi się nawet o 50 wozach, jednakże najprawdopodobniej chodzi o starszą wersję – 2A4. Ponadto Ukrainę wesprą czołgami także Finlandia i być może Królestwo Niderlandów, choć w przypadku tego ostatniego kraju sprawa jest nieco skomplikowana, gdyż na chwilę obecną całe zasoby tego kraju to 18 wozów niemieckich, a użytkowanych w formie leasingu i 16 wozów pozostałych po wyprzedaniu niemal całości zasobów. szkopuł w tym, że holenderskie załogi i ich czołgi stanowią organizacyjnie część niemieckiej jednostki wojsk lądowych, która po stracie tak ważnego komponentu znacznie zmniejszy swą zdolność bojową. Bez względu zatem na to, czy Premier Królestwa Niderlandów Mark Rutte zamierza czołgi te nabyć, sprawa wymaga dodatkowego porozumienia na osi Berlin-Haga, o ile takowe nie zostało już ustalone. Niemieckie pojazdy prawie na pewno pochodzić będą z zasobów jednostki szkolnej imitującej podczas ćwiczeń poligonowych siły „wroga”, więc de facto ich ofiarowanie Ukrainy nie wpłynie w krótkiej perspektywie czasowej na stan gotowości bojowej niemieckich sił zbrojnych. Na łamach prasy Republiki Federalnej mówi się głośno o zamiarze sformowania z przekazywanych czołgów dwóch batalionów, zatem najprawdopodobniej w grę wchodzi około dziewięćdziesiąt, do stu pojazdów. Bardzo ważna będzie także pomoc w zakresie szkolenia załóg ukraińskich, którą już wcześniej deklarowała Finlandia, także posiadająca czołgi „Leopard” i także gotowa na oddanie pewnej ilości wozów Ukrainie. Z całą pewnością część załóg szkolić sie będzie na poligonach niemieckich, oraz na Łotwie, gdzie znajdują się obecnie w ramach NATO oddziały hiszpańskie. Wraz z czołgami pochodzącymi z krajów europejskich Ukraina otrzyma także pewną ilość (prawdopodobnie od 30 do 50 wozów) M1A „Abrams” ze strony najbardziej dotąd hojnego dobroczyńcy, czyli USA. Nie posiadam niestety obecnie żadnych bardziej szczegółowych informacji na temat tej części pomocy, natomiast decyzja Białego Domu szczególnie mnie ucieszyła, gdyż powtarzałem i będę konsekwentnie powtarzał, że tylko zasoby USA pozwalają w dłuższej perspektywie na „westernizację” stanu posiadania sił zbrojnych Ukrainy, szczególnie w zakresie pojazdów pancernych.

Nie byłbym sobą, gdybym jednak nie dodał do tej wyczekiwanej z dawna i radosnej wieści swych przemyśleń, na ogół kojarzonych z pesymizmem – cóż, ktoś musi taki być… Drodzy Państwo, od razu zaznaczę, że nie mam większego przekonania do stwierdzenia, że w niedalekiej przyszłości będzie można nawet wspólnym wysiłkiem państw europejskich liczbę czołgów „Leopard” 2 potroić, a już próba podwojenia obarczona będzie ogromnym ryzykiem logistycznej zapaści. Nie znam stanu zapasów ani sił zbrojnych RFN, ani Polski, ani innych krajów zaangażowanych w pomoc Ukrainie, ale zwróciłem uwagę na jedną wypowiedź, która padła z ust Premiera Hiszpanii, Pana Pedro Sancheza. Powiedział on bowiem, że Królestwo Hiszpanii wesprze czołgami Ukrainę nawet, jeśli pomoc ta oznaczać będzie wykorzystanie zapasów czasu wojny Królestwa. Nie wolno nam się łudzić, że stan zapasów innych krajów będzie rażąco większy. Oznacza to niestety pewien górny limit zdolności utrzymania „w polu” darowanych Ukrainie czołgów. Ten sam problem dotyczy też sił zbrojnych USA. Musimy dostrzec i nie tracić z oczu faktu, że wszystkie te czołgi natychmiast po ukończeniu procesu szkolenia załóg pójdą w bój i będą bardzo intensywnie wykorzystywane, zupełnie tak samo, jak działo się to z artylerią samobieżną. Obecnie zatem najważniejszą troską szefów rządów i urzędników ministerstw obrony jest zwiększenie stanu potencjalnych zasobów, gdyż największym zagrożeniem będzie groźba wyłączenia z akcji czołgów ukraińskich, oraz sparaliżowaniem kilku kluczowych armii lądowych NATO przez brak części zamiennych i amunicji do kluczowego komponentu. Szczęśliwie, na dobrej drodze do rezygnacji z neutralności totalnej jest Szwajcaria, na której terytorium znajduje się znaczna część zasobów produkcyjnych niemieckiego koncernu Rheinmetall, w dodatku związanej właśnie z produkcją amunicji. Czym kończy się brak dostatecznej bazy materiałowej dla oddawanego Ukrainie sprzętu nauczyliśmy się przy okazji zablokowania przez Szwajcarię dostaw amunicji do „Gepardów”, której produkcji musiał podjąć się Rheinmetall właśnie, kosztem innych projektów i zamówień. Wydaje sie, że chyba właśnie wyartykułowana oficjalnie groźba zarządu Rheinmetall o przeniesieniu produkcji amunicji do innego kraju poskutkowała i przy odrobinie szczęścia Szwajcaria w trosce o los zatrudnionych we własnych zakładach zbrojeniowych zrezygnuje z blokady wysyłki amunicji na Ukrainę.

Decyzja o wysłaniu czołgów „Leopard” 2 dla Ukrainy zapadła w ostatnim z ostatnich możliwych momentów. Nie wolno jednak, patrząc z mojej perspektywy krytykować ani Kanclerza Niemiec (którego osobiście jako konserwatysta pełnej krwi zwolennikiem nie jestem), ani innych przywódców Świata Zachodniego. Trzeba pamiętać, że każdy z nich mierzyć się musi z ekonomicznymi skutkami perturbacji gospodarczych związanych z pandemią, ale również z konsekwencjami przekazywania walczącej Ukrainie konkretnych typów uzbrojenia i wyposażenia z własnych zasobów. Zasobów, które należy odtworzyć w dobie wydatkowania na obronność mniej więcej 2 % PKB, a w przypadku Niemiec, nawet mniejszego udziału w dochodzie narodowym brutto. W tym miejscu musze przypomnieć, że akurat politycy powinni w jak najmniejszym stopniu kierować sie w procesie decyzyjnym emocjami, ponieważ społeczeństwa ich krajów, a tym samym ich wyborcy zainteresowani są nie tylko wygraną Ukrainy, ale przede wszystkim własnym poziomem życia i wysokością emerytur. To bardzo niebezpieczne stąpanie po cienkim lodzie, o czym przekonał się choćby wielki Winston Churchill, który po to obronił Imperium Brytyjskie i pokonał ze swymi sojusznikami Nazistowskie Niemcy, by przegrać wybory z Clementem Atlee. Nade wszystko, kosztem właściwym i zasadniczym przekazania czołgów Ukrainie będzie trwałe znaczne zmniejszenie potencjału obronnego wielu europejskich członków NATO, co jest niebezpieczeństwem oczywistym samym w sobie. Zalecałbym zatem umiar w ocenach i krytyce postępowania wielu polityków. W świetle takich faktów czuję się w obowiązku nawiązać polemikę z niedawnym artykułem Marcina Ogdowskiego, który w swym skądinąd bardzo dobrym (jak zawsze) tekście powołał sie na wysoce emocjonalną strunę, mianowicie na „moralny dług Niemiec wobec Ukrainy”. Wszyscy coś straciliśmy, lub tracimy podczas tej wojny, ale musze postawić pytanie brzmiące – jaki ja, jako mieszkaniec Republiki Federalnej Niemiec mam dług wobec Ukrainy? Jaka noszę moralną odpowiedzialność? To samo pytanie może zadać każdy Schmidt, czy Fischer, z tej prostej przyczyny, że w przytłaczającej większości przyszli na świat grubo po zakończeniu II Wojny Światowej i nie ponoszą za nią najmniejszej nawet odpowiedzialności, mało tego – w pewnej, ale nie małej części mieszkańcy tego kraju są potomkami ofiar nieludzkiego nazistowskiego reżimu. Zostawmy emocje w spokoju i okażmy więcej zaufania tym, którzy dzierżą w rękach stery – to nie są łatwe decyzje zarówno w świetle naszej rzeczywistości, jak i przyszłości. Pomijam prosty fakt, że poza Ukraińcami zginęło też mnóstwo reprezentantów innych narodów ZSRR, w tym etnicznych Rosjan, których ofiary liczymy w milionach. W związku z tym, oni też powinni zażądać dostaw czołgów „Leopard” i innego wyposażenia wojskowego, przecież moralny dług zobowiązuje. Wybaczcie Państwo za ten mały nolens volens, ale niezależnie od tego jak oceniamy rządzących któregokolwiek kraju powinniśmy się skupiać na zrozumieniu ich wątpliwości, a nie negowaniu decyzji, lub ich braku. Łatwiej przyjdzie nam zaakceptowanie rzeczywistości w której egzystujemy.

Kończąc wywody skupię się na aktualnej sytuacji militarnej. Po ewakuowaniu Kliszcziwki Rosjanie najwyraźniej próbują złapać chwilę oddechu, gdyż ich aktywność nieco zmalała. Zarówno obie brygady desantowe (46 i 77), jak i działające nieco bardziej na południe od nich 53 i 28 Brygady Zmechanizowane trzymają się dobrze, a rosyjskie ataki wyraźnie osłabły. Domyślam się, że to zapewne cisza przed burzą, ale nadal nie okazuję większej troski stabilności i zwartości pasa obrony sił ukraińskich. Sądzę, że Rosjanie będą w ciągu najbliższych dni próbowali wykorzystać oskrzydlenie Bachmutu od południa i zintensyfikować swe wysiłki w celu opanowania tej miejscowości. Przypuszczam, że jeśli faktycznie będą w stanie zagrozić liniom komunikacyjnym broniących miasta jednostek, te ostatnie zostaną wzorem Soledaru ewakuowane. Na razie jednak do tego droga jeszcze długa i dla Rosjan, także bardzo bolesna.

Na chwilę obecną nie niepokoił bym się też nieco większą aktywnością Rosjan w pasie zaporoskim – nie sądzę, by na tu i teraz stać ich było na rozwijanie dodatkowych sił na tym odcinku, a niezbędnych przy ich obecnej taktyce. Nadal podtrzymuję opinię, że zasadniczym i pierwszoplanowym celem rosyjskiego dowództwa pozostaje zużycie ukraińskich rezerw operacyjnych, a najlepiej także i strategicznych i obecne walki są nieledwie skromnym preludium zmasowanych ataków na wybranym odcinku frontu w przyszłości. Pozostaje nam zatem uzbroić sie w cierpliwość w trosce o to, by podobną cierpliwością i powściągliwością wykazywało się dowództwo ukraińskie. Nawiasem mówiąc, największą obawą jest ta, że dowództwo ukraińskie poczuje sie zmuszone do rzucania do walki przybywającego sprzętu w miarę szkolenia załóg, częściami. To zdecydowanie wizja, które prześladuje mnie najbardziej – sprowadzenie tak długo wyczekiwanych pojazdów do roli, jaką w Wehrmachcie podczas wojny odgrywały ciężkie czołgi typu „Tygrys” – nieliczne ich jednostki niewielkich rozmiarów mające ogromne problemy z podtrzymaniem gotowości bojowej większości wozów łatające front i rzucane do walki przy okazji każdego kryzysu, dla ratowania coraz bardziej pogarszającej się sytuacji operacyjnej. Wierzę, że już wkrótce z pozyskanego sprzętu będzie można będzie można stworzyć silną rezerwę zdolną swymi walorami bojowymi dokonać głębokiej penetracji rosyjskich pozycji w wybranym punkcie, by stać się istną Nemezis najeźdźcy. Dziś ważny dzień i oby zwiastował same dobre wiadomości z frontu, czego i sobie i Państwu życzę.

„Leopard” i „Abrams” na jednej fotce – oby jak najszybciej pojawiły się podobne zdjęcia takich wozów z ukraińskimi znakami identyfikacji państwowej na pancerzach.

Drogi Czytelniku, jesli ten artykuł przypadł ci do gustu – udostępnij go i postaw Autorowi kawę, link do kawomatu:
buycoffee.to/marcin_jop