Sprawa wdowy po Kiszczaku jest bardzo ciekawa, skomplikowana i znacząca, ale w zupełnie innym aspekcie niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Zawsze i wszędzie przy tego typu wydarzeniach trzeba zachować szczególną ostrożność, ponieważ ludzie bezpieki rzadko kiedy działają spontanicznie i z otwartą przyłbicą. Właściwie wszystkie hipotezy, które pojawiły się przez ostatnie 24 godziny, w jakimś stopniu pasują do kuriozalnego zachowania Kiszczakowej. Prowokacja, zemsta, palenie większej akcji, w końcu zwykła babska próżność i starość, która pomieszała zmysły. Nie wiem jak było i na żadną wersję nie postawię załamanego gorsza, ale parę rzeczy można uporządkować. Jeśli to miała być prowokacja wciągająca „oszołomów” w pułapkę, to nie bardzo pasuje czas i miejsce. Minę pod obecną władzą należało odpalić przed wyborami, a nie teraz i za pomocą zupełnie innych ludzi niż prezes IPN. Palenie większej akcji też wydaje się mało prawdopodobne, bo takie rzeczy robi się prosto i bez zbędnego ryzyka. Posyłanie Kiszczakowej do IPN, żeby przykryć większą rzecz brzmi absurdalnie i żaden esbek nie bawiłby się takie koronkowe akcje. Swego czasu Sławomirowi Cenckiewiczowi anonimowy życzliwy po prostu wysłał paczkę na adres domowy z pakietem kwitów. Proste, pewne, bez nakładu sił i środków. Jest jeszcze taka możliwość, że ten zabieg miał na celu ostateczne zamknięcie tematu „Bolka”. Polegało by to na tym, że kwity od Kiszczaka niczym szczególnym nie różniłby się od znanych i omawianych faktów. W RPIII takie tematy bardzo szybko i sprawnie się rozmywa krótkim: „ile można, znowu te teczki, Bolek, Lolek, trzeba patrzeć do przodu”. Jednak największą słabością tej hipotezy jest postawa samego Wałęsy, całkowicie histeryczna, naiwna, żenująca. Trudno sobie wyobrazić, żeby ratowanie tyłka Wałęsy miało się odbyć bez jego udziału i wcześniejszego rozpisania ról.

Pozostaje do omówienia działanie spontanicznie, wynik wielu impulsów i stanów emocjonalnych małżonki Kiszczaka i jak nigdy widzę tę sprawę właśnie tak banalnie, ale w bardzo szerokim kontekście. Od dłuższego czasu Kiszczakowa próbowała się dostać do IPN i co zaskakujące komuś takiemu prezes Kamiński kazał czekać dwa tygodnie. Oczywiście nie chodzi mi o honory, ale wiedzę tej pani. Dziwne zachowanie samej wdowy, jeszcze dziwniejsze prezesa IPN. Wreszcie dochodzi do spotkania i okazuje się, że dysponentka kwitów zażyczyła sobie marne 90 tysięcy. Z tej informacji wynika wprost, że taka klientka natychmiast zostanie oddana prokuraturze i aż się w głowie nie mieści, że można się zachować równie idiotycznie. Czy esbecy posłaliby wdowę po swoim szefie w takie bagno? Po co, dla zabawy, z czystego cynizmu, który nie przynosi żadnych korzyści? No i ta cena! 90 tysięcy za papiery, które dotyczą fundamentalnych dla historii Polski faktów i biją w „legendę Solidarności”? Samo narzuca się pytanie, dlaczego nie poszła z tym do „Bolka”, który dałby 3 razy tyle, aby nic nie wypłynęło? Jeden wielki bardak, tak się esbecy nie bawią, bo i nie ma sensu urządzać podobnych spektakli. Co się zatem dzieje, czy raczej stało? Wiele wskazuje na to, że wraz z upływającym czasem i wykruszającą się kadrą, nie ma już takiej determinacji i organizacji, które pozwoliłby dopilnować najskrytszych tajemnic PRL i RPIII. Jaruzelski nie żyje, Kiszczak nie żyje, Kwaśniewski i cała SLD się skończyły, UD wraz z PO i Nowoczesną dogorywa i niczego nie są w stanie załatwić. Innymi słowy nie ma kogo szantażować i nie ma na czym robić wielkich biznesów.

Jeszcze 10 lat temu byłoby nie do pomyślenia, żeby starzy towarzysze nie zabezpieczyli archiwum Kiszczaka i pozostawili te skarby tracącej rozum wdowie. A dziś wdowa puka do IPN przez dwa tygodnie, nikt nie dostaje cynku, że się kiepsko dzieje i nikogo nie znajdują w piątek po południu, powieszonego w łazience. Opisany stan rzeczy to właśnie ten aspekt, który został pominięty, chociaż w tej sprawie jest fundamentalny. Komedia z udziałem Kiszczakowej i IPN pokazuje, że kończy się pewna epoka, wraz ze zgonami strażników i utratą wpływów przez niegdysiejszych szantażystów. Nie ma komu pilnować i nie ma kogo pilnować. Jak się dobrze przyjrzeć to niby jakie jeszcze „autorytety” PRL, czy RPIII są warte ochrony? Komorowski skompromitował się sam, Tusk uciekł i się skończył, Walter sprzedał biznes, Michnik jest bankrutem. Wizyta wdowy w IPN ma swoje symboliczne i proste wytłumaczenie. Szanowni Rodacy właśnie kończy się komunizm, dogorywający esbecy siedzą na masie upadłościowej, nie ma o co i nie ma o kogo się bić, to każdy próbuje wyrwać ile się da oferując prywatne zbiory komu się da. Znów się będę tłumaczył z optymizmu, jeśli nie z naiwności, ale moja diagnoza brzmi następująco. Jesteśmy świadkami upadku okrągłostołowej mistyfikacji i stało się tak w wyniku zwykłych procesów biologicznych – natura zrobiła swoje. Esbecka śmietana wymarła, pozostałe kadry głupieją na starość albo dorabiają do emerytury, bo nic więcej nie są w stanie zrobić.

http://kontrowersje.net/wdowa_po_kiszczaku_poprawi_a_szczepkowsk_w_2016_roku_sko_czy_si_w_polsce_komunizm