Fałszywe reklamy wykorzystujące wizerunki znanych Polaków stały się potężnym narzędziem internetowych oszustów. Ofiary tracą pieniądze, a przestępcy wykorzystują markę, nazwisko i twarz osób, którym odbiorcy ufają. Rafał Brzoska, prezes InPostu, postanowił powiedzieć „dość”. Po jego zawiadomieniu UODO wszczął postępowanie dotyczące Facebook Poland, zwrócił się do irlandzkiego regulatora oraz zaapelował do Komisji Europejskiej o systemowe działania przeciwko scamowi wykorzystującemu deepfake. Czy dla gigantów technologicznych kończy się era bezkarnego zasłaniania się rolą „pośrednika”?

Twarz Polaka nie jest własnością platformy

Sprawa, którą nagłośnił Rafał Brzoska, dotyka problemu, z którym może zetknąć się praktycznie każdy. W internecie pojawia się fałszywa reklama. Na zdjęciu lub nagraniu widzimy znaną osobę. Jest jej twarz, nazwisko, czasem głos. Wszystko wygląda wiarygodnie. Problem w tym, że człowiek przedstawiony w reklamie nigdy jej nie nagrał, nie polecał produktu i nie udzielał zgody na wykorzystanie swojego wizerunku.

Za wszystkim stoją oszuści.

Sztuczna inteligencja dodatkowo sprawia, że stworzenie przekonującego materiału jest dziś znacznie łatwiejsze niż jeszcze kilka lat temu. I właśnie tutaj zaczyna się problem odpowiedzialności platform.

Brzoska uruchomił procedurę

Prezes InPostu poinformował, że po skierowaniu przez niego pisma do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych regulator podjął cztery konkretne działania.

Po pierwsze, wszczął postępowanie administracyjne w sprawie Facebook Poland.

Po drugie, potraktował jego skargę również jako zawiadomienie dotyczące możliwych systemowych nieprawidłowości.

Po trzecie, UODO zwrócił się do irlandzkiej Data Protection Commission o projekt decyzji dotyczącej postępowania prowadzonego od lipca 2024 roku.

Po czwarte, skierował do Komisji Europejskiej wniosek dotyczący systemowych działań przeciwko oszustwom wykorzystującym technologię deepfake.

To już nie jest więc kolejna internetowa awantura pomiędzy przedsiębiorcą a wielką korporacją.

W sprawę wchodzą regulatorzy.

„To są moje dane osobowe”

Jedno ze stwierdzeń przedstawionych przez Brzoskę ma fundamentalne znaczenie.

Wizerunek człowieka może być daną osobową.

Jeżeli więc ktoś wykorzystuje twarz, nazwisko czy inne informacje pozwalające zidentyfikować konkretną osobę w fałszywej reklamie, nie mamy wyłącznie do czynienia z „internetowym memem” czy nieautoryzowanym materiałem.

Może pojawić się również problem naruszenia przepisów o ochronie danych osobowych. I to zmienia perspektywę całej sprawy. Bo jeżeli platforma przetwarza dane osobowe, musi przestrzegać określonych obowiązków.

Najważniejsze pytanie: kto odpowiada za reklamę?

Właśnie tutaj znajduje się najostrzejszy punkt sporu. Przez lata internetowi giganci mogli argumentować, że są przede wszystkim platformami, na których użytkownicy publikują treści. Ale co w sytuacji, gdy nie chodzi o przypadkowy wpis użytkownika, lecz o płatną reklamę, za której wyświetlanie platforma otrzymuje wynagrodzenie?

Co więcej – reklamę, która może wykorzystywać wizerunek konkretnego człowieka i służyć wyłudzeniu pieniędzy?

Czy w takiej sytuacji nadal wystarczy powiedzieć:

„My tylko hostujemy”?

Rafał Brzoska uważa, że nie.

I trudno nie zauważyć, że jeżeli system reklamowy platformy pozwala oszustom masowo docierać do potencjalnych ofiar, problem przestaje być wyłącznie problemem tych, którzy kliknęli w fałszywą reklamę.

Staje się problemem całego ekosystemu.

Scam stał się biznesem

Skala zagrożenia jest szczególnie niepokojąca dlatego, że oszuści coraz profesjonalniej wykorzystują technologie sztucznej inteligencji.

Deepfake pozwala stworzyć nagranie, w którym znana osoba może „powiedzieć” coś, czego nigdy nie powiedziała.

Można podrobić głos.

Można zmienić twarz.

Można wykorzystać prawdziwe zdjęcia i informacje, aby stworzyć fałszywą historię.

A następnie kupić reklamę i próbować dotrzeć z nią do kolejnych użytkowników.

To już nie jest prymitywny phishing z błędami ortograficznymi.

To przemysł oszustwa, który korzysta z najnowszych technologii i możliwości targetowania reklam.

Brzoska mówi: nie odpuszczę

Prezes InPostu zapowiada dalszą walkę.

Ja nie odpuszczę, dopóki scam nie przestanie być metodą oszukiwania Polaków przez przestępców i współsprawców z @Meta” – napisał.

To mocne słowa.

Ale równie mocne są działania, które już zostały podjęte.

Szczególne znaczenie ma fakt, że sprawa nie została potraktowana wyłącznie jako indywidualny konflikt dotyczący wizerunku jednej osoby. UODO miał dostrzec również potencjalny problem systemowy.

A jeżeli problem jest systemowy, potrzebne są systemowe rozwiązania.

Co może zrobić zwykły użytkownik?

Brzoska zwraca uwagę na rzecz niezwykle istotną: osoby, których wizerunek został wykorzystany w oszukańczej reklamie, nie muszą pozostawać bezczynne.

Pierwszy krok to zabezpieczenie dowodów.

Zrzut ekranu reklamy, zapisanie jej adresu, nazwy konta, daty oraz innych informacji może być później bardzo ważne.

Drugi krok to zgłoszenie reklamy platformie.

Trzeci – jeżeli doszło do naruszenia danych osobowych – to skarga do UODO.

To ważne, ponieważ pojedyncze zgłoszenia mogą pokazywać skalę problemu. Jeżeli takich przypadków pojawiają się setki czy tysiące, coraz trudniej traktować je jako odosobnione incydenty.

Czy giganci technologiczni zaczną ponosić realną odpowiedzialność?

To będzie najważniejsze pytanie na dalszym etapie tej sprawy.

Nie chodzi przecież o to, aby każdą platformę internetową obarczać odpowiedzialnością za każde oszustwo popełnione przez użytkownika.

Chodzi o sytuację, w której system reklamowy jest wykorzystywany do masowego rozpowszechniania oszustw, a ofiarami stają się zarówno użytkownicy, jak i osoby, których wizerunek został bezprawnie wykorzystany.

Jeżeli okaże się, że obecne mechanizmy ochrony są niewystarczające, regulatorzy będą musieli odpowiedzieć na pytanie, czy największe platformy robią wystarczająco dużo, aby zapobiegać takim praktykom.

To nie jest już tylko sprawa Brzoski

Najważniejszy wniosek z całej historii jest prosty.

Dzisiaj oszuści mogą wykorzystać twarz Rafała Brzoski.

Jutro mogą wykorzystać twarz polityka, lekarza, dziennikarza, przedsiębiorcy albo zwykłego użytkownika internetu.

Dlatego walka z deepfake’ami i reklamowym scamem nie jest prywatną wojną jednego biznesmena z Metą.

To walka o to, czy człowiek ma kontrolę nad własnym wizerunkiem i danymi w cyfrowym świecie.

Rafał Brzoska zapowiada kolejne kroki.

„Kolejne kroki już wkrótce!”

I tym razem sprawa może być znacznie większa niż jeden fałszywy spot reklamowy.

Bo jeśli UODO, irlandzki regulator i Komisja Europejska rzeczywiście doprowadzą do systemowych zmian, dla internetowych gigantów może rozpocząć się zupełnie nowy rozdział.

Rozdział, w którym „my tylko hostujemy” przestanie być wystarczającą odpowiedzią.

 

Fot. Rafał Brzoska / Facebook