Najbardziej zdumiewające w sporze o szczepionki Pfizera nie jest nawet to, że Polska może zapłacić miliardy. Najbardziej zdumiewające jest to, że dziś próbuje się wmówić Polakom, iż winę za całą sytuację ponosi rząd Mateusza Morawieckiego. Tusk to ochoczo wykorzystuje zmanipulowanymi atakami, żeby przykryć pedofilskie, obrzydliwe afery w swoich szeregach.
Tymczasem fakty są znacznie mniej wygodne.
Umowę na gigantyczne dostawy szczepionek nie negocjował rząd w Warszawie. Negocjowała ją Komisja Europejska w imieniu państw Unii. To w Brukseli ustalano liczby dawek, warunki dostaw i mechanizm odpowiedzialności. Państwa członkowskie w praktyce dostały gotowy kontrakt.
Jeszcze bardziej kontrowersyjny jest sposób prowadzenia tych negocjacji. Wiadomo dziś, że część rozmów między Ursulą von der Leyen a szefem Pfizera odbywała się przez wiadomości SMS. Gdy dziennikarze zażądali ich ujawnienia, okazało się, że wiadomości zniknęły i nie zostały zarchiwizowane.
Co więcej, sprawa tych SMS-ów trafiła aż do sądu. W maju 2025 r. unijny Sąd uznał, że Komisja Europejska nie miała prawa odmawiać ujawnienia wiadomości tekstowych wymienianych między Ursulą von der Leyen a prezesem Pfizera Albertem Bourlą. Sędziowie stwierdzili, że Komisja nie potrafiła wiarygodnie wyjaśnić, dlaczego tych wiadomości nie można odnaleźć ani czy zostały usunięte.
Mówimy przy tym o kontrakcie o gigantycznej skali. W jego ramach Unia Europejska zamówiła aż około 1,8 miliarda dawek szczepionki firmy Pfizer, a wartość tej umowy szacowano na około 35 miliardów euro.
O decyzjach podejmowanych w imieniu setek milionów Europejczyków. A jednak dokumentacji z kluczowych rozmów po prostu nie ma.
Dziś, gdy pandemia dawno minęła, pojawia się rachunek. I nagle słyszymy w Polsce, że winny jest Morawiecki, bo nie odebrał wszystkich zamówionych szczepionek.
Tyle że mówimy o rachunku liczonym w miliardach. W sporze z Pfizerem pojawiają się kwoty rzędu około 1,3 miliarda euro, czyli mniej więcej 5-6 miliardów złotych, które Polska może być zmuszona zapłacić.
To wygodna narracja polityczna, ale bardzo daleka od prawdy.
Polska nie negocjowała tej umowy z koncernem farmaceutycznym.
Co ciekawe, w Stanach Zjednoczonych coraz częściej pojawiają się pytania o warunki podobnych kontraktów z firmami farmaceutycznymi i o to, czy państwa nie wzięły na siebie zbyt dużej odpowiedzialności. W Europie takich pytań długo prawie nie zadawano.
Dopiero gdy pojawiły się miliardowe rachunki, okazało się, że problem istnieje naprawdę.
Dlatego zanim zacznie się w Polsce kolejna polityczna, prymitywna wojna o to, kto zawinił, warto zadać jedno proste pytanie: kto naprawdę podpisał kontrakt, który dziś może kosztować polskich podatników miliardy?
Bo jeśli ktoś chce szukać odpowiedzialności, to wypada zacząć tam, gdzie ta decyzja faktycznie zapadła -w Brukseli.