Geniusze w cieniu Enigmym Jak Zygalski, Rejewski i Langer dokonali niemożliwego – złamali szyfr niemieckiej maszyny szyfrującej, powstrzymali pychę Niemców, przekonanych o niezłomności swojego systemu, i dokonali jednego z największych przełomów w historii światowego wywiadu.

„Mit maszynowej doskonałości”

Wyobraźcie sobie Państwo maszynę, która generuje szyfr o tak gigantycznej liczbie kombinacji, że gdyby cała ludzkość usiadła do jego ręcznego złamania, potrzebowałaby na to milionów lat. Maszynę, która stała się sercem i mózgiem potęgi militarnej Adolfa Hitlera. Niemiecka Enigme. Przez ekspertów z Londynu i Paryża uważana za absolutnie doskonałą, niemożliwą do rozszyfrowania. Niemcy byli tak pewni jej potęgi, że powierzali jej najgłębsze tajemnice III Rzeszy.

A jednak, ten mit absolutnej doskonałości runął. I runął nie za sprawą potężnych zachodnich mocarstw, ale dzięki trzem młodym chłopakom z Wielkopolski.
Dokładnie 31 grudnia 1932 roku Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski złamali szyfr niemieckiej maszyny szyfrującej. Polscy kryptolodzy powstrzymali pychę Niemców, przekonanych o niezłomności swojego systemu, i dokonali jednego z największych przełomów w historii światowego wywiadu. Dziś opowiemy Państwu ich historię – pełną geniuszu, samotnej walki, ucieczek przez Pireneje i… wielkiego, powojennego zapomnienia.

Moja dalsza opowiesc idzie przez meandry: „Matematyka zamiast lingwistyki”

Aby zrozumieć ten sukces, musimy cofnąć się do lat dwudziestych. Na całym świecie wywiady zatrudniały do łamania szyfrów lingwistów, filologów i szachistów. Szukano powtarzających się słów, specyfiki języka. Jednak wojskowa Enigma była inna. Każde naciśnięcie klawisza powodowało obrót skomplikowanych wirników. Ta sama litera za każdym razem stawała się czymś zupełnie innym. Szyfr żył, zmieniał się co sekundę.

Wtedy na scenę wkracza podpułkownik Gwido Langer, szef polskiego Biura Szyfrów Sztabu Głównego. Langer, wizjoner i wybitny oficer wywiadu, zrozumiał to, czego nie pojęli Brytyjczycy: maszyny nie pokona się językiem. Maszynę można pokonać tylko inną machiną i czystą matematyką.
Langer organizuje tajny kurs kryptologii na Uniwersytecie Poznańskim. Wybiera trzech najzdolniejszych studentów matematyki: Mariana Rejewskiego, Jerzego Różyckiego i Henryka Zygalskiego.

Lider tego zespołu, Marian Rejewski, dokonał rzeczy niemożliwej. Wykorzystując zaawansowaną algebrę, teorię permutacji i grup, stworzył matematyczny model Enigmy. Co najgenniejsze – zrobił to, nigdy nie widząc niemieckiej maszyny wojskowej na oczy! Posłużył się jedynie kilkoma starymi dokumentami zebranymi przez francuskiego szpiega i przechwyconymi z eteru depeszami. Odtworzył wewnętrzne okablowanie niemieckich wirników za pomocą równań na kartce papieru i teraz pojawia się bitwa z czasem, dla której Zygalski tworzy broń w postaci placht wygrywając walkę o każdy dzień.

Niemcy jednak nie próżnowali. Codziennie rano operatorzy Enigmy zmieniali układ wirników i połączenia kabli. Polacy musieli codziennie od nowa szukać klucza do szyfru. Wtedy do akcji wkraczają genialne wynalazki.

Pierwszym była „bomba kryptologiczna” Rejewskiego – elektromechaniczne urządzenie, które automatycznie przeszukiwało miliony kombinacji. Drugim, niezwykle pomysłowym narzędziem, były tak zwane „płachty Zygalskiego”.

Wyobraźcie sobie Państwo wielkie arkusze papieru. Henryk Zygalski wymyślił, że wykorzysta błędy proceduralne niemieckich radiotelegrafistów. Niemcy dla pewności przesyłali klucz depeszy dwukrotnie. Zygalski na swoich płachtach wycinał zwykłymi żyletkami malutkie dziurki w miejscach, gdzie matematycznie mogły wystąpić powtórzenia liter.

Praca była tytaniczna. Setki arkuszy, tysiące wyciętych otworów. Gdy Polacy odbierali meldunki, nakładali te papierowe płachty jedna na drugą na specjalnym stole podświetlonym od dołu mocną żarówką. Każda kolejna płachta działała jak filtr, odrzucając błędne kombinacje. Gdy nałożono ostatni arkusz, całe światło z dołu stołu gasło… poza jednym, jedynym punktem. Mały promyk światła przebijający się przez dziurki wskazywał polskim geniuszom dokładne ustawienie Enigmy na dany dzień. Niemiecki potężny szyfr leżał u ich stóp.

I oto mamy lipiec 1939 roku. Nad Europą wiszą czarne chmury, wojna jest kwestią tygodni. Niemcy wprowadzają do Enigmy dodatkowe wirniki. Polskiego Biura Szyfrów nie stać na produkcję kolejnych, setek tysięcy płacht i bomb – brakuje budżetu i czasu. Ppłk Gwido Langer podejmuje wtedy strategiczną, historyczną decyzję.

25 lipca 1939 roku w tajnym ośrodku w Pyrach pod Warszawą, w głębi Lasu Kabackiego, dochodzi do spotkania. Przybywają szefowie wywiadów Francji i Wielkiej Brytanii. Brytyjski kryptolog, Dilly Knox, jedzie tam z lekkim lekceważeniem – uważa, że Polacy chcą tylko pofantazjować. I wtedy Polacy kładą na stół dwie idealne, wyprodukowane w Warszawie repliki Enigmy. Przekazują plany bomb i płachty Zygalskiego.

Brytyjczycy są w głębokim szoku. Oni od lat tkwili w martwym punkcie, a Polacy czytali Enigmę od siedmiu lat. Polskie Biuro Szyfrów oddało cały ten dorobek sojusznikom zupełnie za darmo, w imię wspólnej walki.

Kilka tygodni później wybucha wojna. Te polskie repliki, wywiezione w ostatniej chwili pocztą dyplomatyczną, trafiają do słynnego brytyjskiego ośrodka Bletchley Park. To tam młody, genialny Alan Turing rozpoczyna swoją pracę. Ale pamiętajmy o faktach, które często pomija zachodnia kinematografia: Turing nie zaczynał od zera. Brytyjskie potężne maszyny deszyfrujące były bezpośrednim rozwinięciem koncepcji polskiej bomby Mariana Rejewskiego. Według szacunków najwybitniejszych historyków, ten polski dar skrócił II wojnę światową o co najmniej 2 do 3 lat. Ten „ Dar dla świata w cieniu wojny – ocalił miliony ludzkich istnień przed śmiercią na frontach i w obozach zagłady.

A potem pojawia się – wielka niesprawiedliwość! Wojenne losy naszych bohaterów to gotowy scenariusz na film szpiegowski. Po klęsce wrześniowej kryptolodzy ewakuują się do Francji. Pracują w ukryciu pod Paryżem, a potem w strefie nieokupowanej. Tam dopada ich pierwsza tragedia – w styczniu 1942 roku w katastrofie statku na Morzu Śródziemnym ginie Jerzy Różycki.

Gdy Niemcy zajmują całą Francję, zespół musi uciekać. Rejewski i Zygalski przedzierają się pieszo przez ośnieżone Pireneje do Hiszpanii, trafiają tam do więzień, by w końcu dotrzeć do Wielkiej Brytanii.

Jednak ich dowódca, pułkownik Gwido Langer, zostaje schwytany przez Gestapo w marcu 1943 roku. Niemcy doskonale wiedzą, kim jest. Rozpoczynają się brutalne, wycieńczające przesłuchania w obozie SS. Langer staje przed próbą życia. Zastosował genialną taktykę „kontrolowanej prawdy”. Przyznał Niemcom: „Tak, łamaliśmy Enigmę przed wojną”. Ale natychmiast dodał kłamstwo: „Przestaliśmy cokolwiek rozumieć w 1938 roku, gdy dodaliście nowe wirniki. Zabrakło nam pieniędzy i sprzętu”.

Niemcy, zepsuci własną pychą, uwierzyli mu. Langer, milcząc pod torturami, uratował tajemnicę Bletchley Park. Niemcy do 1945 roku nie zmienili systemu, będąc pewnymi, że ich kody są bezpieczne.

A co spotkało Rejewskiego i Zygalskiego w Anglii? Wielka, bolesna niesprawiedliwość. Brytyjski wywiad, ze względu na chorobliwą nieufność kontrwywiadowczą, odizolował Polaków od Bletchley Park. Genialni twórcy sukcesu zostali zepchnięci na boczny tor, do łamania podrzędnych szyfrów w Boxmoor. Do końca wojny nie wiedzieli, że machina, którą uruchomili, działa na pełnych obrotach.

To jest mój wyraz hołdu o zapomnianych bohaterach, świat i co szczególnie bolesne także Polska – nie pamięta o nich !

Po 1945 roku alianci objęli sprawę Enigmy drakońską tajemnicą państwową na kilkadziesiąt lat. Polscy bohaterowie zostali zapomniani.

Henryk Zygalski pozostał na emigracji w Anglii. Żył bardzo skromnie, pracując jako zwykły nauczyciel matematyki w prowincjonalnej szkole w Chichester. Sąsiedzi nie mieli pojęcia, że starszy pan z Polski uratował Europę. Zmarł w 1978 roku. Dopiero po latach na tamtejszym uniwersytecie stanął monument z napisem w języku polskim: „Syn narodu polskiego, poddany brytyjski, matematyk, kryptolog, złamał szyfr niemieckiej Enigmy”.

Marian Rejewski wrócił do komunistycznej Polski w 1946 roku. Przez lata żył w strachu przed komunistycznym Urzędem Bezpieczeństwa, ukrywając swoją przeszłość i pracując jako cichy księgowy w fabryce kabli w Bydgoszczy. Świat dowiedział się o jego geniuszu dopiero pod koniec jego życia.

Pułkownik Gwido Langer zmarł w zapomnieniu w Szkocji w 1948 roku. Na swój sprawiedliwy powrót czekał najdłużej – dopiero w grudniu 2010 roku jego prochy sprowadzono do ojczyzny i pochowano z honorami w rodzinnym Cieszynie.

Dziś, kiedy używamy komputerów, internetu czy smartfonów, pamiętajmy, że podwaliny pod erę cyfrową kładli polscy matematycy. Marian Rejewski, Henryk Zygalski, Jerzy Różycki i pułkownik Gwido Langer. Ludzie, którzy rzucili wyzwanie maszynie, powstrzymali pychę agresora i dokonali niemożliwego. I choć świat przez lata milczał, dziś z dumą przywracamy im głos – bo to polski geniusz ocalił wolność.