Całe życie zawodowe miałem do czynienia z agenturą. Polską i obcą. Nawet sobie nie wyobrażacie Państwo, jak ludzie potrafią uzasadnić robienie świństw bliźnim i jest to niezależne od systemu. Robią to ze strachu, z naiwności, chcą załatwić wrogów i bardzo rzadko z poczucia patriotyzmu. To smutne, ale tak jest i widać to szczególnie było w kontrwywiadzie po roku 1990.

Niestety, „dziki” kapitalizm wyprodukował rzesze ludzi, którzy donieśliby na każdego, by zarobić lub zniszczyć konkurentów. To była pułapka i kilku moich kolegów dało się na to złapać. O dziwo, zauważyłem w toku całej swojej pracy pewną prawidłowość: im kto był bardziej wykształcony, tym łatwiej dało się go „złapać”, a uzasadnienia, jakie sam „złapany” tworzył dla siebie były często nawet dla nas szokujące.

W roku 2004, po sześciu latach placówki, MSZ postanowił odwołać pewnego dyplomatę. Po informacji o odwołaniu, dyplomata ów przyszedł do mnie i zaproponował mi, że będzie moim współpracownikiem i powie mi wszystko o wszystkich, nawet o żonie i jej znajomych, pod warunkiem, że „załatwimy” jego zmiennika. Wówczas przedłużyliby mu jeszcze na rok. Nie mógł zrozumieć mojego śmiechu i tekstu: „Stary! Jesteś tak nieważny, że nawet służba bezpieczeństwa się Tobą nie interesuje”. Ten żart o SB w roku 2004 dotknął go bardzo i poszedł do WSI. Oni go wzięli.

Takich ludzi zawsze traktowałem w sposób jednoznaczny: wysłuchać i wywalić. Nie są wiarygodni, ponieważ wymyślą wszystko, by zaspokoić własne potrzeby. „Mroczni rycerze”? Raczej nie Batmany tylko Nietoperki.