PARADA ZWYCIĘSTWA BEZ POLAKÓW 8 CZERWCA 1946. Odebrano Polakom godność, ale nie zabito w nich woli walki. W momencie powszechnego entuzjazmu, w chwili ogólnoświatowej radości Polska rozpoczynała kolejny etap walki o niepodległość. Złośliwość losu chciała, że moment ten nastąpił w chwili, gdy świat świętował zwycięstwo.

,,Polska, jako pierwszy kraj, który przeciwstawił się III Rzeszy, będzie kroczyć na czele parady zwycięstwa” mówił do polskich żołnierzy w 1940 r Hugh Dalton, brytyjski minister w rządzie Winstona Churchilla. W defiladzie, ciągnącej się 15 km przez ulice Londynu, uczestniczyły wojska wszystkich krajów zwycięskiego sojuszu, z wyjątkiem Polski.

Byli tam wszyscy. 30 narodów walczących z Niemcami podczas II wojny światowej. Wszyscy, tylko nie Polacy. Rząd Wielkiej Brytanii nie pozwolił Polakom z Polskich Sił Zbrojnych na udział w tym wielkim święcie radości. Polacy przeżywali gorycz zdrady.
.

POLACY MOGLI OGLĄDAĆ PARADĘ Z CHODNIKA.

Od pierwszej do ostatniej minuty II wojny światowej Polacy byli wszedzie. 200 tys żołnierzy na wszystkich frontach: Narwik, Tobruk, Ancona, Bolonia, Monte Cassino, Arnhem, Faialse, Bitwa o Anglię.

Niemal połowa informacji wywiadowczych brytyjskiego Kierownictwa Operacji Specjalnych pochodziła od Polaków,

Rozszyfrowanie Enigmy,

Zdobycie planów V 1 i V 2, opóźnienie produkcji rakiet, które miały spadać na Londyn i wyeliminować Wielką Brytanię z wojny.

1,21 miliona przebytych mil morskich, 787 konwojów, 1162 patrole i operacje bojowe Polskiej Marynarki Wojennej

760 zestrzelonych samolotów, 73 486 myśliwskich lotów bojowych, 11 706 lotów bombowych, ok. 15 tys. ton zrzuconych bomb i min

Stojąc w ogromnym tłumie, as myśliwski z Dywizjonu 303 Witold Urbanowicz, ponuro przyglądał się przechodzącym oddziałom W mundurowej paradzie, rozciągniętej na kilkanaście kilometrów, w ogóle nie było Polaków.

Wielka to była gorycz. Przelewali krew nie tylko za Polskę ale i za Wielką Brytanię. Jednak Clement Attlee nie chciał narażać się Stalinowi, mimo, że ten był ponad 2 500 km od Londynu.

Niejeden z bohaterów Bitwy o Anglię, z pod Falaise czy spod Monte Cassino zadał sobie pytanie: czy było warto?

******

Gdy 4 czerwca 1944 r w zajętym przez aliantów Rzymie odbyła się defilada zwycięstwa nie dopuszczono do niej zdobywców Monte Cassino z 2. Korpusu Polskiego.

Amerykański generał Mark Clark oznajmił wówczas: ,,Żadnych Greków, Polaków ani straży pożarnych nie potrzebuję”. 😡

Kiedy świat świętował pokonanie Niemiec, w Polsce pełną parą działał zainstalowany przez Sowietów aparat komunistycznego terroru. Katownie UB i NKWD, skrytobójstwa, bezpodstawne procesy.

Radość z pokonania morderców spod znaku swastyki przeradzała się w strach przed czerwonymi ,,wyzwolicielami”. Dodatkowo Związek Sowiecki bezprawnie odebrał nam wschodnie terytoria z Wilnem, Grodnem i Lwowem na czele.

Wszystko to pomimo faktu, że Polska poniosła olbrzymią ofiarę podczas wojny. Zginęło blisko 6 mln. obywateli II RP. Jako pierwsi staraliśmy się powstrzymać niemiecką agresję w Europie. Mieliśmy także olbrzymi wkład militarny oraz naukowy w ostateczne zwycięstwo.

Chociaż oddziały Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, które brały udział w wielu najważniejszych bitwach II wojny, nadal stacjonowały w Europie Zachodniej, zostały pominięte przez rząd brytyjski. W ten symboliczny sposób Zachód potwierdził oddanie Polski w strefę wpływów sowieckich.

W depeszy z okazji zakończenia wojny z Niemcami 8 maja 1945 Król Jerzy VI napisał do prezydenta RP Raczkiewicza.

„Narody brytyjski i polski wspólnie walczyły przeciw brutalnemu wrogowi w ciągu pięciu tragicznych lat. Dzielni polscy żołnierze, marynarze i lotnicy walczyli obok moich sił zbrojnych w wielu częściach świata, wszędzie uzyskując ich wysokie uznanie.

W szczególności, my w tym kraju z wdzięcznością wspominamy rolę odegraną przez polskich lotników w Bitwie o Wielką Brytanię, którą cały świat uznaje za przełomowy moment w wojnie. Jest moją najszczerszą nadzieją, że Polska uzyska nagrodę za całą jej odwagę i ofiarność…”

,,Czy wszyscy straciliśmy poczucie przyzwoitości i wdzięczności?” Takich słów użył gen. Philip Joubert de Ferte, wybitny dowódca lotnictwa z okresu Bitwy o Anglię gdy dowiedział się o nieobecności Polaków podczas Londyńskiej Parady Zwycięstwa.

Żołnierze walczący na Zachodzie nie mogli po wojnie wrócić do ojczyzny. Czekały ich prześladowania z rąk komunistów, dla wielu powrót oznaczał pokazowe procesy, a później więzienie lub śmierć z rąk oprawców uzurpujących sobie prawo do sądzenia członków Polskich Sił Zbrojnych.

Koniec II wojny światowej był zatem szczególnie gorzki dla żołnierzy z Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, wojsk lądowych, lotników z polskich dywizjonów myśliwskich i bombowych, naszych spadochroniarzy, czy członków załóg polskich okrętów. Jakby gwoździem do trumny, a przy tym honorowym policzkiem był brak zaproszenia na Paradę Zwycięstwa.

Brytyjczycy nie chcieli drażnić Stalina, co w okresie napiętych relacji między niedawnymi sojusznikami ma oczywiście jakiś sens. Nie da się jednak ukryć, że fakt niezaproszenia reprezentantów Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie był przejawem zwyczajnego tchórzostwa.

Dość ironicznie brzmieć może informacja, że w orszaku znaleźli się przedstawiciele Meksyku czy maleńkiej Fidżi. Nikt nie odbiera im bohaterstwa, bo także oni złożyli daninę krwi. Ich obecność wobec braku Polaków, którzy jako pierwsi stanęli do walki z III Rzeszą, może być określana mianem popularnego „chichotu historii”.

Wielu Polaków pozostałych po wojnie w Wielkiej Brytanii – a przecież niedawno mieli tu status bohaterów – w milczeniu przyglądało się uroczystości. A ta była niezwykła.

Defiladę odbierał król Jerzy VI wraz z rodziną królewską. Kolumna maszerujących wojsk liczyła kilkanaście kilometrów. W gronie defilujących znaleźli się przedstawiciele blisko 30 krajów.

20 tys żołnierzy z 30 państw m.in Amerykanie, Kanadyjczycy, Australijczycy Brazylijczycy, Nowozelanczycy, Czesi Belgowie, Duńczycy, Norwegowie, Francuzi, Holendrzy, Irańczycy, Irakijczycy, Egipcjanie, Meksykanie, byli Hindusi w turbanach, Grecy w białych spódniczkach, Szkoci w kiltach a nawet oddziały z Etiopii, Seszeli i Fidżi.

Obecnym w tłumie Polakom trudno było ukryć rozgoryczenie. Sojusznicy zapomnieli o krwi przelewanej przez polskich żołnierzy, spychając ich na margines historii. Nie liczyły się już zestrzelone samoloty i zdobyte linie nieprzyjaciela.

Zapomniano o podziękowaniu i choćby symbolicznej nagrodzie. Spóźnione zaproszenie Dywizjonu 303, brak oficjalnych pism umożliwiających wzięcie udziału przedstawicieli marynarki czy sił lądowych zakrawało na ironię, a w gruncie rzeczy pokazywało, że polityczne konwenanse brytyjski rząd stawiał wyżej niż wieloletni sojusz i braterstwo broni.

Nieobecność przedstawicieli Polskich Sił Zbrojnych na paradzie zwycięzców wpisuje się w szereg wielu upokorzeń, jakich Polacy doznali po zakończeniu wojny.

Zaproszenie na paradę otrzymali od Brytyjczyków tylko żołnierze Dywizjonu 303 i to na krótko przed defiladą. Anglicy nie życzyli sobie, by w defiladzie brali udział przedstawiciele sił lądowych i marynarki wchodzących w skład Polskich Sił Zbrojnych, które przecież stanowiły jedną z najliczniejszych narodowych formacji walczących przeciwko hitlerowskim Niemcom.

Oburzeni lotnicy unieśli się honorem, że nie zaproszono innych polskich jednostek i paradę zignorowali. Podobnie jak kilku wyższych polskich oficerów, do których zaproszenia wysłano w ostatniej chwili, wyraźnie pod presją narastającego skandalu.

Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie liczyły w 1945 r ok. 200 tys. żołnierzy a na Wschodzie ponad 100 tys…..

W 2003 r brytyjski premier Tony Blair przeprosił polskich weteranów za postawę swoich poprzedników. 2 lata później Polacy po raz pierwszy wzięli udział w londyńskiej paradzie zwycięstwa.