– Nasz Papa (św. Jan Paweł II – przyp.red.) nauczył mnie także umiejętności wyboru tego, co ważne w życiu, choć przede wszystkim, gospodarowania czasem. – portalowi Pressmania.pl mówi Krzysztof Witkowski, właściciel i kustosz Muzeum Monet i Medali św. Jana Pawła II w Częstochowie. – Jest wiele takich chwil w życiu, że człowiek potrzebuje wyciszenia. Może powędrować pod krzyż Chrystusa i zwierzyć mu się, oddać pokłon, dziękując Mu, że się obudził sprawny na ciele i umyśle, podziękować za kolejny przeżyty dzień i zrobić codzienny rachunek sumienia. Choć wiele razy się upada, to jednak wiara w miłosierdzie, a przede wszystkim pewność, że On kocha i zawsze wybacza, jak nikt po tej stronie życia, odnawia wiarę także w innych. Wiara i rozum pochodzą od Pana Boga i powinny podążać ze sobą w identycznych proporcjach, aby rozum nie uczynił człowieka pysznym, a wiara dewotem. Gdy idą w parze, prowadzą nas do kontemplacji prawdy, czyli do Stwórcy – dodaje w rozmowie z Małgorzatą Kupiszewską

 Małgorzata Kupiszewska: Czy Muzeum Monet i Medali św. Jana Pawła II w Częstochowie prowadzi statystyki? Ile już osób gościło?

Krzysztof Witkowski: – Z frekwencją jest różnie i nie ma reguły. Przez ponad 4 lata, od powstania Muzeum, odwiedziło nas około 10 tys. osób z kraju i z zagranicy.

Jaki impuls sprawił, że podjął się Pan takiego trudu: stworzyć i prowadzić Muzeum?

– Pasję kolekcjonerstwa zaszczepił mi śp.Tatuś Antoni. Gdy byłem mały to „dostawałem po łapach”, jak chciałem dotknąć monety, szczególnie lustrzanki. Linie papilarne z dotyku, pozostawione na stałe, powodują utratę wartości monety o 40%. Potem to zrozumiałem. A jak wiadomo, to co zabronione najlepiej smakuje. Tak też było w moim przypadku. Gdy byłem już dorosły i miałem stabilną sytuację zdrowotną, po przebytym udarze mózgu w 2004 roku, postanowiłem, że moim wotum za dar zdrowia będzie muzeum poświęcone pontyfikatowi świętego Jana Pawła II, który też zawierzył swoje życie Królowej Polski. U Jej stóp, nieopodal klasztoru na Jasnej Górze, zgromadziłem w jednym miejscu to wszystko, co stworzyli artyści z całego świata największemu z rodu Polaków. Od 2010 roku, kiedy nabyłem od Pana Wojciecha Grabowskiego z Londynu podwalinę tej kolekcji, prezentowaną w całości w 2006 roku na Zamku Królewskim w Warszawie, powiększyłem ją 3 – krotnie.

Pasja zamieniła się w ciężką pracę?

– Każdy, kto jest kolekcjonerem, traktuje swoje hobby jako odskocznię i dlatego to nie męczy. To daje kopa energetycznego. Cały czas mamy o czym porozmawiać z branżystami: o nowościach, o kolekcji, o św. Janie Pawle. Ciągle się czegoś uczymy, odkrywamy Go na nowo. Ciężka praca dotyczy tylko sfery fizycznej. Często zdarza mi się być na nogach od 7- mej do 2-ej w nocy. Nie ma przestojów, Muzeum rano musi być otwarte. Co można tyle czasu robić? Od zmiany ekspozycji po umieszczanie nowych obiektów, umiejętne oświetlenie, kompletowanie serii, fotografowanie i opisywanie nowych egzemplarzy.

Jedną z cenniejszych rzeczy w zbiorach Muzeum jest figura Matki Boskiej z kamieniem z księżyca. Ma Pan certyfikat, że właśnie stamtąd pochodzi?

– Mariusz Drapikowski, twórca sukienek naszej Czarnej Madonny, wpadł na ten oryginalny pomysł i stworzył ze srebra i białego bursztynu wizerunek Matki Bożej Ostrobramskiej. Matka Boża jest Królową Wszechświata nie tylko Ziemi. Zawsze przedstawiana jest na księżycu, bo urodziła Chrystusa w nocy. W taki księżyc wmontowany został kamień ważący 3,2g. Naprawdę pochodzi z oddalonego od nas o 400 tys. km ciała niebieskiego, potwierdzone jest oczywiście stosownym certyfikatem.

Gromadzi pan pamiątki po największym ambasadorze polskiej kultury, św. Janie Pawle II. Jakie relikwie zgromadził Pan w Muzeum? Co zdobył Pan z największym trudem?

 – Obecnie zdecydowanie pełniejsza nazwa brzmieć powinna Muzeum Pontyfikatu Świętego Jana Pawła II. Jest tu zgromadzone ponad 300 relikwii I, II i III stopnia. Mamy pukiel włosów z 1978 roku (przed konklawe został ostrzyżony przez brata Mariana Markiewicza i to on nam je przekazał), sutannę, ornat od księdza Stanisława Kardynała Dziwisza , krzyże pektoralne, medale, które wręczał na pielgrzymkach. Mamy 286 sztuk. Ciągle coś przybywa i to cieszy. Są hierarchowie, którzy chcą pomóc, którym podoba się ten świecki zapał i kultywowanie pamięci o naszym Rodaku! Dziękuję za to z całego serca.

 Zgromadził Pan ponad 1500 monet z wizerunkiem św. Jana Pawła II. Najstarsza pochodzi z 1932 r. To możliwe?

– Monet jest obecnie prawie 2 tysiące i rzeczywiście najstarsza nosi datę 1932 roku, a jej nominał to 10 zł. Wybita została w tym właśnie roku, a „zamieniona” w latach osiemdziesiątych, przygotowana została przed wizytą naszego Papieża w kraju. Polak, mieszkający obecnie w Szwajcarii „wyręczył” NBP i wybił tzw. kontrmarkę. O szczegółach opowiem podczas ewentualnej wizyty w muzeum.

Na monety wydał Pan krocie. Jedne z nich zdobione są kryształami Swarovskiego. Jak Pan je znajduje?

– To opowieść na książkę. Każdy egzemplarz ma swoją historię. Może dla przykładu opowiem o monecie z Kuby w Au z 1997 roku. Była wybita w 250 egzemplarzach, więc nakład rozsądny. Lecz miejsce egzotyczne i nie chodzi tu o geografię. Była przeznaczona tylko dla swoich. Bez szans na zakup. Pan Wojciech, gdy dowiedział się, że jest dostępna na dworcu lotniczym w Hawanie, wykupił tygodniową wycieczkę i udał się po tę monetę. Mówił mi, że niewiele pamięta z wakacji, bo cały czas martwił się, czy mu ktoś nie kupi jej „sprzed nosa”. Zakupu mógł dokonać dopiero przy wyjeździe. Jest u nas, udało się.

Kogo Pan gościł w swoich progach w ramach comiesięcznych spotkań?

– Odbyło się 46 spotkań, więc lista jest długa. Zapraszam na stronę www.jp2muzeum.pl, są tam relacje wideo ze spotkań pt. „Z Janem Pawłem II ku przyszłości”. 18-go marca 2012 roku zainaugurował ten cykl abp Mieczysław Mokrzycki. Kilkakrotnie odwiedził nas Arturo Mari, byli arcybiskupi i biskupi z całego kraju, profesor Gabriel Turowski i profesorowie pani Wanda i Andrzej Półtawscy, przyjaciele naszego Papieża.

Od kiedy spotkania są transmitowane w świat? To przecież forma prywatnej TV…

– Już w 2014 roku rozpoczęliśmy transmisje live. Gdy przeglądamy potem, kto nas oglądał, znajdujemy informację o odbiorcach z obu Ameryk, Japonii, Filipin, z krajów basenu Morza Śródziemnego, z całej Europy.

Jest pan nie tylko kustoszem, animatorem kultury, konferansjerem. Prowadzi Pan także firmę. Te obowiązki nie kolidują ze sobą? Jak Pan na to wszystko znajduje czas?

-To moja tajemnica, której nauczyłem się w relacji ze sobą. Jest wiele takich chwil w życiu, że człowiek potrzebuje wyciszenia. Może powędrować pod krzyż Chrystusa i zwierzyć mu się, oddać pokłon, dziękując Mu, że się obudził sprawny na ciele i umyśle, podziękować za kolejny przeżyty dzień i zrobić codzienny rachunek sumienia. Choć wiele razy się upada, to jednak wiara w miłosierdzie, a przede wszystkim pewność, że On kocha i zawsze wybacza, jak nikt po tej stronie życia, odnawia wiarę także w innych.

Zna Pan na pamięć biografię św. Jana Pawła II, miejsca jego pielgrzymek w czasie pontyfikatu. Jakimi wartościami, propagowanymi przez św. Jana Pawła II, kieruje się Pan w życiu?

-Wytrwałość, zawierzenie, miłość i wiara. Nasz Papa nauczył mnie także umiejętności wyboru tego, co ważne w życiu, choć przede wszystkim, gospodarowania czasem. Myśli zawarte są w 14 encyklikach. Mnie fascynuje ta z 1998 roku: Wiara i rozum. Pochodzą od Pana Boga i powinny podążać ze sobą w identycznych proporcjach, aby rozum nie uczynił człowieka pysznym, a wiara dewotem. Gdy idą w parze, prowadzą nas do kontemplacji prawdy, czyli do Stwórcy.

Żona podziela pana pasję, już nie tylko kolekcjonera, ale krzewiciela kultury chrześcijańskiej, edukatora, manszarda sztuki?

– Żona jest domatorką, ja jestem otwarty na ludzi. Szanujemy swoje poglądy i nie chcemy nikogo, a tym bardziej siebie, zmieniać. Realizujemy swoje marzenia, dzieląc się również troskami, których nie brakuje. Widzimy się rano przy śniadaniu i późnym wieczorem, więc cieszymy się tymi wspólnymi chwilami i pewnie dlatego od 34 lat jesteśmy dalej zakochani. O pracy zawodowej staramy się jak najmniej mówić. Jest tyle ciekawych tematów, które rozwijają widzenie szerzej świata i pozwalają zachować dystans.

Czego jeszcze Pan nie ma w zbiorach, a o czym Pan marzy?

– O tym, czego jeszcze nie mam. Czego? Nie wiem. To jest w kolekcjonerstwie najpiękniejsze. Poszukiwanie. Odnajdywanie. Ocalenie od zapomnienia. Święta Bożego Narodzenia są dobrym czasem wyszukaniem w szufladzie, czy na strychu tego, co warto ocalić od zapomnienia. I przeżywać, dzieląc się z bliskimi przy wigilijnym stole opowieścią sprzed wielu, wielu lat. To również czas na to pojednanie z Nowonarodzonym w naszym sercu.

Dziękuję za rozmowę.