Z Szymonem chodziliśmy po lekcjach nad Olzę, bo nie lubiliśmy wracać do swoich domów. Piliśmy wtedy przeterminowaną oranżadę w plastikowych woreczkach i obmyślaliśmy plany. Plany, co zrobić, żeby w przyszłości chciało się nam do domu wracać, a nie szlajać się nad Olzą. Ta rzeka nas na swój sposób ukształtowała. Czasem ot tak siedzieliśmy na brzegu i nie mówiąc nic do siebie patrzyliśmy jak syf z huty w Trzyńcu, po czechosłowackiej stronie granicy, unicestwia życie biologiczne.

– A ty kim byś chciał byś po skończeniu szkoły – zapytał Szymon.

– Śmieciarzem – odparłem bez namysłu.

– Dlaczego? – zapytał zdziwiony.

– Bo śmieciarz jest wolnym człowiekiem. Po pierwsze ma nieograniczony dostęp do śmieci. A w śmieciach można znaleźć wiele wartościowych rzeczy, które głupki bezrefleksyjnie wyrzucają. Po drugie, jest to praca na ogół powolna, nikt nikogo nie pogania. Można palić papierosy, a jeśli ktoś nie pali – jak ja – to w tym czasie czytać książki. Po trzecie, zawsze imponowała mi jazda na ciężarówce nie w kabinie, ale na takim stojaku z tyłu wozu. Miałem wtedy bujną czuprynę i oczami wyobraźni widziałem smagającą ją przez wiatr.

Szymon rzucił kamieniem na przeciwległy brzeg rzeki. – Denne knedle i marmoladziarze. Nienawidzę ich. Moje życie jest gorsze przez to, że oni nie są biedniejsi od nas. Nie podoba mi się to.

– Ależ to klasyczny resentyment – odparłem. Dopuszczasz się właśnie tworzenia iluzorycznych wartości oraz ocen moralnych jako rekompensaty własnych niemocy i ograniczeń.

– Skończ proszę z tym filozofowaniem, skupmy się na zaszkodzeniu Czechosłowakom. Poddali się Szwabom bez walki, a teraz mają lepiej od nas. To nie jest sprawiedliwe.

Następnie po raz kolejny cisnął kamieniem w przeciwległy brzeg Olzy.

– No trudno – odparłem. My Polacy potrafimy być albo wielcy, albo miniaturowi. Alby bohaterami, albo zdrajcami. Nie to co Czechosłowacy umiejący się dostosować do sytuacji, zgiąć kark jak trzeba i wyprostować go jeśli nadarzy się okazja ku temu, by nikt nie zgiął go ponownie, tym razem przemocą.

– Dużo ostatnio myślałem o historii Europy Środkowej – powiedział Szymon. – I wiesz, mam wrażenie, że nie ma czegoś takiego jak historia w odniesieniu do naszego regionu. My jesteśmy na wskroś ahistoryczni. Żywimy się co prawda historią, ale od razu nią wymiotujemy. W najlepszym wypadku ją wysrywamy. Nie potrafimy ani jej tworzyć, ani nią żyć. Umiemy co najwyżej ją omijać.

– Możliwe, że jest jak mówisz, ale po co to mi mówisz? Przecież zebraliśmy się tu, żeby obrazić jak największą liczbę Czechosłowaków.

I zaczęliśmy ich gromko obrażać.